poniedziałek
Żegluga św. Brandona
Manuela Gretkowska w Magazynie 24 godziny, TVN24:
Brandon Fay i Thomas Moulton przyjechali do Polski jak Cyryl i Metody, którzy przybyli do Słowian, żeby wprowadzać cywilizację. Oni nas cywilizują.
" />
Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa
dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine
Manuela Gretkowska w Magazynie 24 godziny, TVN24:
Brandon Fay i Thomas Moulton przyjechali do Polski jak Cyryl i Metody, którzy przybyli do Słowian, żeby wprowadzać cywilizację. Oni nas cywilizują.
W dawnej dyskusji z R. wynikło, że moje pałacowe zdjęcie jest dobre na ilustrację, tylko nie wiadomo, jakiego tekstu. I chyba właśnie jeden przyszedł mi do głowy: różnica między starym a nowym szajsem. Otóż doszedłem do wniosku, że różnica między PRL-owskimi skrzynkami na listy w blokach, a tymi montowanymi obecnie, jest bardzo symptomatyczna dla tzw. polskiej transformacji.

Ponieważ dalej na swój sposób kręci mnie, że akurat po stu latach niesłuchania radia włączyłem je kiedyś, kiedy cytat z mojego boga i to w korespondencji zagranicznej poszedł w eter, wyznaję teraz przekonanie, że trzeba słuchać go często, bo nigdy nie wiadomo, kiedy o tobie powiedzą. I co? Zdarzyło się znów, choć nie w tak bezpośredni sposób, jak poprzednio.
Ale najpierw ważna informacja: nie jestem ekopozytywny. Używam foliówek. Nie sram psem ludziom pod oknami, ale gdybym miał psa (co w mieście wydaje mi się dość perwersyjnym pomysłem), pewnie bym nim srał, kto wie.
No i właśnie – wiedziałem, że różne racjonalne instytucje będą chrzanić i chrzanią. Jednego dnia przyjaciel z daleka wysłał mi linka, a przyjaciel z bliska – podzielił się wrażeniami i fotką (dzięki!).

W Warszawie, stolicy europejskiego od niedawna kraju, odbył się wreszcie prawdziwy, europejski ślub humanistyczny. Mam z tego północną pół-notkę; pół głównie dlatego, że od siebie nie mam wiele do dodania. Ale że trochę umiem pisać, podzielę się własną interpretacją nieco zdegustowanego R.
(dalej…)
Na zakończonych wczoraj XVI Targach Książki Historycznej większość tytułów dotyczy polskiej niepodległości. Czy polska niepodległość należy już do historii?
Podobno jakiś wypadek z dwudziestoma siedmioma ofiarami śmiertelnymi jest przyczyną faktu, że internet znów utracił kolory. Gdyby chociaż graficy za każdym razem żałobne logotypy robili od nowa, możnaby przynajmniej mówić o gospodarczych korzyściach całej imprezki komercyjnego lamentu. Mam to szczęście, że od kilku dni nie włączałem żadnego mass-medium (tudzież środka społecznego przekazu), ale pamiętam ostatnią żałobę po kopalnianym zawale na Śląsku – kiedy telewizje licytowały się planszami z informacją, ile to przekazały ofiarom Narodowej Tragedii.
W kiblu czytuję ostatnio Leca (dostałem od F. na urodziny kompletne wydanie od Noir Sur Blanc): „Gdy na krew padnie kilka kropel łez – jakże różowo!”
Noir sur blanc, przyznacie.
Stoję z kolegą w antyszambrze kina. Spotykamy jego kolegę (zna mnie z opowiadań), w koszulce z Kuroniem (nie palcie komitetów, zakładajcie własne).
Kolega kolegi: Od kiedy to prowadzasz się z endekami? (o mnie, jakoby)
Ja: Koszulka z Kuroniem? Jak daleko można się posunąć?
…i podaliśmy sobie ręce. Każdy z nas przy tym oglądał się, czy ktoś znajomy go nie widzi w tej hańbiącej chwili. Czy to dobry przyczynek do opisu Salonów?
Upalne popołudnie. Idę Marszałkowską, perspiruję i wysycham. Lodówka przy kiosku kusi samotnymi trzema butelkami coli i resztkami izotoniku.
- Proszę colę – ocieram pot z czoła. – Niezły interes w taki dzień, jak widzę…
- Nie, po prostu przedwczoraj okradli mi lodówkę…
Długo jeszcze będę taki naiwny?
Miodek Jan Jan Miodek (imię zawsze przed nazwiskiem!) jest kolejnym dowodem na bezinteresowność i troskę o interes publiczny całej tej oświeconej, antylustracyjnej części społeczeństwa. Tel-Avizja od rana live komentuje jego kolejne wystąpienia: wpierw potępiające lustrację, później to, w którym się wreszcie przyznał, że nie robił tego całkiem z troski o kolegów czy o Sprawiedliwość Społeczną.
Tel-Avizja jest jednak miłosierna: od godziny nie użyli ani razu hasła „SB” czy „bezpieka”. Niezależnie, który dziennikarz akurat zajmuje się TW Miodkiem, używa hasła „policja polityczna PRL” lub, jeszcze lepiej, po prostu „policja”. Zatem Profesor był łamany przez policję!? Jakież to miłe dla ucha.
I, oczywiście, oddychamy z ulgą. Na trzy-cztery.
Sobota, 14 kwietnia. Miasto.
1.

Widziałem w życiu kilka bitew i z zewnątrz, jako widzowi, wszystkie wydają się równie głupie. Kwestia publiczności, którą nieodmiennie bawi fizjologia i pokazywanie dupy przeciwnikom. Ale wierzcie mi, kiedy ten autentyczny Rosjanin z rosyjskiego reenactmentu zaczął przez mikrofon wykrzykiwać do polskich powstańców „Poliaki! U was niet szans!” (czy jakoś tam), odczułem coś nowego przy obserwacji imprez historycznych. Konkretnie miałem ochotę opuścić trybunę dla prasy i wywalić mu z nikona w zęby.
„Jedna z wielkich zalet brytyjskiego reenactmentu jest taka, że możesz strzelać do prawdziwych Szkotów” – jak to powiedział, emigrując, N.
gmail.com 