" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

31 sie 07
piątek

Tytuł zastępczy

Napisał Przemysław Bociąga o literaturze

Hasło “blog ma rok” przeszło niezauważenie. Chyba świadczy to o pewnej regularnej w charakterze zależności między pracą etatową (etatyzm!), a apdejtami.

Tymczasem, żeby pole “sierpień” w menu bloga nie pozostało puste: jedna z najlepszych “Myśli nieuczesanych wszystkich”, które dostałem od przyjaciela F. Większość z nich jest wtórna wobec samych siebie (myśli o zamordyzmie, opór przed standaryzacją, promocja postawy, określanej na belief-o-matic jako secular humanism). Nie umniejsza to oczywiście ich wartości, zwłaszcza, kiedy po trzysetnej stronie (przed połową książki w edycji Noir sur blanc) wsiąkasz do końca w świat słownej poezji Leca. Tym niemniej mam wrażenie, że trafnością (a tym bardziej połączeniem trafności i zgrabności w jednym) wybija się raptem kilka. Oto jedna z nich:

Treści, które nie dadzą się przełożyć z rodzimego języka na inny, nie mają w sobie ładunku humanizmu – to gusła szczepowe.

Jakież to antropologiczne – jak mawia k_…

02 paź 06
poniedziałek

Bez komentarza #1

Napisał Przemysław Bociąga (bez komentarza), o Autorytetach, o literaturze

maslowska.jpg

02 sie 06
środa

Pan Cogito, rembrandtysta

Napisał Przemysław Bociąga o literaturze, o sztuce

Zupełnie niedawno pastowałem buty (pastowałem, to staromodne określenie tego, co robi się z nubukiem, ale nie bardzo to ważne) na średnio starym +Plus-minusie, czyli dodatku kulturalnym Rzepy. Chwilę potem dodatek ten wyrzuciłem, a chwilę wcześniej – przeczytałem. Był on streszczeniem chyba doktoratu (in spe) jakiejś pani (której nazwiska nie zapamiętałem) o poglądach śp. poety Herberta na śp. malarza van Rijn.

Swoją drogą jeśli doktorat jest o tekście Herberta (rozchodzi się o niepublikowany esej) o Rembrandcie, to kto właściwie jest autorem doktoratu, a kto jego tematem? Zresztą nieważne.

Ważne, że bardziej rzymski niż katolik pisze o malarzu w sposób, którego historycy sztuki powinni się uczyć. Z cytowanych fragmentów wynika, że “tekściarz Gintrowskiego” znacznie lepiej od nich przenikał do istoty sprawy, a sprawą w malarstwie, a raczej w Sztuce w ogólności jest co innego niż przyjęło się sądzić w socjecie. Strasznie dużo bowiem mówi się o wpływach, o szkołach, o zapożyczeniach, o Painting and patronage, o Social Critique of the Judgement of Taste, o kolekcjach, darach, wpływach, skandalach i trendach. Herbert, o ile dobrze zrozumiałem z fragmentów, czniał wszystko, z sobie właściwą gracją przenikając do istoty rzeczy. A istotą rzeczy był poruszający, czysty zachwyt nad Pięknem, nad metafizyką Światła, nad napięciem w obrazach i znaczeniem. Próba zracjonalizowania (przez zwerbalizowanie, nie przez bibliografię) estetycznego zachwytu.
Czego, rzecz jasna, nie przytoczę wam w cytatach, gdyż na Herbercie i Rembrandcie wypastowałem buty.

Rembrandt - portret Cornelisa Anslo

26 lip 06
środa

Z kroniki wypadków filmowych

Napisał Przemysław Bociąga o kinie, o literaturze

Widziałem jeszcze nowych Piratów, ale o tym nie warto mówić. Psy szczekają, karawana jedzie dalej…

(dalej…)

09 lip 06
niedziela

Lato w mieście – cd.

Napisał Przemysław Bociąga o kinie, o literaturze

Udały mi się (w sensie wykonania ich :)) dwie wizyty w kinie: Iluzjon zaproponował Fahrenheit 451, zaś mój parafialny multipleks – Libertine’a.

Zapytany, co sądzę o tym drugim, odpowiedziałem, że nie wiem i tej wersji pozwolę sobie jeszcze chwilę się trzymać. Może muszę obejrzeć drugi raz, albo coś?

Fahrenheit 451 Francoisa Truffaut (1966) za to usatysfakcjonował mnie w pełni. Widziałem go, dodajmy, pierwszy raz, na porysowanej, iluzjonowej taśmie z najprawdziwszymi sygnałami do operatora, że czas przełączyć szpulę (In industry, we call it cigarette burns – jak mawiał Tyler Durden).

Fahrenheit 451

(dalej…)