<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>z sufitu &#187; o kinie</title>
	<atom:link href="http://pszemau.com/category/o-kinie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://pszemau.com</link>
	<description>mój intymny kontakt z istotą gatunku</description>
	<lastBuildDate>Sun, 11 Apr 2010 09:44:30 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Arbeit macht frei, kradzież macht lol</title>
		<link>http://pszemau.com/2010/01/06/arbeit-macht-frei/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2010/01/06/arbeit-macht-frei/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Jan 2010 16:29:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[o historii]]></category>
		<category><![CDATA[o kinie]]></category>
		<category><![CDATA[o tzw. społeczeństwie]]></category>
		<category><![CDATA[arbeit macht frei]]></category>
		<category><![CDATA[auschwitz]]></category>
		<category><![CDATA[kolekcje]]></category>
		<category><![CDATA[kradzież]]></category>
		<category><![CDATA[prawo]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[Żydzi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=390</guid>
		<description><![CDATA[Dotychczasowa historia kradzieży dewizy z drzwi pp. Auschwitzów zdaje się potwierdzać moje z dawna przyjęte motto: nigdy nie tłumacz złą wolą czegoś, co równie dobrze wytłumaczy niekompetencja. Podsumujmy: na obecnym etapie sprawy wydaje się możliwe (chociaż &#8222;Sunday Mirror&#8221; nie jest królem rzetelności), że kolekcjoner, który zamówił sławny logotyp jest Brytyjczykiem. Brzmi to na razie jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dotychczasowa <a href="http://oswiecim.naszemiasto.pl/artykul/269057,napis-arbeit-macht-frei-odnaleziony-zdjecia,id,t.html" target="_blank">historia kradzieży</a> dewizy z drzwi pp. Auschwitzów zdaje się potwierdzać moje z dawna przyjęte motto: nigdy nie tłumacz złą wolą czegoś, co równie dobrze wytłumaczy niekompetencja. Podsumujmy: na obecnym etapie sprawy wydaje się możliwe (chociaż &#8222;Sunday Mirror&#8221; nie jest królem rzetelności), że kolekcjoner, który zamówił sławny logotyp jest Brytyjczykiem. Brzmi to na razie jak piękne zmyślenie: skoro bulwarówka chce zmyślić fakt, żeby zapełnić łamy, to właśnie poczucie tożsamości narodowej powinno jej przyświecać. Jak by jednak nie było, ktoś tę kradzież musiał zlecić (bo sądzę, że szwedzcy skini sami dla siebie mieć go nie chcieli).</p>
<h6><img class="size-full wp-image-391" title="fot. Radek Pasterski" src="http://pszemau.com/wp-content/uploads/2010/01/photo1.jpg" alt="fot. Radek Pasterski" width="320" height="214" /></h6>
<h5><span id="more-390"></span>Świat jak z Bonda</h5>
<p>Hollywood wychowało nas &#8222;Świętym&#8221;, &#8222;Misson: Impossible&#8221; oraz &#8222;Ocean&#8217;s Eleven&#8221;, oczyma duszy widzimy więc spotkania anonimowych milionerów w mrocznych zaułkach i na kanapach nieoznakowanych limuzyn; spotkania z szemranymi panami, o których Sting <a href="http://www.youtube.com/watch?v=7YPQZSbzrcw" target="_blank">śpiewał</a>:</p>
<p><em>The brim of my hat hides the eye of a beast<br />
I&#8217;ve the face of a sinner but the hands of a priest</em></p>
<p>Szemrany kapelusznik bierze zaliczkę i znika bez szemrania, następnie przystępuje do obserwacji, planów, kompletowania ekipy, która po długim czasie czajenia się w autach, po synchronizacji zegarków i umówieniu sygnałów, milionach ćwiczeń na sucho i zamawiania odpowiedniego sprzętu na drugim końcu świata, w końcu przeprowadza brawurową kradzież, strzegąc się pilnie uwagi strażników, którzy z chłodną determinacją patrolują teren sokolim okiem z ręką na rękojeści niezawodnego pistoletu. I, chociaż na co dzień nie wierzymy w kolekcjonerów-złodziei, zabójstwa na zlecenie osób w cieniu białego domu i inne archiwa X, czasem fakty stawiają nas pod ścianą. Możemy albo uznać, że ktoś kradnie dzieło sztuki właśnie na jakieś kosztowne zlecenie tajemniczej osoby, albo próbować przekonać samych siebie, że na pewno trafi ono później na <a href="http://www.wolf.pl/gielda.html" target="_blank">Koło</a> albo inną coniedzielną giełdę antyków.</p>
<p>W tym przypadku życie okazuje się iście bondowskie, co na swój sposób wydaje nam się ciekawe, jeśli nie piękne w ogóle. Pamiętam, jak wiele lat temu pod urok tej bondowskości dostała się dziennikarka Radia ZET, która dowiedziawszy się (sic!), że nowy prezydent Rosji Putin ma KGB-owski <em>background</em>, wykrzyknęła podniecona: &#8222;To zupełnie jak jakiś Bond!&#8221;. Prawie zupełnie, proszę pani.</p>
<h5>Robota dla fachowców</h5>
<p>Rozczarowanie nadchodzi z innej strony, a w tym przypadku jest ono wyjątkowo nawarstwione. Po pierwsze, artefakt, który się kradnie, powinien być w strzeżonej pancernymi drzwiami klimatyzowanej sali, z reflektorkami oświetlającymi go, stojącego na postumencie pośrodku pustki. A tutaj: jakiś zboczeniec kazał sobie wymontować zespawane wcześniej przez SS i przymusowych robotników żelastwo! Indiana Jones nie powstydziłby się takiego łupu, ale sławny archeolog właśnie walczył, a nie współpracował z nazistami.</p>
<p>Na to nakłada się specyficzna desakracja, która stała się udziałem napisu: oto złodzieje po prostu go ukradli, bez specjalistycznych narzędzi, ultraprecyzyjnych noży laserowych i białych, niepylących rękawiczek. Kiedy brakowało im narzędzi, po prostu poszli do marketu budowlanego po francuza i bukwel. Symbol zagłady milionów Żydów okazał się obiektem, że tak powiem, z krwi i kości, podległym działaniu mechanicznych narzędzi niskiej klasy, dostępnych w oświęcimskim centrum handlowym. Szok i odraza.</p>
<p>No i dolna warstwa całej sprawy na tyle, na ile media mi ją zreferowały. Cała historia kradzieży, kolejnych ogniw wielkiego łańcucha zbrodni, jest karuzelą niekompetencji, zawodów, w których o lepsze grają bogaci i biedni, zinstytucjonalizowani i półświatkowi, źli i &#8211; przyjmijmy &#8211; dobrzy. Najpierw ktoś, być może Brytyjczyk, a może ktoś zupełnie inny, zleca kradzież artefaktu. Nawiasem mówiąc, obstawiam jego (zleceniodawcy) żydowskie pochodzenie, nie tylko dlatego, że to uatrakcyjni fabułę. Zamknąć nawias.</p>
<p>Kolekcjoner jednak nie sięga po wizytówkę, gdzie atramentem sympatycznym napisane jest &#8222;ukradnę każde dzieło sztuki&#8221; i numer telefonu. W zamian, prawdopodobnie, znajduje potencjalnych wykonawców dość losowo, jakby wrzucił drobne na craigslist. Mało mądrze, jak się miało okazać. Sprawy podejmuje się &#8222;szwedzka organizacja neonazistowska&#8221;, którą osobiście podejrzewam o bycie rozgarniętymi inaczej. Jak podała Trójka w dzisiejszym serwisie o dziesiątej, za uzyskane pieniądze mieli sfinansować zamachy terrorystyczne. Pewnie byli to po prostu zdesperowani łysi, którzy właśnie odkryli, że zbierając butelki i makulaturę nigdy nie wejdą do gry w światowy terroryzm. Taki geniusz rzuci się za kasę na każde szemrane zlecenie &#8211; i film braci Cohen gotowy.</p>
<p>Jednak Szwedzi, jak wszyscy ludzie Zachodu, wiedzą, jak się na zachodzie zarabia pieniądze: podnajmuje się <a href="http://www.gazetakrakowska.pl/fakty24/200708,to-oni-ukradli-tablice-tablicy-zdjecia,id,t.html" target="_blank">polaczków</a>. Skoro siedział za kradzież, to jakby miał portfolio, znaczy &#8211; się nadaje. Ten mechanizm działa w każdej branży, zadziałał i tutaj. Wynajęto chłopaków, którzy mieszkali tylko pół Polski dalej, co z perspektywy Szwecji mogło wydawać się blisko. Kolejny etap za nami, a wciąż w rekonstrukcji wydarzeń nie pojawia się żadna decyzja, która by miała ręce i nogi. Na szczęście nad głupcami czuwa entropia, która na drodze tych konkretnych postawiła strażników, żyjących rutyną.</p>
<h5>Prawie jak w kinie</h5>
<p>Trudno nawet ich o coś konkretnego oskarżać. Nie dopełnili obowiązków, wynika to z nazwy ich zawodu. Główną kontrowersją jest jednak sprawa raczej wątpliwych zabezpieczeń jednego z najcenniejszych miejsc polskiej turystyki, o <a href="http://www.prezydent.pl/aktualnosci/najnowsze-informacje/art,1074,oswiadczenie-po-kradziezy-tablicy-z-muzeum-auschwitz-birkenau.html" target="_blank">Pamięci</a> nie wspominając. Nie popisali się więc nie tylko strażnicy, ale i <a href="http://www.auschwitz.org.pl/" target="_blank">dyrekcja muzeum</a>, która &#8211; jak każda dyrekcja &#8211; powinna inwestować w zabezpieczenie zanim skandal uświadomi wszystkim potrzebę takiej inwestycji. Zbrodzień wszedł, tablice udydolił i poszedł, jeszcze cofnął się po stosowne narzędzia, których po prostu zapomniał. W &#8222;Mission: Impossible&#8221; wyrzuciliby go za to z planu. W realu uszedł cało i z łupem. Dopiero kilka godzin później jeden ze strażników wychodząc za stróżówkę na poranne siku odkrył, że czegoś tu brakuje i po konsultacji z kolegami zakrzyknął &#8222;Kurde, mam!&#8221;. Złodzieje do tego czasu, jak to się mawia, chodzili po wolności w innym województwie.</p>
<p>Nie na długo jednak. W ramach czegoś, co osobiście uważam za paradoks, najbardziej kompetentna okazała się policja, która facetów w czerni wyłapała, a tablice na sygnale odwiozła do drobnych napraw blacharskich pod egidą konserwatora. Co potwierdza po pierwsze, że <a href="http://anime.tanuki.pl/strony/anime/297-yattaman/rec/293" target="_blank">nawet mała świnka potrafi wejść na drzewo, kiedy jest chwalona</a>, a po drugie, że wybór szwedzkiego wykonawcy &#8211; z punktu widzenia zleceniodawcy &#8211; był tak nietrafiony, jak się tylko da. Szwed po prostu przestraszył się, bo udziału policji nie przewidział, a ze strachu przed polskimi organami ścigania (ewidentnie, cudzoziemiec) zakapował kolegów. Fakt, że nie ma do tej pory wątku brytyjskiego, izraelskiego czy jakiegokolwiek innego kolekcjonera świadczy chyba, że przynajmniej podstawowa konspira została zachowana &#8211; inaczej pewnie to właśnie on poszedłby na pierwszy ogień do bycia wydanym. Ale i tak chcąc zrobić o kradzieży nowej arki przymierza widowiskowy film sensacyjny, musielibyśmy od nowa pisać scenariusz.</p>
<p>Już widzę Brada Pitta w roli drobnego złodziejaszka z Kujawsko-Pomorskiego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2010/01/06/arbeit-macht-frei/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybloguj się</title>
		<link>http://pszemau.com/2009/10/19/wybloguj-sie/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2009/10/19/wybloguj-sie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Oct 2009 22:34:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o kinie]]></category>
		<category><![CDATA[o mediach]]></category>
		<category><![CDATA[blogi]]></category>
		<category><![CDATA[gotowanie]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=364</guid>
		<description><![CDATA[Nowy film Nory Ephron, Julie &#38; Julia, ze zrozumiałych względów łatwy do pomylenia z &#8222;Diabłem, co to się sami wiecie gdzie ubiera&#8221;, zaskoczył mnie bardzo miło. Bardzomiłość zaskoczenia polegała głównie na tym, że przekonany, że idę dokarmić zagniewanego mzimu chodzenia na nie-zabijacko-napadalskie romkomy, trafiłem nań w sumie przypadkiem i przekonywałem się z minuty na minutę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nowy film Nory Ephron, Julie &amp; Julia, ze zrozumiałych względów łatwy do pomylenia z &#8222;Diabłem, co to się sami wiecie gdzie ubiera&#8221;, zaskoczył mnie bardzo miło. Bardzomiłość zaskoczenia polegała głównie na tym, że przekonany, że idę dokarmić zagniewanego mzimu chodzenia na nie-zabijacko-napadalskie romkomy, trafiłem nań w sumie przypadkiem i przekonywałem się z minuty na minutę seansu. To ostatnio rzadkie, bo od kiedy odzwyczaiłem się chodzić do kina ot tak, chodzę głównie na filmy, o których mam nadzieję, że będą mi się podobać, a zatem grunt pod pozytywną recenzję jest przygotowany.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-368" title="Julia_Child" src="http://pszemau.com/wp-content/uploads/2009/10/Julia_Child.jpg" alt="Julia_Child" width="320" height="238" /></p>
<p><span id="more-364"></span></p>
<p>Druga bardzomiłość zaskoczenia bierze się zaś stąd, że film nie dość, że śmieszny i sympatyczny, okazał się w jakimś sensie niegłupi. Historia, stanowiąca dwie trzecie fabuły, opowiada o dziewczynie w niemal moim wieku, która nie ma pomysłu na siebie. Zupełnie przypadkiem jej mąż (mąż!) udziela jej rady, którą ja sprzedałem dwa razy w ciągu ostatnich kilku miesięcy &#8211; zupełnie przypadkiem &#8211; moim rówieśnikom w podobnym stanie ducha. &#8222;Załóż blog!&#8221;.</p>
<p>Blog Julie nie był przebłyskiem geniuszu młodych-zdolnych-energicznych, którzy napaleni na sukces rzucili się na wszystko, kupili pięćdziesiąt poradników o blogowaniu i trzeciego dnia pisania miernych notek zaczęli udzielać się w &#8222;blogosferze&#8221; za pomocą komciów &#8222;Fajnie! Zapraszam do mnie!&#8221;. <a href="http://blogs.salon.com/0001399/" target="_blank">Blog Julie</a> był wynikiem trzeźwej kalkulacji; był jej ostatnią deską ratunku, żeby przed trzydziestką w ogóle zrobić coś oprócz gnicia w biurowym przedziale. Był prostym, jednostrzałowym pomysłem, w swej prostocie bardzo podręcznikowym: ugotować wszystkie potrawy ze sławnej, amerykańskiej książki kucharskiej innej, siedem dekad starszej <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Julia_Child" target="_blank">Julii</a>. Warto przeczytać te kilka słów jej biografii: ukończyła studia humanistyczne, przyzwoicie wyszła za mąż, trochę podpracowywała jako biurwa, ale głównie była żoną. Jej następczyni &#8211; moja rówieśnica nieomal, cierpiała na ten sam problem. Uwagę tę dedykuję&#8230; ona wie, komu.</p>
<p>Obie osiągnęły to, co chciały (owszem, zdradzam zakończenie filmu, ale jest to zakończenie przewrotne &#8211; ekranizacja autobiografii osoby, która osiągnęła sukces, dzięki napisaniu autobiografii &#8211; chyba nie trzeba więc ukrywać, że taż w końcu powstanie?). Jednak historia Julie Powell jest na pierwszym planie, a Julie wylansowała się blogiem i mimo wszelkich uproszczeń, które najbardziej chyba przypominają <em>Diabła&#8230;</em>, jest to podane &#8211; wybaczcie dwuznaczność &#8211; strawnie i wiarygodnie.</p>
<p>Kino opuszczałem z poczuciem ulgi, bo w trakcie seansu dotarła do mnie prosta obserwacja. Coś, co nazywane jest blogosferą (ciekawa wymiana uwag z F. pozwoliła mi wykrystalizować myśl: termin blogosfera to dziś już zasłona dymna, którą dziennikarze przesłaniają prawdę, że nie ma żadnej osobnej blogo-sfery) musiało, jako fenomen społeczny, doczekać się monografii. Ta monografia powstała i dzięki inteligentnemu rozegraniu sprawy przez p. Ephron, powstała jako fajny i nienachalny film. Nie mówię, że nie było świetnie &#8211; może było, może nie, a ja jestem niesłusznie podniecony. Ale mogło być duuużo, duuużo gorzej.</p>
<p>Bo chyba nadal większość projektów internetowych zaczyna się jak kapele garażowe &#8211; od chwytliwej nazwy, słomianego zapału i snu o <em>gruppies</em>, robiących loda w <em>green roomie</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2009/10/19/wybloguj-sie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wantedowani</title>
		<link>http://pszemau.com/2008/06/26/wantedowani/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2008/06/26/wantedowani/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jun 2008 22:10:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o historii]]></category>
		<category><![CDATA[o kinie]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[lustracja]]></category>
		<category><![CDATA[Trzech kumpli]]></category>
		<category><![CDATA[TVN]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/blog/?p=184</guid>
		<description><![CDATA[Gdyby ktoś się przypadkiem chciał wybrać na &#8222;Wanted. Ściganych&#8221; (do czego absolutnie nie namawiam, uchowaj Boże), niech przynajmniej dotrwa do ostatniej sceny: sceny lustracji. &#8222;Mam kwity na siebie i na was wszystkich, więc jeśli komuś nie spieszno do samobójstwa, niech lepiej co prędzej załatwi tego gnojka [z IPN - przyp. red.] i h-h-hunwejbina&#8221;. A nawiasem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gdyby ktoś się przypadkiem chciał wybrać na &#8222;Wanted. Ściganych&#8221; (do czego absolutnie nie namawiam, uchowaj Boże), niech przynajmniej dotrwa do ostatniej sceny: sceny lustracji. &#8222;Mam kwity na siebie i na was wszystkich, więc jeśli komuś nie spieszno do samobójstwa, niech lepiej co prędzej załatwi tego gnojka [z IPN - przyp. red.] i h-h-hunwejbina&#8221;.</p>
<p>A nawiasem mówiąc, przyszedł mi w kontekście tego filmu i lustracji jeszcze jeden egzemplarz myśli do głowy: ci, których teraz nazywa się bohaterami ostatniej godziny, czyli ci, którzy (jak dotąd) nie musieli się tłumaczyć z kwitów, podkreślają, co było najważniejsze w kontaktach z SB. Najważniejsze &#8211; podkreślają &#8211; było nie mówić. &#8222;Bo jak się zacznie mówić, to zawsze się powie za dużo.&#8221; &#8211; tak powiedział bodajże Gwiazda w &#8222;Plusach dodatnich, plusach ujemnych&#8221;. Staram się zapamiętać to zdanie, bo jest w nim więcej nauki, niż w niejednym opasłym tomie &#8211; i to nauki na różne dziedziny życia.</p>
<p>A dziś przypomniało mi się ono w kontekście filmów. Weźmy np. taką &#8222;Mr &amp; Mrs Smith&#8221;. Dlaczego film wspaniały był? Bo nie wieszczył. Nie było tam ani słowa fabuły, sama akcja, On, Ona i strzelanina. Mózg nie odczuwa żadnej potrzeby racjonalizowania biegu wypadków, bo żaden bieg wypadków nie następuje.  Prawdziwy relaks przy uderzeniowej dawce strzelania. Zawieszenie niewiary działa właśnie dlatego, że niewiara w prawa fizyki jest wyjątkowo podatna na zawieszenie. &#8222;Wantedzi&#8221; to co innego &#8211; bawią się w metafizykę, brną i udowadniają tylko tyle, że&#8230; nie każdy może być &#8222;Matrixem&#8221;. Tak, jak nie każdy mógł &#8222;podjąć grę z bezpieką&#8221; tak, by nie wsypać przy okazji kolegów.</p>
<p>W skrócie: do kina warto przestać chodzić, bo łatwo przez to przegapić &#8222;Trzech kumpli&#8221; w TVN, który ostatnio ma problemy z lustracją. Ot, i dwa tematy za jednym zamachem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2008/06/26/wantedowani/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czerwone dywany, oscarowy krok&#8230;</title>
		<link>http://pszemau.com/2008/02/25/czerwone-dywany-oscarowy-krok/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2008/02/25/czerwone-dywany-oscarowy-krok/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Feb 2008 10:27:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Autorytetach]]></category>
		<category><![CDATA[o kinie]]></category>
		<category><![CDATA[Andrzej Wajda]]></category>
		<category><![CDATA[Katyń]]></category>
		<category><![CDATA[nagrody i wyróżnienia]]></category>
		<category><![CDATA[nam się należy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/blog/2008/02/25/czerwone-dywany-oscarowy-krok/</guid>
		<description><![CDATA[Więc jednak nie dostał, biedactwo? 77% Polaków, którzy wczoraj w badaniu PBS dla TVN24 uznały, że Katyń &#8222;powinien dostać&#8221; oscara (z czego zapewne jakieś 0,0005% widziało filmy konkurujące z nim), musi być srodze zawiedzione. Bo nam się należał! Za wymordowanie naszych oficerów, za dekady milczenia, kłamstw w podręcznikach, za upokorzenia i radziecką okupację chociaż ten [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Więc jednak nie dostał, biedactwo? 77% Polaków, którzy wczoraj w badaniu PBS dla TVN24 uznały, że Katyń &#8222;powinien dostać&#8221; oscara (z czego zapewne jakieś 0,0005% widziało filmy konkurujące z nim), musi być srodze zawiedzione. Bo nam się należał! Za wymordowanie naszych oficerów, za dekady milczenia, kłamstw w podręcznikach, za upokorzenia i radziecką okupację chociaż ten oscar byłby rekompensatą! Bośmy zasłużyli latami cierpienia i oporu, my, Polacy.</p>
<p><img src="http://pszemau.com/blog/wp-content/img_0664.jpg" alt="img_0664.jpg" /></p>
<p><span id="more-172"></span>Drugiego &#8222;polskiego&#8221; filmu oscarowego jakoś nie miałem okazji obejrzeć. Może dlatego, że jego polskość jest dość typowa &#8211; przyszli angielscy artyści do polskich podwykonawców i dostaliśmy coś, co było doskonałe technicznie (dzięki tymże wybitnym fachowcom, poukrywanym gdzieś w biurach i studiach) i nie było spaprane na poziomie producenckim i &#8222;polityki kulturalnej&#8221; bo Wajda i jego podwładni, m.in. minister kultury, nie mieli do produkcji zbyt dużego dostępu. Szokuje natomiast bezczelność mediów polskojęzycznych, które mówiąc o polskości filmu, nawet się nie zająknęły: gdzie i kiedy mogliśmy go obejrzeć. Nie mogliśmy, kropka. Taki to nasz, polski, narodowy sukces.</p>
<p>Przy okazji oscarowej gali dużo stało się jasne: po raz, że to <a title="film.onet.pl: Jacek Bromski o " href="http://film.onet.pl/0,0,1698575,wiadomosci.html" target="_blank">koniunkturalne gówno</a> nie nagroda (macie rację: raczej nie usłyszelibyśmy tego, gdyby Katyń pokonał Fałszerzy).</p>
<p>Po dwa, Wajda potwierdził to, co <a title="Wajda wstrzymywał inne projekty katyńskie" href="http://niniwa2.cba.pl/glinski.html" target="_blank">mówiło się</a> od dawna: TVN24 cytował jego własną opinię o najnowszym dziele: &#8211; chciałem zrobić film, który pozwoliłby rozliczyć i zamknąć temat katyński &#8211; cytuję z pamięci. Zamknąć? Dopiero go otworzyliśmy i myślę, że po szmerku podniecenia i wątłym brawku &#8211; jak pisał poeta &#8211; nieco za wcześnie go rozliczać i zamykać. Niestety, autorytety wiedzą lepiej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2008/02/25/czerwone-dywany-oscarowy-krok/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>One november evening&#8230;</title>
		<link>http://pszemau.com/2007/11/10/one-november-evening/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2007/11/10/one-november-evening/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Nov 2007 00:50:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[o kinie]]></category>
		<category><![CDATA[Irak]]></category>
		<category><![CDATA[Katyń]]></category>
		<category><![CDATA[niepodległość]]></category>
		<category><![CDATA[terroryzm]]></category>
		<category><![CDATA[tłumaczenia]]></category>
		<category><![CDATA[Wajda]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/blog/2007/11/10/one-november-evening/</guid>
		<description><![CDATA[Piątek &#8211; tygodnia koniec&#8230; i początek. Tym hasłem obudziła mnie dzisiaj A. Wieczór uczciliśmy kinem i nocną (o północy) wizytą na obchodach roku katyńskiego, o których wszędzie trąbią. Niesamowite wrażenie robiła lista pomordowanych, odczytywana jak z książki telefonicznej. Właściwie lista pomordowanych jednego nazwiska &#8211; z uwagi na listopadowy nocny, zimny wiatr wytrzymaliśmy tylko Jakubowskich: Jakubowski [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Piątek &#8211; tygodnia koniec&#8230; i początek. Tym hasłem obudziła mnie dzisiaj A. Wieczór uczciliśmy kinem i nocną (o północy) wizytą na obchodach roku katyńskiego, o których wszędzie trąbią. Niesamowite wrażenie robiła lista pomordowanych, odczytywana jak z książki telefonicznej. Właściwie lista pomordowanych jednego nazwiska &#8211; z uwagi na listopadowy nocny, zimny wiatr wytrzymaliśmy tylko Jakubowskich: Jakubowski Antoni syn Antoniego &#8211; Katyń, Jakubowski Henryk syn Alojzego &#8211; Charków, Jakubowski Henrk syn Piotra &#8211; Katyń&#8230; i tak przez kilka minut, samych Jakubowskich. Robi wrażenie, naprawdę.</p>
<p><span id="more-157"></span> Prawie przyćmiło film &#8211; <em>Lwy za owce</em> lub, dla fanów polskich tłumaczeń &#8211; ukryta strategia. Jeśli właśnie tyle tłumacz zrozumiał z tego filmu, to trochę mu współczuję, ale trochę i zazdroszczę wolności od mierzenia się z trudnymi tematami. Postawiłem kiedyś tezę, że, parafrazując, cała współczesna amerykańska kinematografia robiona jest przez terrorystów, dla terrorystów i o terrorystach. Trochę to nietrafiona parafraza, ale niech już jej będzie. Chodzi w skrócie o to, że współcześnie Amerykanie czy robią filmy o sadzeniu pomidorów, czy ekranizują Agathę Christie, zawsze będą one stawiały Ważne Pytania: jak daleko można się posunąć w wojnie z terroryzmem i czy Ojcowie Założyciele chcieliby, żeby ich potomstwo strzelało do Arabów.</p>
<p>Tym większą zasługą reżysera, którym jest Redford jest, że zamiast stawiać ważne pytania, stara się na nie odpowiedzieć, a zamiast stosować kostiumy, science-fiction czy historyczne &#8211; serwuje hic et nunc w wysokim stężeniu. Redford w mocnym, męskim filmie przypomina, że dla Amerykanina &#8222;ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek&#8221;. Wiecie, to w Polsce jeden z takich cytatów, którym sobie wielu gębę wyciera, ale Wajda prędzej zagłosuje na Kaczyńskiego, niż dopuści, żeby ktoś o tym zrobił film.</p>
<p>Wiele mam pod wpływem Lwów i owiec przemyśleń, wiele mam interpretacji. Jedna z nich jest jednak taka, że trzeba być dość wielkim człowiekiem, żeby tak umiejętnie dozować stronom rację. I żeby tak skutecznie pokazać, że po obu stronach wielkiego, światopoglądowego pęknięcia zdarzają się równie porządni, mocni w swoich przekonaniach i wewnętrznie uczciwi ludzie.</p>
<p>W co bardzo chciałbym wierzyć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2007/11/10/one-november-evening/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lewe oczko misia-Rysia&#8230;</title>
		<link>http://pszemau.com/2007/02/06/lewe-oczko-misia-rysia/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2007/02/06/lewe-oczko-misia-rysia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Feb 2007 00:30:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Autorytetach]]></category>
		<category><![CDATA[o kinie]]></category>
		<category><![CDATA[o mediach]]></category>
		<category><![CDATA[Miś]]></category>
		<category><![CDATA[Tym]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/blog/2007/02/06/lewe-oczko-misia-rysia/</guid>
		<description><![CDATA[W moim parafialnym multipleksie, gdzie dziś wreszcie obejrzałem fenomenalną &#8222;Królowę&#8221; Frearsa, zostałem zaproszony (drogą plakatu) na pokaz przedpremierowy kultowego filmu Ryś Stanisława Tyma. Pamiętacie scenę z reglamentacją czekolady w Roku 1984? Racje czekolady obniżono pewnego dnia bodaj z 19 do 16 g. Następnego dnia teleekrany podały, że oto wspaniałomyślna Oceania podwyższa racje czekolady&#8230; z 14 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W moim parafialnym multipleksie, gdzie dziś wreszcie obejrzałem fenomenalną &#8222;Królowę&#8221; Frearsa, zostałem zaproszony (drogą plakatu) na pokaz przedpremierowy <em>kultowego</em> filmu <em>Ryś</em> Stanisława Tyma. Pamiętacie scenę z reglamentacją czekolady w <em>Roku 1984</em>? Racje czekolady obniżono pewnego dnia bodaj z 19 do 16 g. Następnego dnia teleekrany podały, że oto wspaniałomyślna Oceania podwyższa racje czekolady&#8230; z 14 do 16 g. A Winston Smith stał pośrodku tego wszystkiego i patrzył, czy ktokolwiek z przechodniów choć zauważy ten fakt. Jak to się robi, żeby film był kultowy, zanim pokaże się go publicznie? Czy też, że przeformułuję pytanie, <strong>kto</strong> go tym kultem otacza, skoro nie publiczność?<br />
Wróciłem do domu i odebrałem pocztę. Zaproszenie na maraton filmowy: <em>noc misia i Rysia</em>. Supergwiazdą z okładki <em>Filmu</em> jest siedemdziesięcioletni, łysy i krzaczastobrwisty wzór centrolewego intelektualisty. <em>Rzepa</em> &#8222;krótkiem&#8221; na pierwszej stronie anonsowała ostatnio, że Tym z Kayah&#8230; nagrali piosenkę do filmu.</p>
<p>Masakra &#8211; rzekłem do Agnieszki. &#8211; Masz pojęcie, ile oni wydali na promocję tego filmu? Ale zaraz poprawiłem się: &#8211; obawiam się, że mniej niż na to wygląda.</p>
<p>Moim skromnym zdaniem na tym filmie nie zawiodą się tylko dwie grupy osób: kompletnie bezmyślni i ci, którzy nie wierzą weń od początku. Z wyżej wymienionych dwóch grup należę przynajmniej do jednej.</p>
<p><img id="image118" src="http://pszemau.com/blog/wp-content/tym.jpg" alt="tym.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2007/02/06/lewe-oczko-misia-rysia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Koronki, pudding i kostium</title>
		<link>http://pszemau.com/2007/01/08/koronki-pudding-i-kostium/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2007/01/08/koronki-pudding-i-kostium/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Jan 2007 02:52:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o kinie]]></category>
		<category><![CDATA[Dr. Quinn]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[moda]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/blog/2007/01/08/koronki-pudding-i-kostium/</guid>
		<description><![CDATA[Cóż by tu napisać o Marii Antoninie, żeby nie być banalnym? Skoro Dana Stevens słusznie już napisała, że to film o niczym prócz koronek i puddingu, że, zacytuję: Coppola goes an amazingly far way in nothing but setting a mood oraz że film jest oparty na biografii, która twierdzi, że Maria Antonina nigdy nikomu nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Cóż by tu napisać o Marii Antoninie, żeby nie być banalnym? Skoro Dana Stevens słusznie już napisała, że to film o niczym prócz koronek i puddingu, że, zacytuję: <em>Coppola goes an amazingly far way in nothing but setting a mood</em> oraz że film jest oparty na biografii, która twierdzi, że Maria Antonina nigdy nikomu nie kazała jeść ciastek. Tylko jeśli cała postać pokazana jest tak, jakby to rzeczywiście było w jej stylu, to co to za różnica?</p>
<p>Zamiast tego koszmarnie nudna anegdota i wynikająca z niej refleksja o kinie.</p>
<p><img id="image110" src="http://pszemau.com/blog/wp-content/c042r.jpg" alt="c042r.jpg" /></p>
<p><span id="more-109"></span> W najnowszym numerze Pulsu recenzję <em>Marie Antoinette</em> zamieścił F. W ostatnim zdaniu napisał, że to świetny film historyczny. Ponieważ recenzję i tak trzeba było na kolumnie wydłużyć, bo się pedeef nie domykał, skorzystałem z tej okazji by, zostawiając słowo &#8222;doskonały&#8221; (czy jakieś podobne, nie chce mi się sprawdzać), zmienić &#8222;historyczny&#8221; na &#8222;kostiumowy&#8221;. Nie wiem, czy oficjalne filmoznawstwo ma jakąś definicję obu tych gatunków, ale moje prywatne ma.</p>
<p>Dygresja: jeśli miałby być na świecie tylko jeden film, do którego pasowałoby określenie &#8222;kostiumowy&#8221;, byłby to właśnie ten. To słowo pasuje do niego równie mocno, jak słowo &#8222;zapachowy&#8221; powinno pasować do dobrej ekranizacji Pachnidła (premiera za tydzień). Po dygresji. Spocznij, wolno palić.</p>
<p>W teorii sztuki, czy raczej w teorii historii sztuki (czy jest jakaś praktyka historii sztuki?) mówi się o czymś takim, jak &#8222;zasada <em>costume</em>&#8222;. W najprostszym skrócie chodzi o to, że przez przynajmniej kilkadziesiąt lat z zapałem malowano sceny, głównie biblijne i mitologiczne tak, jak teraz robi się szopkę noworoczną. <em>Przysięga Horacjuszy</em> czy inne foto-mazy Davida albo <em>Bitwa Aleksandra pod Issos</em> nie opowiadały wszak o cnotach rzymskich bohaterów ot tak, sobie a muzom. Przebieranie aktualnych problemów w ponadczasowe ciuchy miało zapewne na celu dodanie powagi tym pierwszym, ponadczasowość zaś, zostawiana sama sobie, musiała sobie jakoś poradzić ze zszarganiem.</p>
<p>Mój podział jest więc taki: filmy historyczne opowiadają o historii (<em>Glory</em>, <em>Szeregowiec Ryan</em>, co tam jeszcze), podczas, kiedy filmy kostiumowe opowiadają o współczesności. I trzeba przyznać, na tym polu <em>Maria Antonina</em> radzi sobie przyzwoicie. Problemy młodej małżonki, której mąż jest (eufemizm!) kiepski w łóżku, ale rodzice obojga nalegają na konsumpcję związku i potomstwo, przystojny oficer, eskapistyczne zapędy w alkohol i hazard, alienacja w świecie romantycznych marzeń i pismach tego debila Rousseau czy kochanka teścia, która jest głupią dziwką &#8211; przyznacie, że prócz kostiumu nie ma w tym nic historycznego.</p>
<p>Zatem prawdziwie historycznych filmów jest cholernie mało, bo wszak i <em>Gladiator</em>, i <em>Braveheart</em>&#8230; &#8211; wszystko to &#8222;kostiumówki&#8221;, jak z nonszalancją powiedziałby jeden taki.</p>
<p>Oczywiście najbardziej kostiumowym ze wszystkich znanych mi filmów jest serial <em>Dr. Quinn</em>. Nie wiem, czy go pamiętacie, ale kiedy odkurzyłem jego wspomnienie z dawnych czasów, wpadłem w zadumę, która nie przeszła mi do dzisiaj: jak w ogóle można było takie gówno wyprodukować. W tym serialu pani doktor &#8211; młoda i na sposób iście dwudziestowieczny wyemancypowana &#8211; przybywa do wioski na dzikim zachodzie&#8230;</p>
<p>czyli który jest rok? Wychodzi mi, że mógłby być to ok. 1880, ale wybitny badacz zagadnień pamięci, David Lowenthal pisze, że dla Amerykanów Dziki Zachód to coś, co skończyło się zawsze 50 lat temu. I że doczekamy czasów, kiedy będzie się mówiło o nim, że istniał jeszcze w 1980. Ale przepraszam &#8211; dygresja wyrwała się spod kontroli</p>
<p>&#8230;czyli ok. 1880 roku niczym bohaterka pozytywistycznych telenowelek, krzewić kaganek oświaty, czy cośtam.</p>
<p>przepraszam, nigdy już chyba nie wyjdę spod władzy dygresji. Tym razem tylko krótka scenka obyczajowa z domu mojej dziewczyny z czasów liceum, C.:<br />
Matka C. (dwa fakultety humanistyczne, pięć języków, pół życia w szerokim świecie): Jaką lekturę teraz czytasz w szkole?<br />
C.: Ferdydurke.<br />
Matka C.: Ferdydurke? To ta, co pojechała na wieś dzieci uczyć?</p>
<p>&#8230;Doktór Quinn owszem, krzewiła ten kaganek zapalczywie, a to niszczyła rasizm, a to uświadamiała kobietom, co oznacza ten złowrogi krzyż, który naszywają mężom na białe kaptury w ramach prac koła gospodyń, a to to, a to tamto. Ale moim skromnym zdaniem trochę przegięli scenarzyści, kiedy doktór Quinn wykonała biednej Dorothy ze sklepiku (żonatej z czarnuchem, o ile pamiętam) operacji mastektomii i &#8211; nie dość na tym &#8211; zainteresowana wręcz zamówiła sobie &#8222;w mieście&#8221; silikonową protezę i odpowiednio uszyty stanik. No cudne to było, proszę mi uwierzyć.</p>
<p>Wtedy jeszcze, zanim w ogóle poznałem Giertycha poczułem na przykladzie amazonek, że poczucie historycznej tożsamości można przedawkować.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2007/01/08/koronki-pudding-i-kostium/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kasyno i kalkulacje</title>
		<link>http://pszemau.com/2006/11/27/kasyno-i-kalkulacje/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2006/11/27/kasyno-i-kalkulacje/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Nov 2006 11:22:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o kinie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/blog/2006/11/27/kasyno-i-kalkulacje/</guid>
		<description><![CDATA[Każdy kolejny Bond jest nagłaśniany, ale ten był nagłaśniany inaczej: oto Bond Ambitny, Bond Inny Niż Wszystkie, Nowy, Lepszy Bond. W zestawie ambitna adaptacja plus prequel gratis. Jakoś tak się już składa, że co ktoś próbuje wynieść komiksowego bohatera do rangi człowieka z krwi i kości, tworzy pierwszą (w chronologicznym porządku fabuł, nie ekranizacji) część [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Każdy kolejny Bond jest nagłaśniany, ale ten był nagłaśniany inaczej: oto Bond Ambitny, Bond Inny Niż Wszystkie, Nowy, Lepszy Bond. W zestawie ambitna adaptacja plus prequel gratis. Jakoś tak się już składa, że co ktoś próbuje wynieść komiksowego bohatera do rangi człowieka z krwi i kości, tworzy pierwszą (w chronologicznym porządku fabuł, nie ekranizacji) część przygód. Batman Christophera Nolana udał się moim zdaniem wyśmienicie; do tej pory parskam w twarz tym, którzy twierdzą, że Sin City czy Immortal to najlepsza ekranizacja komiksu w dziejach kina. Wiem, wiem, Bond jest komiksowy tylko w sensie roli kulturowej, nie w sensie pochodzenia. Nie psujcie mi porównań.</p>
<p><img alt="casino.jpg" id="image88" src="http://pszemau.com/blog/wp-content/casino.jpg" /></p>
<p><span id="more-85"></span> Wszyscy twierdzą, że genialny. Osobiście mam w prasie dwa autorytety kinowe: Barbarę Hollender z Rzepy i jeszcze fajniej piszącą Danę Stevens ze <a target="_blank" href="http://slate.com">Slate.com</a>. Obie podpisały się pod marketingową linią producenta: Nowy Bond jest inny niż wszystkie, bo swojego bohatera traktuje poważnie, a nie jak uśmiechniętą, wygadżeconą kukiełkę do bzykania jednej dobrej pani i jednej złej pani, zabijania jednego złego pana albo dwóch i wygłaszania jedynych w swoim rodzaju żarcików słownych.</p>
<p>I, oczywiście, nowy Bond taki jest. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że cała jego popularność jako takiego właśnie filmu wynika raczej z faktu, jak bardzo cenioną w kinie wartością jest modernizm. Istotą popularności Casino Royale jako Nowego Lepszego, zamiast po prostu jako świetnego filmu sensacyjnego, z niej właśnie wynika.</p>
<p>Modernizm jest samoświadomością: film jest świadomy, że jest filmem, w tym przypadku 21. w kolejności, pierwszym w porządku fabularnym, genezą sięga wczesnych lat 60. i ma setki kultowych konwencji, którymi można grać. No to gramy.</p>
<p>Daniel Craig jako Bond jest boski. Dana Stevens już o tym pisała, nie będę więc przebijał jej gorliwością w opisywaniu urody, muskulatury czy mimiki tego faceta. Craig mógłby być każdym Bondem, jakiego wymyśli sobie reżyser, ale udało mu się stworzyć agenta prawdziwego, z krwi i kości. Chwała mu za to. Reżyser Casino Royale udowodnił, że potrafi zrobić różne Bondy: jest twórcą przeciętnego, o ile go pamiętam, <em>Goldeneye</em>.</p>
<p>Nie kwestionując więc, że nowy Bond jest doskonałym filmem o agencie MI-6 stawiam pytanie innej nieco natury: czy warto było rezygnować z całej bondowskiej otoczki? Kiedy bohater w sławnej już scenie na pytanie, czy martini ma być wstrząśnięte, czy zmieszane, odpowiada <em>Do I look like I give a damn?</em>, wszystko jest jeszcze super. Ale dlaczego, na miłość Boską, nie nosi helikoptera w neseserze i trotylu w wykałaczkach?</p>
<p>Campbell poszedł, moim zdaniem, o krok za daleko. Stworzył świetny film, ale motyw Bonda trochę zmarnował. Czy było warto? Nie lepiej się było wyżyć artystycznie w filmie nie wpisanym w serię?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2006/11/27/kasyno-i-kalkulacje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>M&amp;M&#8217;sy w natarciu</title>
		<link>http://pszemau.com/2006/11/26/mmsy-w-natarciu/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2006/11/26/mmsy-w-natarciu/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Nov 2006 02:14:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o kinie]]></category>
		<category><![CDATA[o reklamie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/blog/2006/11/26/mmsy-w-natarciu/</guid>
		<description><![CDATA[Właściwie, to dlaczego bym się miał tym nie podzielić? Masterfoods USA, producent M&#038;Ms Dark Chocolate, zrobił sobie kampanię reklamową z gierką we flashu. Zupełnie przypadkiem wyszła im kampania pod hasłem &#8222;sprawdź, czy nie jesteś aby bogiem wiedzy o kulturze masowej&#8221;. Mój wynik jak dotąd to 36/50 i powoli kończą mi się pomysły. Nie da się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Właściwie, to dlaczego bym się miał tym nie podzielić?</p>
<p>Masterfoods USA, producent M&#038;Ms Dark Chocolate, zrobił sobie kampanię reklamową z <a target="_blank" href="http://us.mms.com/us/dark/index.jsp">gierką</a> we flashu. Zupełnie przypadkiem wyszła im kampania pod hasłem &#8222;sprawdź, czy nie jesteś aby bogiem wiedzy o kulturze masowej&#8221;. Mój wynik jak dotąd to 36/50 i powoli kończą mi się pomysły. Nie da się ukryć, że ktoś miał przypływ geniuszu.<br />
<img alt="mmsdark.jpg" id="image86" src="http://pszemau.com/blog/wp-content/mmsdark.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2006/11/26/mmsy-w-natarciu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Taka piękna katastrofa?</title>
		<link>http://pszemau.com/2006/10/10/taka-piekna-katastrofa/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2006/10/10/taka-piekna-katastrofa/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Oct 2006 21:22:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o kinie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/blog/2006/10/10/taka-piekna-katastrofa/</guid>
		<description><![CDATA[Ani jedna myśl nie skaziła głowy Olivera Stone&#8217;a, kiedy tworzył film o World Trade Center. Ani na chwilę nie zawahał się Nicolas Cage, czy być sobą w tym filmie, czy może się przełamać i sworzyć aktorską kreację. Ani przez mgnienie nie przyszło nikomu do głowy, że film katastroficzny (par excellance) oparty na faktach to coś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ani jedna myśl nie skaziła głowy Olivera Stone&#8217;a, kiedy tworzył film o World Trade Center. Ani na chwilę nie zawahał się Nicolas Cage, czy być sobą w tym filmie, czy może się przełamać i sworzyć aktorską kreację. Ani przez mgnienie nie przyszło nikomu do głowy, że film katastroficzny (<em>par excellance</em>) oparty na faktach to coś więcej, niż po prostu film katastroficzny, tyle że oparty na faktach. Psy szczekają, karawana jedzie dalej.</p>
<p><img alt="rapa-nui.jpg" id="image64" src="http://pszemau.com/blog/wp-content/rapa-nui.jpg" /><br />
(na zdj. Nicolas Cage w kolejnej wielkiej kreacji aktorskiej)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2006/10/10/taka-piekna-katastrofa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
