" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

05 wrz 09
sobota

WikiOkupacja

Napisał Przemysław Bociąga o niczym

Z ostatniej chwili: w ramach 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej Wikipedia proponuje swoim użytkownikom uzupełnienie informacji na temat… ochrony przyrody w Niemczech. Czy mi już kompletnie odwaliło, że zmyślam takie rzeczy? Nie.

Wiemy od Jungera, że po wegetarianach przychodzą kanibale. Od Jimbo Walesa wiemy też, po kim przychodzą ekolodzy.

03 maj 09
niedziela

Google schodzi na psy

Napisał Przemysław Bociąga o mediach

Nietrzeciomajowe (a i niepierwszo-) przemyślenie pod wpływem poszukiwań, jakie w długi weekend zapuściłem w google’u. Niewinnie postanowiłem byłem sprawić sobie nowy aparat, ale nie będąc pewnym co do wyboru, zapragnąłem zasięgnąć języka na sieci. Wszyscy wiemy, jakiej strony używa się w takich wypadkach: tej, która łamie prawa człowieka w Chinach (argument nietrafiony, jeśli o mnie chodzi) oraz tej samej, która pragnie wprowadzić w sieci komunizm własności intelektualnej (tak słyszałem). Co już brzmi znacznie bardziej niepokojąco. A ponieważ perspektywa zdigitalizowania wszystkich książek świata trochę jeży mi włos na plecach (fuj!), kibicuję upadkom googli nie przestając korzystać z ich dobrodziejstw zgodnie z zasadą odwiecznej równowagi przyrody (i ostentacyjnej nadobojętności wobec praw człowieka w Chinach). Przeważnie przez upadki informatycznego giganta rozumiem jednak te spektakularne: wtopili forsę w jakiś nierentowny projekt, opracowali telefon, który przegrywa nawet z ajfonem – dandysem z leprozorium, albo zmuszeni byli odstąpić od planu zeskanowania całej biblioteki senackiej USA. Tym razem jednak doszedłem do smutnych wniosków o strukturalnym kryzysie flagowego i kluczowego produktu Google – google’a.

(dalej…)

29 wrz 08
poniedziałek

Śmierć na winietce

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o mediach

Noc sprzyja jakoś dziwnie rozmyślaniom o śmierci i mimo, że pierwotnie planowałem wrzucić na blog równie poważny, ale nie śmiertelnie poważny temat, po stoczeniu bitwy z myślami uznałem, że „lepszy wróbel w garści…”, czyli, w naszym przypadku, bardziej błaha myśl w głowie własnej, niż choćby złota – w cudzej. Pamiętacie red. Milewicza?

(dalej…)