" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

29 cze 09
poniedziałek

Piosenkarz do recyklingu

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o sztuce

Teraz, kiedy kolejna głośna – w jakże ciekawy sposób – śmierć nieco przebrzmiała, postaram się spisać kilka uciekających myśli na jej temat.

Po pierwsze, śmierć Michaela Jacksona była dla mnie szokiem. Był to jednak szok nie w tym sensie, że kogoś nagle zabrakło. W istocie miałem łzy w oczach, kiedy dowiedziałem się o śmierci Kaczmarskiego, ale ten smutek wynikał z faktu, że twórczość Kaczmarskiego naprawdę uwielbiałem (jeśli kiedykolwiek znałem się na muzyce, to tylko na jego muzyce) i ciągle gdzieś, w głębi duszy, miałem nadzieję na jego do tej twórczości powrót. Mój smutek po śmierci Kaczmarskiego (z zachowaniem proporcji – w końcu człowieka osobiście nie znałem) miał więc charakter bliski prawdziwej żałobie: stanąłem oto twarzą w twarz z doświadczeniem pustki i egzystencjalnym lękiem, że ta pustka stanie się też moim udziałem.

(dalej…)

18 mar 09
środa

Marek Grechuta – portret psychologiczny

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o sztuce

Znalazłem go na przypadkowo odwiedzonym, nie pamiętam już, którędy, blogu. YouTube został artystą, i to od razu z kręgu symbolizmu.

Grechuta na YouTube

15 wrz 08
poniedziałek

Fraszka „na historyka sztuki”

Z tym pedałem
studiowałem

(fotki nie będzie. Chciało by się)

05 lut 08
wtorek

Z cyklu: foty, które lubię na przekór

Napisał Przemysław Bociąga o sztuce, Zdjęcia robię też

hommage_a_joseph_kossuth_320px.jpg

Nosi nawet tytuł: Hommage á Josseph Kossuth. Ładny, prawda?

08 cze 07
piątek

Peregrynacje literackie

Napisał Przemysław Bociąga o sztuce

W nawiązaniu do tekstu z kiedyśtam, o ludzką postawę wobec sztuki przeciwko zdehumanizowanej humanistyce:

Nie wiem, czy inni są tacy, jak ja, ale o sobie wiem, że nie mogę długo kontemplować piękna. (…) Dlatego teoria sztuki jest czymś tak nużącym – chyba, że nie traktuje o pięknie, a więc także i o sztuce. Wszystko, co krytyk może powiedzieć o Złożeniu do grobu Tycjana, które bodaj ze wszystkich obrazów świata najwięcej ma w sobie czystego piękna, to tylko: idź i zobacz. (W. Sommerset Maugham, Cakes and Ale, za: Władysław Tatarkiewicz o filozofii i sztuce).

tizian_053m.jpg

(To, jedyne znane mi, Tycjanowskie Złożenie do grobu, wydaje się w istocie swej pietą)

10 mar 07
sobota

Kerez się tłumaczy…

Napisał Przemysław Bociąga o polityce, o sztuce

Christian Kerez, szwajcarski architekt, autor projektu Muzeum Sztuki Nowoczesnej na placu Defilad, ciągle się tłumaczy. Właściwie, ma taki zaszczyt, na jaki sobie zasłużył: w pośrodku kraju trzeciego świata chciał postawić wielkie pudełko od zapałek w drugiej edycji konkursu o tę złotą pietruszkę. Wygrał przetarg na tłumaczenie się z elewacji. Jak tłumaczyć architekturę pół-żywemu radnemu miasta?

02.jpg

(dalej…)

08 mar 07
czwartek

Kogo w Babilonie kochają, odchodzi młodo…

Napisał Przemysław Bociąga o sztuce

Marek Kondrat, wielki artysta polskiego filmu i rewelacyjny Adaś Miałczyński, a ostatnio propagator ING Banku, żegna się z polską sceną i filmem. Żegna się, bo go stać. Stać go artystycznie, jak zauważa N., po rolach u Koterskiego. Stać go finansowo, bo te półtorej minuty na trzy spoty ING to trochę więcej kasy, niż wydał na rewelacyjne garnitury, w których się prężył. A więc Artysta odchodzi, a media publiczne lamentują razem z reżyserami, przyjaciółmi itepe.

Tylko jakoś nie zauważyłem, żeby ktokolwiek przy tej okazji przybliżył pełniejsze portfolio Artysty.

14 lut 07
środa

Sztuka i inne pierdoły…

Napisał Przemysław Bociąga o sztuce

Wczorajsza Rzepa, 2. strona, wywiad z Joanną Rajkowską, „artystką” (istotę cudzysłowu wyjaśnię zaraz), autorką palmy na rondzie de Gaulle’a w Warszawie.

Palmę znają wszyscy. Zrosła się z pejzażem miejskim stanowiąc bardzo przyjemną szczyptę absurdu w miejscu, którego sam klimat wywołuje w człowieku chęć przyspieszenia kroku i zrobienia Czegoś Ważnego oraz wywołania wrażenia Człowieka Zapracowanego. Takie przynajmniej, być może, były założenia.

(dalej…)

11 gru 06
poniedziałek

Pancerne staniki, doklejone siusiaki i prawdziwa miłość

Napisał Przemysław Bociąga o sztuce

Nocna, zaległa prasówka: Rzeczpospolita, 27 listopada. Historyk sztuki Tadeusz Różewicz mówi w wywiadzie (!): „…sztuki piękne, które brzydną na naszych oczach.”

Zabawne. Uważam, że nauczyłem się czytać, rozumieć i nawet doceniać sztukę współczesną. Mój osobisty kontakt ze zmaganiami artystycznymi (możecie się śmiać) pozwolił mi dotknąć trochę tych problemów osobiście, przez co zaczynam jakby powoli chwytać, o co w tym wszystkim chodzi. Nie kocham kutasa na krzyżu (równoramiennym!) Nieznalskiej, ale dużo bardziej nie kocham tego pobłażliwego półuśmieszku ćwierćinteligentów, z jakim mówią o tym, co się dzieje w Zachęcie, a czego nawet przez ćwierć sekundy nie próbowali zrozumieć. I jeszcze sztandaru miłośników Luisa Royo, że „sztuka powinna się bronić sama”.

I nagle ten Różewicz. I nagle wszystko zmienia perspektywę: no bo jak? Kozyra z doklejonym fiutem contra Zaślubiny Arnolfinich?

Słabo sobie z tym radzę…

30 wrz 06
sobota

Jak zapamiętać kolor?

Napisał Przemysław Bociąga o sztuce, Zdjęcia robię też

Mocne zdanie na lead: Marcel Proust wynalazł polaroid.

Pozwoliłem sobie dzisiaj na chwileczkę zapomnienia, uciekając przed mózgoklejką pracy w stronę Swanna. Wcześniej tylko przyczepiłem do ściany kilka zdjęć z polaroida – zapożyczyłem od Wojtka Tkaczyńskiego taką metodę: powiesić sobie własne dzieła na widoku na kilka dni i sprawdzić, co się będzie o nich myślało. Zrobiłem więc „wystawę” i czytam Prousta. Po drodze zatrzymuję się, wspominając tekst Johna Bergera: Co zastępowało fotografię, nim wynaleziono aparat fotograficzny? Odpowiedź, której można by oczekiwać, brzmi: rycina, rysunek, obraz malarski. Jednak bardziej odkrywcza odpowiedź, brzmiałaby: pamięć. Jak dobrze – myślę – że nie mam zdjęć z kilku wydarzeń, które chciałbym dobrze zapamiętać.

Wtedy wchodzi mama i gadamy chwilę o nowo powieszonych zdjęciach.

- Dobre teraz robią te materiały polaroida – mówi mama. – Kiedyś to, pamiętam, takie blade były, bez wyrazu.
- Materiały zawsze były podobne, tylko one bardzo łatwo blakną – tłumaczę.
- Aha. A jak zapamiętać kolor, żeby nie blakły?

No właśnie, zapamiętać. Ale czy przez to nie wyblakną?

(dalej…)

Następna strona »