niedziela
V finał Tańca z Gwiazdami
Konkurs bez nagród: za jaką obcą rasę z Gwiezdnych Wojen przebrana jest tym razem Katarzyna Skrzynecka?
Szczegóły niebawem.
" />
Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa
dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine
Konkurs bez nagród: za jaką obcą rasę z Gwiezdnych Wojen przebrana jest tym razem Katarzyna Skrzynecka?
Szczegóły niebawem.
Miodek Jan Jan Miodek (imię zawsze przed nazwiskiem!) jest kolejnym dowodem na bezinteresowność i troskę o interes publiczny całej tej oświeconej, antylustracyjnej części społeczeństwa. Tel-Avizja od rana live komentuje jego kolejne wystąpienia: wpierw potępiające lustrację, później to, w którym się wreszcie przyznał, że nie robił tego całkiem z troski o kolegów czy o Sprawiedliwość Społeczną.
Tel-Avizja jest jednak miłosierna: od godziny nie użyli ani razu hasła „SB” czy „bezpieka”. Niezależnie, który dziennikarz akurat zajmuje się TW Miodkiem, używa hasła „policja polityczna PRL” lub, jeszcze lepiej, po prostu „policja”. Zatem Profesor był łamany przez policję!? Jakież to miłe dla ucha.
I, oczywiście, oddychamy z ulgą. Na trzy-cztery.
Sobota, 14 kwietnia. Miasto.
1.

Widziałem w życiu kilka bitew i z zewnątrz, jako widzowi, wszystkie wydają się równie głupie. Kwestia publiczności, którą nieodmiennie bawi fizjologia i pokazywanie dupy przeciwnikom. Ale wierzcie mi, kiedy ten autentyczny Rosjanin z rosyjskiego reenactmentu zaczął przez mikrofon wykrzykiwać do polskich powstańców „Poliaki! U was niet szans!” (czy jakoś tam), odczułem coś nowego przy obserwacji imprez historycznych. Konkretnie miałem ochotę opuścić trybunę dla prasy i wywalić mu z nikona w zęby.
„Jedna z wielkich zalet brytyjskiego reenactmentu jest taka, że możesz strzelać do prawdziwych Szkotów” – jak to powiedział, emigrując, N.
Jeszcze tylko przez chwilę u Ewy Drzyzgi w TVN można zobaczyć autentycznych ludzi, którzy czekali z seksem do ślubu! Takich mirabiliów nie było w telewizyjnym cyrku od czasu kobiety z wąsami, dwumetrowca i karłów-bliźniaków!
W moim parafialnym multipleksie, gdzie dziś wreszcie obejrzałem fenomenalną „Królowę” Frearsa, zostałem zaproszony (drogą plakatu) na pokaz przedpremierowy kultowego filmu Ryś Stanisława Tyma. Pamiętacie scenę z reglamentacją czekolady w Roku 1984? Racje czekolady obniżono pewnego dnia bodaj z 19 do 16 g. Następnego dnia teleekrany podały, że oto wspaniałomyślna Oceania podwyższa racje czekolady… z 14 do 16 g. A Winston Smith stał pośrodku tego wszystkiego i patrzył, czy ktokolwiek z przechodniów choć zauważy ten fakt. Jak to się robi, żeby film był kultowy, zanim pokaże się go publicznie? Czy też, że przeformułuję pytanie, kto go tym kultem otacza, skoro nie publiczność?
Wróciłem do domu i odebrałem pocztę. Zaproszenie na maraton filmowy: noc misia i Rysia. Supergwiazdą z okładki Filmu jest siedemdziesięcioletni, łysy i krzaczastobrwisty wzór centrolewego intelektualisty. Rzepa „krótkiem” na pierwszej stronie anonsowała ostatnio, że Tym z Kayah… nagrali piosenkę do filmu.
Masakra – rzekłem do Agnieszki. – Masz pojęcie, ile oni wydali na promocję tego filmu? Ale zaraz poprawiłem się: – obawiam się, że mniej niż na to wygląda.
Moim skromnym zdaniem na tym filmie nie zawiodą się tylko dwie grupy osób: kompletnie bezmyślni i ci, którzy nie wierzą weń od początku. Z wyżej wymienionych dwóch grup należę przynajmniej do jednej.

Stara mądrość branży PR głosi, że reklama, by być skuteczna, powinna wywoływać w odbiorcy szok:
Co czwartek w Gazecie Wyborczej czytamy papieża.
Teraz większa tubka. 25% wazeliny gratis.

(rroarra nie kumasz?)
Z cyklu: uroki prasy
W świetle źródeł historycznych, żyjący w latach 1431-1476 władca Wołoszczyzny Vlad III Tepes (Palownik) nie był wampirem (podkr. w oryginale), a praktykowane przez niego wbijanie opornych bojarów i tureckich jeńców na pal nie odbiegało od standardów epoki. Podano za serwisem internetowym świetnego wydawnictwa przewodnikowego Bezdroża.
Przypomina mi to zabawny żart z naszego podwórka: przegląd prasy w lokalnej gazetce klasy „powielacz”: Kiedy wybuchła druga wojna światowa, nie było mnie jeszcze na świecie – pisze redaktor naczelna Kuriera Wiadomego Maria O., rozwiewając tym samym wszelkie wątpliwości. Nazwiska starych wyjadaczek branży oraz nazwy miejscowe zostały utajnione.
Znowu musiałem się ostatnio tłumaczyć z przyczyn mojego szacunku inaczej wobec Owsiaka i jego powrzaskiwań. Zapomniałem zresztą kupić kilku gazet wczoraj, żeby sprawdzić, kto co i dlaczego wyłącznie dobrze pisze o moim drugim ulubionym lewackim jąkale. Szkoda. Ale w tym roku, kiedy Michnikowszczyzna już nie rządzi za to sprzedaje się w księgarniach, mam poszerzoną koncepcję.
Bardzo zaległy wpis, który jednak chciałbym tu umieścić.
Znowu coś przegapiłem. Tym razem był to moment, kiedy Aneta K., spółkująca z notablami Samoobrony w zamian za karierę potyliczną, stała się Anetą Krawczyk, wielokrotnie molestowaną w pracy. Pamiętam, że czytałem u zarania seksafery: była uprzedzona o całokształcie samoobronnej rozmowy o pracę. Pamiętam, że wyznała: Lepper kazał mi iść pod prysznic. Siedziałam tam pół godziny, nawet się nie wykąpałam, wróciłam i doszło do zbliżenia. Już bodaj od następnego dnia ostrym skrętem poszło w kierunku gwałtów, molestowań i prawie otarło się o morderstwo na tle seksualnym. Gdzieś to już słyszałem.
„Rzeczpospolita”, 2 listopada 2006, s. A10:
Zimą taniej do ZOO
(…) szef hodowlany Andrzej Zieliński zdradził, że czeka właśnie na narodziny likaonów, żyrafy, jaguara (…)
Zapłacę trzy złote za bilet, jeśli w warszawskim ZOO nawet szefów mają hodowlanych.
gmail.com 