" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

06 sty 10
środa

Arbeit macht frei, kradzież macht lol

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o historii, o kinie, o tzw. społeczeństwie

Dotychczasowa historia kradzieży dewizy z drzwi pp. Auschwitzów zdaje się potwierdzać moje z dawna przyjęte motto: nigdy nie tłumacz złą wolą czegoś, co równie dobrze wytłumaczy niekompetencja. Podsumujmy: na obecnym etapie sprawy wydaje się możliwe (chociaż „Sunday Mirror” nie jest królem rzetelności), że kolekcjoner, który zamówił sławny logotyp jest Brytyjczykiem. Brzmi to na razie jak piękne zmyślenie: skoro bulwarówka chce zmyślić fakt, żeby zapełnić łamy, to właśnie poczucie tożsamości narodowej powinno jej przyświecać. Jak by jednak nie było, ktoś tę kradzież musiał zlecić (bo sądzę, że szwedzcy skini sami dla siebie mieć go nie chcieli).

fot. Radek Pasterski
(dalej…)
19 paź 09
poniedziałek

Wybloguj się

Napisał Przemysław Bociąga o kinie, o mediach

Nowy film Nory Ephron, Julie & Julia, ze zrozumiałych względów łatwy do pomylenia z „Diabłem, co to się sami wiecie gdzie ubiera”, zaskoczył mnie bardzo miło. Bardzomiłość zaskoczenia polegała głównie na tym, że przekonany, że idę dokarmić zagniewanego mzimu chodzenia na nie-zabijacko-napadalskie romkomy, trafiłem nań w sumie przypadkiem i przekonywałem się z minuty na minutę seansu. To ostatnio rzadkie, bo od kiedy odzwyczaiłem się chodzić do kina ot tak, chodzę głównie na filmy, o których mam nadzieję, że będą mi się podobać, a zatem grunt pod pozytywną recenzję jest przygotowany.

Julia_Child

(dalej…)

26 cze 08
czwartek

Wantedowani

Napisał Przemysław Bociąga o historii, o kinie

Gdyby ktoś się przypadkiem chciał wybrać na „Wanted. Ściganych” (do czego absolutnie nie namawiam, uchowaj Boże), niech przynajmniej dotrwa do ostatniej sceny: sceny lustracji. „Mam kwity na siebie i na was wszystkich, więc jeśli komuś nie spieszno do samobójstwa, niech lepiej co prędzej załatwi tego gnojka [z IPN - przyp. red.] i h-h-hunwejbina”.

A nawiasem mówiąc, przyszedł mi w kontekście tego filmu i lustracji jeszcze jeden egzemplarz myśli do głowy: ci, których teraz nazywa się bohaterami ostatniej godziny, czyli ci, którzy (jak dotąd) nie musieli się tłumaczyć z kwitów, podkreślają, co było najważniejsze w kontaktach z SB. Najważniejsze – podkreślają – było nie mówić. „Bo jak się zacznie mówić, to zawsze się powie za dużo.” – tak powiedział bodajże Gwiazda w „Plusach dodatnich, plusach ujemnych”. Staram się zapamiętać to zdanie, bo jest w nim więcej nauki, niż w niejednym opasłym tomie – i to nauki na różne dziedziny życia.

A dziś przypomniało mi się ono w kontekście filmów. Weźmy np. taką „Mr & Mrs Smith”. Dlaczego film wspaniały był? Bo nie wieszczył. Nie było tam ani słowa fabuły, sama akcja, On, Ona i strzelanina. Mózg nie odczuwa żadnej potrzeby racjonalizowania biegu wypadków, bo żaden bieg wypadków nie następuje.  Prawdziwy relaks przy uderzeniowej dawce strzelania. Zawieszenie niewiary działa właśnie dlatego, że niewiara w prawa fizyki jest wyjątkowo podatna na zawieszenie. „Wantedzi” to co innego – bawią się w metafizykę, brną i udowadniają tylko tyle, że… nie każdy może być „Matrixem”. Tak, jak nie każdy mógł „podjąć grę z bezpieką” tak, by nie wsypać przy okazji kolegów.

W skrócie: do kina warto przestać chodzić, bo łatwo przez to przegapić „Trzech kumpli” w TVN, który ostatnio ma problemy z lustracją. Ot, i dwa tematy za jednym zamachem.

25 lut 08
poniedziałek

Czerwone dywany, oscarowy krok…

Napisał Przemysław Bociąga o Autorytetach, o kinie

Więc jednak nie dostał, biedactwo? 77% Polaków, którzy wczoraj w badaniu PBS dla TVN24 uznały, że Katyń „powinien dostać” oscara (z czego zapewne jakieś 0,0005% widziało filmy konkurujące z nim), musi być srodze zawiedzione. Bo nam się należał! Za wymordowanie naszych oficerów, za dekady milczenia, kłamstw w podręcznikach, za upokorzenia i radziecką okupację chociaż ten oscar byłby rekompensatą! Bośmy zasłużyli latami cierpienia i oporu, my, Polacy.

img_0664.jpg

(dalej…)

10 lis 07
sobota

One november evening…

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o kinie

Piątek – tygodnia koniec… i początek. Tym hasłem obudziła mnie dzisiaj A. Wieczór uczciliśmy kinem i nocną (o północy) wizytą na obchodach roku katyńskiego, o których wszędzie trąbią. Niesamowite wrażenie robiła lista pomordowanych, odczytywana jak z książki telefonicznej. Właściwie lista pomordowanych jednego nazwiska – z uwagi na listopadowy nocny, zimny wiatr wytrzymaliśmy tylko Jakubowskich: Jakubowski Antoni syn Antoniego – Katyń, Jakubowski Henryk syn Alojzego – Charków, Jakubowski Henrk syn Piotra – Katyń… i tak przez kilka minut, samych Jakubowskich. Robi wrażenie, naprawdę.

(dalej…)

06 lut 07
wtorek

Lewe oczko misia-Rysia…

Napisał Przemysław Bociąga o Autorytetach, o kinie, o mediach

W moim parafialnym multipleksie, gdzie dziś wreszcie obejrzałem fenomenalną „Królowę” Frearsa, zostałem zaproszony (drogą plakatu) na pokaz przedpremierowy kultowego filmu Ryś Stanisława Tyma. Pamiętacie scenę z reglamentacją czekolady w Roku 1984? Racje czekolady obniżono pewnego dnia bodaj z 19 do 16 g. Następnego dnia teleekrany podały, że oto wspaniałomyślna Oceania podwyższa racje czekolady… z 14 do 16 g. A Winston Smith stał pośrodku tego wszystkiego i patrzył, czy ktokolwiek z przechodniów choć zauważy ten fakt. Jak to się robi, żeby film był kultowy, zanim pokaże się go publicznie? Czy też, że przeformułuję pytanie, kto go tym kultem otacza, skoro nie publiczność?
Wróciłem do domu i odebrałem pocztę. Zaproszenie na maraton filmowy: noc misia i Rysia. Supergwiazdą z okładki Filmu jest siedemdziesięcioletni, łysy i krzaczastobrwisty wzór centrolewego intelektualisty. Rzepa „krótkiem” na pierwszej stronie anonsowała ostatnio, że Tym z Kayah… nagrali piosenkę do filmu.

Masakra – rzekłem do Agnieszki. – Masz pojęcie, ile oni wydali na promocję tego filmu? Ale zaraz poprawiłem się: – obawiam się, że mniej niż na to wygląda.

Moim skromnym zdaniem na tym filmie nie zawiodą się tylko dwie grupy osób: kompletnie bezmyślni i ci, którzy nie wierzą weń od początku. Z wyżej wymienionych dwóch grup należę przynajmniej do jednej.

tym.jpg

08 sty 07
poniedziałek

Koronki, pudding i kostium

Napisał Przemysław Bociąga o kinie

Cóż by tu napisać o Marii Antoninie, żeby nie być banalnym? Skoro Dana Stevens słusznie już napisała, że to film o niczym prócz koronek i puddingu, że, zacytuję: Coppola goes an amazingly far way in nothing but setting a mood oraz że film jest oparty na biografii, która twierdzi, że Maria Antonina nigdy nikomu nie kazała jeść ciastek. Tylko jeśli cała postać pokazana jest tak, jakby to rzeczywiście było w jej stylu, to co to za różnica?

Zamiast tego koszmarnie nudna anegdota i wynikająca z niej refleksja o kinie.

c042r.jpg

(dalej…)

27 lis 06
poniedziałek

Kasyno i kalkulacje

Napisał Przemysław Bociąga o kinie

Każdy kolejny Bond jest nagłaśniany, ale ten był nagłaśniany inaczej: oto Bond Ambitny, Bond Inny Niż Wszystkie, Nowy, Lepszy Bond. W zestawie ambitna adaptacja plus prequel gratis. Jakoś tak się już składa, że co ktoś próbuje wynieść komiksowego bohatera do rangi człowieka z krwi i kości, tworzy pierwszą (w chronologicznym porządku fabuł, nie ekranizacji) część przygód. Batman Christophera Nolana udał się moim zdaniem wyśmienicie; do tej pory parskam w twarz tym, którzy twierdzą, że Sin City czy Immortal to najlepsza ekranizacja komiksu w dziejach kina. Wiem, wiem, Bond jest komiksowy tylko w sensie roli kulturowej, nie w sensie pochodzenia. Nie psujcie mi porównań.

casino.jpg

(dalej…)

26 lis 06
niedziela

M&M’sy w natarciu

Napisał Przemysław Bociąga o kinie, o reklamie

Właściwie, to dlaczego bym się miał tym nie podzielić?

Masterfoods USA, producent M&Ms Dark Chocolate, zrobił sobie kampanię reklamową z gierką we flashu. Zupełnie przypadkiem wyszła im kampania pod hasłem „sprawdź, czy nie jesteś aby bogiem wiedzy o kulturze masowej”. Mój wynik jak dotąd to 36/50 i powoli kończą mi się pomysły. Nie da się ukryć, że ktoś miał przypływ geniuszu.
mmsdark.jpg

10 paź 06
wtorek

Taka piękna katastrofa?

Napisał Przemysław Bociąga o kinie

Ani jedna myśl nie skaziła głowy Olivera Stone’a, kiedy tworzył film o World Trade Center. Ani na chwilę nie zawahał się Nicolas Cage, czy być sobą w tym filmie, czy może się przełamać i sworzyć aktorską kreację. Ani przez mgnienie nie przyszło nikomu do głowy, że film katastroficzny (par excellance) oparty na faktach to coś więcej, niż po prostu film katastroficzny, tyle że oparty na faktach. Psy szczekają, karawana jedzie dalej.

rapa-nui.jpg
(na zdj. Nicolas Cage w kolejnej wielkiej kreacji aktorskiej)

Następna strona »