" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

06 sty 10
środa

Arbeit macht frei, kradzież macht lol

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o historii, o kinie, o tzw. społeczeństwie

Dotychczasowa historia kradzieży dewizy z drzwi pp. Auschwitzów zdaje się potwierdzać moje z dawna przyjęte motto: nigdy nie tłumacz złą wolą czegoś, co równie dobrze wytłumaczy niekompetencja. Podsumujmy: na obecnym etapie sprawy wydaje się możliwe (chociaż „Sunday Mirror” nie jest królem rzetelności), że kolekcjoner, który zamówił sławny logotyp jest Brytyjczykiem. Brzmi to na razie jak piękne zmyślenie: skoro bulwarówka chce zmyślić fakt, żeby zapełnić łamy, to właśnie poczucie tożsamości narodowej powinno jej przyświecać. Jak by jednak nie było, ktoś tę kradzież musiał zlecić (bo sądzę, że szwedzcy skini sami dla siebie mieć go nie chcieli).

fot. Radek Pasterski
(dalej…)
18 mar 09
środa

Marek Grechuta – portret psychologiczny

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o sztuce

Znalazłem go na przypadkowo odwiedzonym, nie pamiętam już, którędy, blogu. YouTube został artystą, i to od razu z kręgu symbolizmu.

Grechuta na YouTube

08 cze 07
piątek

Peregrynacje literackie

Napisał Przemysław Bociąga o sztuce

W nawiązaniu do tekstu z kiedyśtam, o ludzką postawę wobec sztuki przeciwko zdehumanizowanej humanistyce:

Nie wiem, czy inni są tacy, jak ja, ale o sobie wiem, że nie mogę długo kontemplować piękna. (…) Dlatego teoria sztuki jest czymś tak nużącym – chyba, że nie traktuje o pięknie, a więc także i o sztuce. Wszystko, co krytyk może powiedzieć o Złożeniu do grobu Tycjana, które bodaj ze wszystkich obrazów świata najwięcej ma w sobie czystego piękna, to tylko: idź i zobacz. (W. Sommerset Maugham, Cakes and Ale, za: Władysław Tatarkiewicz o filozofii i sztuce).

tizian_053m.jpg

(To, jedyne znane mi, Tycjanowskie Złożenie do grobu, wydaje się w istocie swej pietą)

10 mar 07
sobota

Kerez się tłumaczy…

Napisał Przemysław Bociąga o polityce, o sztuce

Christian Kerez, szwajcarski architekt, autor projektu Muzeum Sztuki Nowoczesnej na placu Defilad, ciągle się tłumaczy. Właściwie, ma taki zaszczyt, na jaki sobie zasłużył: w pośrodku kraju trzeciego świata chciał postawić wielkie pudełko od zapałek w drugiej edycji konkursu o tę złotą pietruszkę. Wygrał przetarg na tłumaczenie się z elewacji. Jak tłumaczyć architekturę pół-żywemu radnemu miasta?

02.jpg

(dalej…)

14 lut 07
środa

Sztuka i inne pierdoły…

Napisał Przemysław Bociąga o sztuce

Wczorajsza Rzepa, 2. strona, wywiad z Joanną Rajkowską, „artystką” (istotę cudzysłowu wyjaśnię zaraz), autorką palmy na rondzie de Gaulle’a w Warszawie.

Palmę znają wszyscy. Zrosła się z pejzażem miejskim stanowiąc bardzo przyjemną szczyptę absurdu w miejscu, którego sam klimat wywołuje w człowieku chęć przyspieszenia kroku i zrobienia Czegoś Ważnego oraz wywołania wrażenia Człowieka Zapracowanego. Takie przynajmniej, być może, były założenia.

(dalej…)

08 sty 07
poniedziałek

Koronki, pudding i kostium

Napisał Przemysław Bociąga o kinie

Cóż by tu napisać o Marii Antoninie, żeby nie być banalnym? Skoro Dana Stevens słusznie już napisała, że to film o niczym prócz koronek i puddingu, że, zacytuję: Coppola goes an amazingly far way in nothing but setting a mood oraz że film jest oparty na biografii, która twierdzi, że Maria Antonina nigdy nikomu nie kazała jeść ciastek. Tylko jeśli cała postać pokazana jest tak, jakby to rzeczywiście było w jej stylu, to co to za różnica?

Zamiast tego koszmarnie nudna anegdota i wynikająca z niej refleksja o kinie.

c042r.jpg

(dalej…)

11 gru 06
poniedziałek

Pancerne staniki, doklejone siusiaki i prawdziwa miłość

Napisał Przemysław Bociąga o sztuce

Nocna, zaległa prasówka: Rzeczpospolita, 27 listopada. Historyk sztuki Tadeusz Różewicz mówi w wywiadzie (!): „…sztuki piękne, które brzydną na naszych oczach.”

Zabawne. Uważam, że nauczyłem się czytać, rozumieć i nawet doceniać sztukę współczesną. Mój osobisty kontakt ze zmaganiami artystycznymi (możecie się śmiać) pozwolił mi dotknąć trochę tych problemów osobiście, przez co zaczynam jakby powoli chwytać, o co w tym wszystkim chodzi. Nie kocham kutasa na krzyżu (równoramiennym!) Nieznalskiej, ale dużo bardziej nie kocham tego pobłażliwego półuśmieszku ćwierćinteligentów, z jakim mówią o tym, co się dzieje w Zachęcie, a czego nawet przez ćwierć sekundy nie próbowali zrozumieć. I jeszcze sztandaru miłośników Luisa Royo, że „sztuka powinna się bronić sama”.

I nagle ten Różewicz. I nagle wszystko zmienia perspektywę: no bo jak? Kozyra z doklejonym fiutem contra Zaślubiny Arnolfinich?

Słabo sobie z tym radzę…