<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>z sufitu &#187; o Człowieku</title>
	<atom:link href="http://pszemau.com/category/o-czlowieku/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://pszemau.com</link>
	<description>mój intymny kontakt z istotą gatunku</description>
	<lastBuildDate>Sun, 11 Apr 2010 09:44:30 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Taksonomie</title>
		<link>http://pszemau.com/2010/02/23/taksonomie/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2010/02/23/taksonomie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Feb 2010 22:01:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[aforystycznie/ epigramatycznie]]></category>
		<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=424</guid>
		<description><![CDATA[To może zdarzyć się tylko człowiekowi: być jednocześnie górą mięsa i kompletnym warzywem&#8230;]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>To może zdarzyć się tylko człowiekowi: być jednocześnie górą mięsa i kompletnym warzywem&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2010/02/23/taksonomie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Arbeit macht frei, kradzież macht lol</title>
		<link>http://pszemau.com/2010/01/06/arbeit-macht-frei/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2010/01/06/arbeit-macht-frei/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Jan 2010 16:29:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[o historii]]></category>
		<category><![CDATA[o kinie]]></category>
		<category><![CDATA[o tzw. społeczeństwie]]></category>
		<category><![CDATA[arbeit macht frei]]></category>
		<category><![CDATA[auschwitz]]></category>
		<category><![CDATA[kolekcje]]></category>
		<category><![CDATA[kradzież]]></category>
		<category><![CDATA[prawo]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[Żydzi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=390</guid>
		<description><![CDATA[Dotychczasowa historia kradzieży dewizy z drzwi pp. Auschwitzów zdaje się potwierdzać moje z dawna przyjęte motto: nigdy nie tłumacz złą wolą czegoś, co równie dobrze wytłumaczy niekompetencja. Podsumujmy: na obecnym etapie sprawy wydaje się możliwe (chociaż &#8222;Sunday Mirror&#8221; nie jest królem rzetelności), że kolekcjoner, który zamówił sławny logotyp jest Brytyjczykiem. Brzmi to na razie jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dotychczasowa <a href="http://oswiecim.naszemiasto.pl/artykul/269057,napis-arbeit-macht-frei-odnaleziony-zdjecia,id,t.html" target="_blank">historia kradzieży</a> dewizy z drzwi pp. Auschwitzów zdaje się potwierdzać moje z dawna przyjęte motto: nigdy nie tłumacz złą wolą czegoś, co równie dobrze wytłumaczy niekompetencja. Podsumujmy: na obecnym etapie sprawy wydaje się możliwe (chociaż &#8222;Sunday Mirror&#8221; nie jest królem rzetelności), że kolekcjoner, który zamówił sławny logotyp jest Brytyjczykiem. Brzmi to na razie jak piękne zmyślenie: skoro bulwarówka chce zmyślić fakt, żeby zapełnić łamy, to właśnie poczucie tożsamości narodowej powinno jej przyświecać. Jak by jednak nie było, ktoś tę kradzież musiał zlecić (bo sądzę, że szwedzcy skini sami dla siebie mieć go nie chcieli).</p>
<h6><img class="size-full wp-image-391" title="fot. Radek Pasterski" src="http://pszemau.com/wp-content/uploads/2010/01/photo1.jpg" alt="fot. Radek Pasterski" width="320" height="214" /></h6>
<h5><span id="more-390"></span>Świat jak z Bonda</h5>
<p>Hollywood wychowało nas &#8222;Świętym&#8221;, &#8222;Misson: Impossible&#8221; oraz &#8222;Ocean&#8217;s Eleven&#8221;, oczyma duszy widzimy więc spotkania anonimowych milionerów w mrocznych zaułkach i na kanapach nieoznakowanych limuzyn; spotkania z szemranymi panami, o których Sting <a href="http://www.youtube.com/watch?v=7YPQZSbzrcw" target="_blank">śpiewał</a>:</p>
<p><em>The brim of my hat hides the eye of a beast<br />
I&#8217;ve the face of a sinner but the hands of a priest</em></p>
<p>Szemrany kapelusznik bierze zaliczkę i znika bez szemrania, następnie przystępuje do obserwacji, planów, kompletowania ekipy, która po długim czasie czajenia się w autach, po synchronizacji zegarków i umówieniu sygnałów, milionach ćwiczeń na sucho i zamawiania odpowiedniego sprzętu na drugim końcu świata, w końcu przeprowadza brawurową kradzież, strzegąc się pilnie uwagi strażników, którzy z chłodną determinacją patrolują teren sokolim okiem z ręką na rękojeści niezawodnego pistoletu. I, chociaż na co dzień nie wierzymy w kolekcjonerów-złodziei, zabójstwa na zlecenie osób w cieniu białego domu i inne archiwa X, czasem fakty stawiają nas pod ścianą. Możemy albo uznać, że ktoś kradnie dzieło sztuki właśnie na jakieś kosztowne zlecenie tajemniczej osoby, albo próbować przekonać samych siebie, że na pewno trafi ono później na <a href="http://www.wolf.pl/gielda.html" target="_blank">Koło</a> albo inną coniedzielną giełdę antyków.</p>
<p>W tym przypadku życie okazuje się iście bondowskie, co na swój sposób wydaje nam się ciekawe, jeśli nie piękne w ogóle. Pamiętam, jak wiele lat temu pod urok tej bondowskości dostała się dziennikarka Radia ZET, która dowiedziawszy się (sic!), że nowy prezydent Rosji Putin ma KGB-owski <em>background</em>, wykrzyknęła podniecona: &#8222;To zupełnie jak jakiś Bond!&#8221;. Prawie zupełnie, proszę pani.</p>
<h5>Robota dla fachowców</h5>
<p>Rozczarowanie nadchodzi z innej strony, a w tym przypadku jest ono wyjątkowo nawarstwione. Po pierwsze, artefakt, który się kradnie, powinien być w strzeżonej pancernymi drzwiami klimatyzowanej sali, z reflektorkami oświetlającymi go, stojącego na postumencie pośrodku pustki. A tutaj: jakiś zboczeniec kazał sobie wymontować zespawane wcześniej przez SS i przymusowych robotników żelastwo! Indiana Jones nie powstydziłby się takiego łupu, ale sławny archeolog właśnie walczył, a nie współpracował z nazistami.</p>
<p>Na to nakłada się specyficzna desakracja, która stała się udziałem napisu: oto złodzieje po prostu go ukradli, bez specjalistycznych narzędzi, ultraprecyzyjnych noży laserowych i białych, niepylących rękawiczek. Kiedy brakowało im narzędzi, po prostu poszli do marketu budowlanego po francuza i bukwel. Symbol zagłady milionów Żydów okazał się obiektem, że tak powiem, z krwi i kości, podległym działaniu mechanicznych narzędzi niskiej klasy, dostępnych w oświęcimskim centrum handlowym. Szok i odraza.</p>
<p>No i dolna warstwa całej sprawy na tyle, na ile media mi ją zreferowały. Cała historia kradzieży, kolejnych ogniw wielkiego łańcucha zbrodni, jest karuzelą niekompetencji, zawodów, w których o lepsze grają bogaci i biedni, zinstytucjonalizowani i półświatkowi, źli i &#8211; przyjmijmy &#8211; dobrzy. Najpierw ktoś, być może Brytyjczyk, a może ktoś zupełnie inny, zleca kradzież artefaktu. Nawiasem mówiąc, obstawiam jego (zleceniodawcy) żydowskie pochodzenie, nie tylko dlatego, że to uatrakcyjni fabułę. Zamknąć nawias.</p>
<p>Kolekcjoner jednak nie sięga po wizytówkę, gdzie atramentem sympatycznym napisane jest &#8222;ukradnę każde dzieło sztuki&#8221; i numer telefonu. W zamian, prawdopodobnie, znajduje potencjalnych wykonawców dość losowo, jakby wrzucił drobne na craigslist. Mało mądrze, jak się miało okazać. Sprawy podejmuje się &#8222;szwedzka organizacja neonazistowska&#8221;, którą osobiście podejrzewam o bycie rozgarniętymi inaczej. Jak podała Trójka w dzisiejszym serwisie o dziesiątej, za uzyskane pieniądze mieli sfinansować zamachy terrorystyczne. Pewnie byli to po prostu zdesperowani łysi, którzy właśnie odkryli, że zbierając butelki i makulaturę nigdy nie wejdą do gry w światowy terroryzm. Taki geniusz rzuci się za kasę na każde szemrane zlecenie &#8211; i film braci Cohen gotowy.</p>
<p>Jednak Szwedzi, jak wszyscy ludzie Zachodu, wiedzą, jak się na zachodzie zarabia pieniądze: podnajmuje się <a href="http://www.gazetakrakowska.pl/fakty24/200708,to-oni-ukradli-tablice-tablicy-zdjecia,id,t.html" target="_blank">polaczków</a>. Skoro siedział za kradzież, to jakby miał portfolio, znaczy &#8211; się nadaje. Ten mechanizm działa w każdej branży, zadziałał i tutaj. Wynajęto chłopaków, którzy mieszkali tylko pół Polski dalej, co z perspektywy Szwecji mogło wydawać się blisko. Kolejny etap za nami, a wciąż w rekonstrukcji wydarzeń nie pojawia się żadna decyzja, która by miała ręce i nogi. Na szczęście nad głupcami czuwa entropia, która na drodze tych konkretnych postawiła strażników, żyjących rutyną.</p>
<h5>Prawie jak w kinie</h5>
<p>Trudno nawet ich o coś konkretnego oskarżać. Nie dopełnili obowiązków, wynika to z nazwy ich zawodu. Główną kontrowersją jest jednak sprawa raczej wątpliwych zabezpieczeń jednego z najcenniejszych miejsc polskiej turystyki, o <a href="http://www.prezydent.pl/aktualnosci/najnowsze-informacje/art,1074,oswiadczenie-po-kradziezy-tablicy-z-muzeum-auschwitz-birkenau.html" target="_blank">Pamięci</a> nie wspominając. Nie popisali się więc nie tylko strażnicy, ale i <a href="http://www.auschwitz.org.pl/" target="_blank">dyrekcja muzeum</a>, która &#8211; jak każda dyrekcja &#8211; powinna inwestować w zabezpieczenie zanim skandal uświadomi wszystkim potrzebę takiej inwestycji. Zbrodzień wszedł, tablice udydolił i poszedł, jeszcze cofnął się po stosowne narzędzia, których po prostu zapomniał. W &#8222;Mission: Impossible&#8221; wyrzuciliby go za to z planu. W realu uszedł cało i z łupem. Dopiero kilka godzin później jeden ze strażników wychodząc za stróżówkę na poranne siku odkrył, że czegoś tu brakuje i po konsultacji z kolegami zakrzyknął &#8222;Kurde, mam!&#8221;. Złodzieje do tego czasu, jak to się mawia, chodzili po wolności w innym województwie.</p>
<p>Nie na długo jednak. W ramach czegoś, co osobiście uważam za paradoks, najbardziej kompetentna okazała się policja, która facetów w czerni wyłapała, a tablice na sygnale odwiozła do drobnych napraw blacharskich pod egidą konserwatora. Co potwierdza po pierwsze, że <a href="http://anime.tanuki.pl/strony/anime/297-yattaman/rec/293" target="_blank">nawet mała świnka potrafi wejść na drzewo, kiedy jest chwalona</a>, a po drugie, że wybór szwedzkiego wykonawcy &#8211; z punktu widzenia zleceniodawcy &#8211; był tak nietrafiony, jak się tylko da. Szwed po prostu przestraszył się, bo udziału policji nie przewidział, a ze strachu przed polskimi organami ścigania (ewidentnie, cudzoziemiec) zakapował kolegów. Fakt, że nie ma do tej pory wątku brytyjskiego, izraelskiego czy jakiegokolwiek innego kolekcjonera świadczy chyba, że przynajmniej podstawowa konspira została zachowana &#8211; inaczej pewnie to właśnie on poszedłby na pierwszy ogień do bycia wydanym. Ale i tak chcąc zrobić o kradzieży nowej arki przymierza widowiskowy film sensacyjny, musielibyśmy od nowa pisać scenariusz.</p>
<p>Już widzę Brada Pitta w roli drobnego złodziejaszka z Kujawsko-Pomorskiego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2010/01/06/arbeit-macht-frei/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wstyd i hańba</title>
		<link>http://pszemau.com/2009/11/19/wstyd-i-hanba/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2009/11/19/wstyd-i-hanba/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Nov 2009 20:02:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[blogi]]></category>
		<category><![CDATA[Eurobank]]></category>
		<category><![CDATA[inteligencja]]></category>
		<category><![CDATA[kiedyś było lepiej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=371</guid>
		<description><![CDATA[Włodzimierz W. zrobił ze swoim bankowym problemem, co mógł zrobić najlepszego i przy okazji zrobił chyba jeden z najlepszych możliwych użytków z mediów, jakie zrobić się da. Nieuświadomionych uświadomić: potraktowany dość ohydnie przez pracownika Eurobanku, konkretnie jakiegoś nudnego specjalistę ds. windykacji, po prostu go nagrał, a nagranie wysłał dziennikarzom, którzy wywiązali się z zadania przyzwoicie: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Włodzimierz W. zrobił ze swoim bankowym problemem, co mógł zrobić najlepszego i przy okazji zrobił chyba jeden z najlepszych możliwych użytków z mediów, jakie zrobić się da. Nieuświadomionych uświadomić: potraktowany dość ohydnie przez pracownika Eurobanku, konkretnie jakiegoś nudnego specjalistę ds. windykacji, po prostu go nagrał, a nagranie <a href="http://www.tvn24.pl/12690,1629300,0,1,wstyd-i-hanba-banku-czy-dluznika,wiadomosc.html" target="_blank">wysłał dziennikarzom</a>, którzy wywiązali się z zadania przyzwoicie: co prawda oszczędzili mu nazwiska, ale przynajmniej nazwę banku poznaliśmy.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-378" title="Eurobank" src="http://pszemau.com/wp-content/uploads/2009/11/Eurobank1.jpg" alt="Eurobank" width="320" height="72" /></p>
<p><span id="more-371"></span>Włodzimierz W. wziął kredyt konsumencki na 20 000 PLN, czyli taki na życie, kilkuletnie auto z komisu &#8211; ogólnie, żaden wersal. Po kilku miesiącach spłacania zaczęły się obsuwy, ale bank nie chciał z nim już rozmawiać, wynalazł do szczekania na niego swojego liniowego pracownika, który zrobił Włodzimierzowi W. takie małe Guantanamo. Wysłana dziś do tłumaczenia się ze sprawy rzeczniczka prasowa banku sprytnie uniknęła odpowiedzi na pytanie, czy był to incydent, czy efekt przyjętej polityki banku. Nie musiała &#8211; my doskonale wiemy, że o sposobie traktowania dłużników doskonale wiedzieli i popierali go wszyscy wstępni i zstępni, a może nawet przylegli koledzy z hierarchii. Problem poważnego poniżania człowieka ma więc charakter strukturalny i trudno tutaj nie odwołać się do tej młodzieńczej cząstki duszy, która zgodnie z przykazaniem Bismarcka pozostaje socjalistyczna.</p>
<p>Ale to, że winien jest system, nie zdejmuje osobistej odpowiedzialności z tego dzieciaka, zapewne mojego rówieśnika. Biały kołnierzyk, którego do takich rzeczy kupiono za &#8211; zapewne &#8211; jakieś dwa i pół tysiąca netto miesięcznie i może służbowego focusa, chociaż w to akurat wątpię, to jednak musi być bagno moralne. Kiedy dziennikarze pytali o jego los rzeczniczkę, miała święte prawo odpowiedzieć, że nie zna przyszłego losu gnojka i z prawa tego skorzystała. Moje fantazje na temat rozwiązania afery są dwie.</p>
<p>Jedna z nich dotyczy osobiście małego, białego kołnierzyka, kapo systemu bankowego (zapewne sam się jakoś widział w tej roli, o ile stać go było na namiastkę autorefleksji). Byłego białego kołnierzyka, wylanego z banku, który kończy na przynajmniej kilka miesięcy bez pracy z hipoteką, o którą zaczyna upominać się kredytodawca. Wiem, pomarzyć dobra rzecz, ale marzenia czasem się spełniają. Nie spełni się natomiast drugie moje marzenie: na warszawskiej giełdzie Eurobank nie jest niestety obecny, a wielka szkoda. Miło byłoby dziś popatrzeć na jego notowania. Tej firmie dobrze w czerwonym.</p>
<p>Ale nawet bez spektakularnych spadków, polityka windykacyjna banku odbije się czkawką na jego kondycji i dlatego uważam, że Włodzimierz W. zrobił z nagraniami swoich rozmów najlepsze, co mógł zrobić, a właściwie drugie najlepsze, jeśli liczyć wrzucenie ścieżki dźwiękowej na YouTube, na co zapewne nie starczyło mu inwencji albo technicznego obycia. Gdyby potrafił stworzyć taki materiał i wysłać link do kilku osób, jego kredytodawca mógłby mieć jeszcze większe problemy. Media w końcu zapomną (kiedy tylko zobaczą Palikota, o Bożym świecie zapominają), internet zdaje się <a href="http://theinspirationroom.com/daily/2009/united-broke-my-guitar/" target="_blank">pamiętać trochę dłużej</a>. Co jest kolejnym dowodem tezy, że dziennikarzami przyszłości jesteśmy my wszyscy.</p>
<p>Ale czy windykator o mentalności dresa albo oziębła pani z okienka, która informowała Włodzimierza W. o celowym nierozpatrywaniu jego pism &#8211; to kryzys, czy skutek, jak to ujął śp. Kisiel? I, jeśli kryzys, to czego, a jeśli skutek, to też czego? To pytanie, nad którym warto się zastanowić. Rozmowa z rzeczniczką prasową Eurobanku, która (tak, zauważyliśmy!) przeprosiła, ale nie za praktyki banku, tylko za to, że &#8222;wszyscy państwo staliście się świadkami takich praktyk&#8221; (bo wszyscy wiedzą, że &#8222;z dłużnikami trzeba postępować stanowczo&#8221;), rozmowa ta, powiadam, miała miejsce o dziesiątej.</p>
<p>Zaledwie trzy godziny później przemierzając parking, w który zmieniła się ulica Mysia w Warszawie, stałem się świadkiem następującej scenki. Na parkingu utworzył się korek, co jest typowe dla wąskich gardeł, zwłaszcza przesmyków dwukierunkowych. Pojazdy opuszczające &#8222;parking&#8221; w kierunku Nowego Światu zablokowały drogę tym, które zamierzały przedostać się ku Brackiej. Pierwszym na liście zablokowanych był mężczyzna lat pięćdziesięciu, prawdopodobnie jakiś kurier, bo po czapkę z daszkiem ubrany pod kolor piętnastoletniej czerwonej fiesty, rzęcha ledwie jeżdżącego. Mężczyzna zwyczajnie bał się próbować manewrować między autami, co do jednego droższymi zapewne niż wszystko, co posiada, razem wzięte. Za nim zaś nowiutkie porsche cayenne, pół miliona niewyjęte, za kierownicą biały kołnierzyk, zegarek w srebrnej kopercie i fryzura wskazująca, że przynajmniej raz na tydzień jest umawiany do fryzjera. Znacie ten typ. Młody zdolny, przyszłość narodu. I oto przyszłość narodu odzywa się do poprzednika, a słowa jej brzmią ni mniej ni więcej:<br />
- No kurwa ruszżeż tę pizdę, fiucie jebany.</p>
<p>Nie kantuję, tak właśnie powiedział. Nawet &#8222;tę&#8221; wymówił dokładnie, literacką polszczyzną, żadne potoczne &#8222;tą&#8221;.</p>
<p>Dawniej oznaczało to, że polszczyzny uczył się z rynsztoka (mówiło się też na nią furmańska albo szewska), teraz wystarczy <a href="http://kominek.blox.pl/2006/01/Dr-OETKER-TY-PIZDO.html" target="_blank">blog Kominka</a>. Wpis, przedstawiony pod tym linkiem, uczynił Kominka sławnym (wśród ludzi), ale też blogowym celebrytą (w środowiskach tzw. opiniotwórczych) i zawsze zastanawiałem się dlaczego. Dziś myślę, że ci, którzy go mianowali, po prostu poczuli się ukontentowani kominkowym przesłaniem, którego zarówno treść, jak i forma sprowadza się do tego, że mu &#8222;parówki zajebali&#8221;.</p>
<p>Tylko, że kominek nie był wybrany celebrytą i wpływowym blogerem w narodowym plebiscycie, którego wyniki odzwierciedlają miałkość całego polskiego społeczeństwa. Tego typu decyzje podejmują, zazwyczaj samemu o tym nie wiedząc, reprezentanci tego, co kiedyś nazywało się inteligencją: dziennikarze i publicyści, pisarze, artyści, uczestnicy życia publicznego. Jak w skrócie nazwać ich dzisiaj, kiedy poprzednie określenie może mieć charakter najwyżej zwyczajowy?</p>
<p>Bardzo się tego wystrzegam, ale trudno mi dzisiaj nie wpaść w ton &#8222;starych, dobrych czasów&#8221;. Wystrzegam się, bo, jak głosi dobry amerykański gag, nie wiem, czy te czasy kiedykolwiek były. I, co za tym idzie nie wiem, czy jest dokąd postulować powrót. Czy Wokulski był autentycznie lepszy od bohaterów &#8222;Nigdy w życiu&#8221;, czy tylko został lepiej skonstruowany jako bohater literacki? Bo jeśli to drugie, pośrednio możemy się czuć zwolnieni z obowiązku połykania kija od szczotki, który przeważnie nazywamy moralnością: światem zawsze rządziło bydło, przebrane za inteligencję&#8230; Mam jednak wrażenie, że tym razem wyjątkowo moja rezerwa nie ma racji bytu.</p>
<p>Mam też taką nadzieję, bo co raz się zmieniło na gorsze, ma szansę zmienić się z powrotem na lepsze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2009/11/19/wstyd-i-hanba/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy podróże kształcą?</title>
		<link>http://pszemau.com/2009/10/01/czy-podroze-ksztalca/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2009/10/01/czy-podroze-ksztalca/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Oct 2009 18:01:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[o dalekich stronach]]></category>
		<category><![CDATA[o mediach]]></category>
		<category><![CDATA[w podróży]]></category>
		<category><![CDATA[antropologia]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarze]]></category>
		<category><![CDATA[harcerstwo]]></category>
		<category><![CDATA[komunikacja]]></category>
		<category><![CDATA[Levi-Strauss]]></category>
		<category><![CDATA[pociągi]]></category>
		<category><![CDATA[poczekalnie]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=257</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;&#8230;brzydkich wyrazów nie będę używał, studia ze zdrowym rozsądkiem pogodzę&#8230; Wiesz, mamo, studia też kształcą, a podróże są drogie.&#8221; - śpiewało się kiedyś piosenkę Poniedzielskiego przy ogniskach na wyjazdach, które niewątpliwie jakoś tam edukowały. Nauczyło mnie więc życie harcerskie, żeby zawsze mieć przy sobie apteczkę, w której zawsze brakuje dokładnie tego jednego leku na dolegliwość, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>&#8222;&#8230;brzydkich wyrazów nie będę używał,<br />
studia ze zdrowym rozsądkiem pogodzę&#8230;<br />
Wiesz, mamo, studia też kształcą,<br />
a podróże są drogie.&#8221;</em></p>
<p><em>-</em> śpiewało się kiedyś piosenkę Poniedzielskiego przy ogniskach na wyjazdach, które niewątpliwie jakoś tam edukowały. Nauczyło mnie więc życie harcerskie, żeby zawsze mieć przy sobie apteczkę, w której zawsze brakuje dokładnie tego jednego leku na dolegliwość, która się przydarzy (bo kto by pomyślał o aviomarinie i kroplach do oczu, skoro ani choroby lokomocyjnej, ani wizyjnej, nigdy nie miałem?)</p>
<p>Nauczyło mnie też obozowe życie sobieradka, jak zbudować sobie pryczę &#8211; co jest mi teraz cholernie przydatne, kiedy półtora tysiąca kilometrów od domu nie potrafię uruchomić sieci bezprzewodowej na laptopie. Wiem za to, co do czego służy w świetnie zaopatrzonych norweskich sklepach turystycznych (bo Norwegowie nade wszystkie sporty lubią trekking z lekką składaną patelenką i turystycznym jajnikiem pełnym jajek, żeby sobie w plenerze zrobić sadzone &#8211; sic!).</p>
<p>W swojej nieszczęsnej karierze harcerskiej zdobyłem wiele różnych sprawności, które zasadniczo można podzielić na kompletnie nieprzydatne (milczek!!!) oraz te, które na rękawie powinno się wyszywać przy pomocy logo różnych firm: mam więc sprawność nokia (a obecnie raczej HTC) w zakresie komunikowania się z oddalonym zastępem. Świetnie radzę sobie z orientacją w terenie przy użyciu sprawności garmin &#8211; potrafię dzięki niej wyznaczyć nawet optymalną porę połowu ryb i godzinę wschodu księżyca w danej szerokości geograficznej. Sprawność obozowego grajka załatwia combo samsung-logitech (w stereo!) i tylko dobrze się zapowiadającej kariery milczka, ku chwale Ojczyzny, nie kontynuuję. Trudno jednak nazwać to wszystko wykształceniem wyniesionym z podróży &#8211; ostatecznie ludzie wyjeżdżają także na wczasy z prawem jazdy, a jakoś nieskorzy jesteśmy przyznać, że wycieczki do Łomży uczą prowadzić samochód. Prawdziwe pytanie brzmi: czy podróże kształcą przez jakieś oświecenie, czyli: <strong>czy sam fakt, że jest się w Innym Miejscu czyni nas mądrzejszymi</strong>.</p>
<p><span id="more-257"></span>Zadałem je sobie, skoro już musicie wiedzieć, pod norweskim prysznicem, który, skandynawskim zwyczajem, zamiast brodzika ma centymetrowe  wgłębienie w podłodze, wyłożone tym samym linoleum, co reszta łazienki i wyposażony jest w ściągaczkę, zwaną w Polsce ściągaczką do szyb, a w Skandynawii &#8211; ściągaczką do podłogi w łazience.</p>
<p>Myśl moja przebiegła dwutorowo, co nie zdziwi nikogo, kto wie, że mam dwie półkule, czyli mózg dwurdzeniowy. Z jednej strony zdałem sobie sprawę, że oto czegoś się o świecie dowiedziałem &#8211; mianowicie, że brodziki w Skandynawii są inne, niż w Polsce, co jest wiedzą równie przydatną, jak to, że mech porasta pnie samotnie rosnących drzew od północy. Z drugiej zaś odkryłem, że gdyby ktoś ze Skandynawii pojechał kiedyś do Polski, odkryłby brodziki prysznicowe i nie musiał więcej używać ściągaczki. Z czego z kolei wynika, że mój zysk netto z wyprawy zbilansowany z rewizytą Norwegów jest w tym zakresie ujemny. Norwegowie zresztą bywali w krajach, gdzie w użyciu są brodziki i nic z tej wyprawy nie wynieśli. Ergo: podróże ich nie wykształciły, przynajmniej w zakresie praktycznym. Podobnie, jak Polaków nie nauczyły podróże do Indii, jak przewieźć dwie krowy na rowerze (wszyscy znamy te zdjęcia), Włosi z wycieczek do Szwecji nie wynieśli przekonania o wyższości uporządkowanego ruchu drogowego nad kompletną anarchią, a Francuzi od bliskich im Holendrów nie nauczyli się praktycznej sztuki mówienia z resztą świata po angielsku. Sam z wyprawy do Chin nie przywiozłem nawyku jedzenia makaronu pałeczkami (chociaż i wolniej (zdrowiej), i nawet wygodniej) i chyba nie ma co oczekiwać, że jakaś podróż nauczy mnie czegoś praktycznego: segregowania odpadów, przyrządzania espresso (to najprędzej) czy jedzenia fish and chips z gazetowej tutki.</p>
<p>Ale we wszystkim tym jest już jakaś dziejowa, nie waham się rzec &#8211; antropologiczna, mądrość. Najbanalniejsza z możliwych, to fakt, ale zawsze: taka oto, że chwiejna stabilność między tzw. globalizacją a lokalnością nie jest możliwa do zrozumienia na podstawie lektury encyklopedii. Tylko czy trzeba poświęcać tyle forsy i czasu na przyswajanie banalnych prawd o świecie w sposób najmniej efektywny z możliwych? Claude Lévi-Strauss pisze w <em>Smutku tropików</em>:</p>
<p><em>W zawodzie etnografa nie ma miejsca na przygodę; narzuca mu się ona i ciąży na właściwej pracy wagą tygodni i miesięcy zmarnowanych w drodze, godzin bezczynności (&#8230;) głodu i zmęczenia, czasem choroby, a zawsze tysiaca kłopotów pochłaniających całe dnie bez żadnego rezultatu</em></p>
<p>Punkt dla stuletniego antropologa. Sam czas spędzony na jednym z dworców czy lotnisk w oczekiwaniu nawet nie na transport, ale na jego perspektywę pozwoliłby nam na przeczytanie stu pięćdziesięciu stron literatury podróżniczej. Po przemnożeniu &#8211; dwieście kilkadziesiąt godzin podróży w 2004 roku, noc na lotnisku w Irkucku, druga na stacji w Ułan-Ude, kiblowanie w Manzhouli &#8211; przez ten czas siedząc w Warszawie zdążylibyśmy przeczytać &#8211; dla przykładu &#8211; całego Kapuścińskiego albo Levi-Straussa, którzy coś tam o świecie podobno wiedzieli. Podobno, bo &#8211; jak znowu pisze ten ostatni:</p>
<p><em>Być podróżnikiem to obecnie </em>[1955 rok]<em> zawód, który nie polega na odkrywaniu po latach badań &#8211; jak można by sądzić &#8211; faktów dotychczas nie znanych, lecz na przebywaniu wielkiej liczby kilometrów i gromadzeniu zjdęć fotograficznych lub filmowych, i to najchętniej kolorowych. Dzięki temu można mieć przez kilka dni salę zapełnioną tłumem słuchaczy, dla których frazesy i banały przemienia się cudem w rewelacje z tego tylko powodu, że ich autor, zamiast spisać je na miejscu, uświęcił je, przebywszy 20 000 kilometrów</em></p>
<p>Żeby chociaż tyle. A jeśli dodać do tego mój smutny wniosek, że ta &#8222;rewelacja&#8221; brzmi: &#8222;gdzie indziej jest inaczej&#8221;, poniższe zdanie okazać się może przewrotem kopernikańskim w ekonomii:</p>
<p><strong>GDZIE INDZIEJ JEST INACZEJ</strong>. A teraz siedźcie na dupie i przestańcie się wygłupiać z jeżdzeniem gdziekolwiek po tę prostą prawdę. Znacie ją już i znacie ją od dawna, nie jest warta biletu ulgowego do Otwocka, o ile choćby studencki jeszcze wam przysługuje. Weźcie się do roboty i wypracujcie trochę PKB, bo czarno widzę swoją pogodną jesień, zamiast wydawać szmal na pociągi w Rosji, konie w Mongolii czy na-czym-się-tam-jeździ w Wenezueli (sprawdzę sobie na Wikipedii, a tak w ogóle to wcale nie muszę wiedzieć).</p>
<p>Tylko czy takie zdanie wystarczy tym, którzy uprzejmi będą przyjąć je do wiadomości? Zadzwoniła do mnie kiedyś dziennikarka z Życia Miasta, polecona przez mojego przyjaciela, R.</p>
<p>- <em>R. mówi, że jechałeś transsyberyjskim</em> (właśnie, na zeszłoroczne wakacje, uruchomiono połączenie Warszawa-Irkuck, może nawet jeszcze dalsze &#8211; przyp. PB). <em>Chciałabym, żebyś opowiedział mi o tej podróży.</em><br />
- <em>A co konkretnie mam ci opowiedzieć?</em> &#8211; spytałem, gotowy do tego nadludzkiego poświęcenia<br />
- <em>O wódce</em> &#8211; zalśnił perlisty głos w słuchawce</p>
<p>No i problem, Pani Redaktor: trzeba było poczytać, choćby u <a href="http://www.dziennik.twardoch.pl/2009/06/16/mala-rosja-w-krainie-ostrych-gor-zapiski-spitsbergenskie/" target="_blank">Szczepana</a> (ten tekst jest akurat późniejszy, ale ktoś to chyba pisał wcześniej), że ten zapity, ruski ludek trzyma w dalekobieżnych wagonach jakiś dziwny ordnung, który działa nie tylko antynałogowo, ale oszczędził nawet drogą elektronikę użytkową, zostawioną na widoku na pryczy w bezprzedziałowym (tzw. <em>plackartnyj</em>) wagonie.</p>
<p>Pointy są P.T. Czytelnicy uprzejmi się domyśleć: w artykule jestem cytowany, ale na zupełnie inny temat; moja wzmianka o ogłupiającym uproszczeniu wyobraźni w temacie myślenia o Rosji nie wejdzie do kanonów dziennikarstwa. Ruskij, trzeźwy i nie kradnący? To byłby news, gdyby zdarzyło się wczoraj, ale skoro jest stanem rzeczy, to nie mamy na to kolumny. A ludzie z pewnością nie tego oczekują od gazet, żeby w nich publikowali rzeczy, których i tak nie wiemy.</p>
<p>Żeby zdobyć takowe, trzeba opuścić dom. A za cenę rocznej prenumeraty gazety da się dojechać np. w serce Azji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2009/10/01/czy-podroze-ksztalca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Piosenkarz do recyklingu</title>
		<link>http://pszemau.com/2009/06/29/piosenkarz-do-recyklingu/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2009/06/29/piosenkarz-do-recyklingu/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Jun 2009 23:24:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[o sztuce]]></category>
		<category><![CDATA[biomodyfikacje]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Kaczmarski]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Jackson]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć]]></category>
		<category><![CDATA[teorie spiskowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=235</guid>
		<description><![CDATA[Teraz, kiedy kolejna głośna &#8211; w jakże ciekawy sposób &#8211; śmierć nieco przebrzmiała, postaram się spisać kilka uciekających myśli na jej temat. Po pierwsze, śmierć Michaela Jacksona była dla mnie szokiem. Był to jednak szok nie w tym sensie, że kogoś nagle zabrakło. W istocie miałem łzy w oczach, kiedy dowiedziałem się o śmierci Kaczmarskiego, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Teraz, kiedy kolejna głośna &#8211; w jakże ciekawy sposób &#8211; śmierć nieco przebrzmiała, postaram się spisać kilka uciekających myśli na jej temat.</p>
<p>Po pierwsze, śmierć Michaela Jacksona była dla mnie szokiem. Był to jednak szok nie w tym sensie, że kogoś nagle zabrakło. W istocie miałem łzy w oczach, kiedy dowiedziałem się o śmierci Kaczmarskiego, ale ten smutek wynikał z faktu, że twórczość Kaczmarskiego naprawdę uwielbiałem (jeśli kiedykolwiek znałem się na muzyce, to tylko na jego muzyce) i ciągle gdzieś, w głębi duszy, miałem nadzieję na jego do tej twórczości powrót. Mój smutek po śmierci Kaczmarskiego (z zachowaniem proporcji &#8211; w końcu człowieka osobiście nie znałem) miał więc charakter bliski prawdziwej żałobie: stanąłem oto twarzą w twarz z doświadczeniem pustki i egzystencjalnym lękiem, że ta pustka stanie się też moim udziałem.</p>
<p><span id="more-235"></span>O tej pustce nie myślałem, kiedy &#8222;zabrakło&#8221; Michaela, głównie dlatego, że&#8230; wcale go nie zabrakło. Piosenkarz od wielu lat nie zrobił dokładnie nic, oprócz kilku spektakularnych aresztowań (których też był raczej przedmiotem, niż podmiotem) i jakichś zupełnych drobiazgów. Zapowiedziane 50 koncertów, obdarzonych szumnym mianem &#8222;wielkiego come-backu&#8221; przez cwanych marketingowców, miało cechy raczej &#8222;trasy Michaela Jacksona w nowym składzie&#8221;, niż jakiegokolwiek wzbogacania rzeczywistości muzycznej.</p>
<p>Informacja o śmierci Jacksona zszokowała mnie zatem w zupełnie innym sensie: oto przeczytałem w nagłówku prasowym o &#8222;śmierci Michaela Jacksona&#8221;, chociaż, jako żywo już od wielu lat widząc go na migawkach telewizyjnych myślałem o jego fizycznym rozpadnięciu się. Ponury żniwiarz, który ekspediowałby się po króla popu, miał w mojej wyobraźni fordowską twarz łowcy androidów. Tymczasem informacja o <em>cardiac arrest</em> oznacza, że jakiś prawdziwie ludzki podzespół obracał w piersiach jego ciemną gwiazdę. I to było dla mnie duże zdziwienie.</p>
<p>Zatrzymanie akcji królewskiego serca pozostawiło tysiące nastolatek (w różnym wieku) mniej lub bardziej zrozpaczonymi, a koleżankę wprawiło w stan zdziwienia: &#8222;jacy oni głupi, ci Amerykanie! Po Jacksonie płakać!&#8221; Jasne, że nie mądrzy &#8211; mądry Amerykanin to jakiś totalny zgrzyt, dysonans poznawczy, zburzenie dekorum. Dlatego warto było oglądać w piątkowy poranek Pierwszą Polską Tel-avizję Informacyjną, gdzie często przypominali wyrywki z lądowania w Warszawie podczas pielgrzymki króla popu do Polski. Skojarzenie z pielgrzymką, za które już przepraszam, narzucało się doprawdy samo mimo takiej różnicy, że papieża chyba nigdy nie witano w&#8230; kontuszach! Trudno mi było w tej sytuacji orzec, kto głupszy; dla Amerykanów jednak Michael Jackson był prawdziwym symptomem ich prawdziwej kultury, czy co-tam-oni-mają w to miejsce [ironia!]. Jeśli wypuszczenie dziecka w kontuszu na płytę lotniska WAW miało być próbą gadamerowskiego stopienia horyzontów, albo jeszcze lepiej &#8211; udowodnienia, że w całej jacksonomanii nasz własny, prasłowiański akcent ma swoje miejsce, to ja już wolę wsuwać hamburgery i <em>pić coca-cola</em>&#8230;</p>
<p>Na koniec: nie robię do tej notki researchu, ale w przelocie usłyszałem, że już szuka się winnych wstrzyknięcia królowi Pavulonu. Jeszcze chwila, i będzie trzeba przekupować strażników, by mówili &#8222;słudzy jego wykradli jego ciało, kiedyśmy spali&#8221;, bo inaczej <em>rozejdzie się ta pogłoska między Żydami i trwać będzie do dnia dzisiejszego</em>&#8230;</p>
<p>Jak to miało miejsce z Elvisem, królem poprzedniego muzycznego ustroju.</p>
<p>ps. Jeśli Królem #1 był Elvis, Królem #2 &#8211; Jackson, to kto będzie kolejnym? Eminem?</p>
<p>pps. Wszystko to nie zmienia faktu, że o ile znam się na muzyce, Michael Jackson był naprawdę wielkiego formatu artystą scenicznym (no, wielkiego jak na XX wiek) i zasługuje na własny rozdział w dziejach kultury. Ruszał się na scenie dość fenomenalnie, jakby się naprawdę nie bał, że mu kiedyś głowa odpadnie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2009/06/29/piosenkarz-do-recyklingu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marek Grechuta &#8211; portret psychologiczny</title>
		<link>http://pszemau.com/2009/03/18/marek-grechuta-portret-psychologiczny/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2009/03/18/marek-grechuta-portret-psychologiczny/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Mar 2009 08:32:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[o sztuce]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[Marek Grechuta]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[symbole]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[YouTube]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=210</guid>
		<description><![CDATA[Znalazłem go na przypadkowo odwiedzonym, nie pamiętam już, którędy, blogu. YouTube został artystą, i to od razu z kręgu symbolizmu.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Znalazłem go na przypadkowo odwiedzonym, nie pamiętam już, którędy, <a href="http://blog.sarniak.pl/" target="_blank">blogu</a>. YouTube został artystą, i to od razu z kręgu symbolizmu.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-211" title="Grechuta na YouTube" src="http://pszemau.com/wp-content/uploads/2009/03/screen-capture-2.png" alt="Grechuta na YouTube" width="320" height="269" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2009/03/18/marek-grechuta-portret-psychologiczny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Listopadowo</title>
		<link>http://pszemau.com/2008/11/04/listopadowo/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2008/11/04/listopadowo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 04 Nov 2008 09:22:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[aforystycznie/ epigramatycznie]]></category>
		<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkich Świętych]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=202</guid>
		<description><![CDATA[Samemu o sobie pamiętać, choć może to zbytnia pycha]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Samemu o sobie pamiętać, choć może to zbytnia pycha</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2008/11/04/listopadowo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Śmierć na winietce</title>
		<link>http://pszemau.com/2008/09/29/milewicz/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2008/09/29/milewicz/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Sep 2008 00:57:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[o mediach]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarze]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[Irak]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Kaczmarski]]></category>
		<category><![CDATA[Milewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Super Express]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć]]></category>
		<category><![CDATA[Waldemar Milewicz]]></category>
		<category><![CDATA[wikipedia]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[Wysokie Obcasy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=193</guid>
		<description><![CDATA[Noc sprzyja jakoś dziwnie rozmyślaniom o śmierci i mimo, że pierwotnie planowałem wrzucić na blog równie poważny, ale nie śmiertelnie poważny temat, po stoczeniu bitwy z myślami uznałem, że &#8222;lepszy wróbel w garści&#8230;&#8221;, czyli, w naszym przypadku, bardziej błaha myśl w głowie własnej, niż choćby złota &#8211; w cudzej. Pamiętacie red. Milewicza? Znany korespondent wojenny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Noc sprzyja jakoś dziwnie rozmyślaniom o śmierci i mimo, że pierwotnie planowałem wrzucić na blog równie poważny, ale nie śmiertelnie poważny temat, po stoczeniu bitwy z myślami uznałem, że &#8222;lepszy wróbel w garści&#8230;&#8221;, czyli, w naszym przypadku, bardziej błaha myśl w głowie własnej, niż choćby złota &#8211; w cudzej. Pamiętacie red. <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Waldemar_Milewicz" target="_blank">Milewicza</a>?</p>
<p><span id="more-193"></span></p>
<p>Znany korespondent wojenny TVP zginął w aucie, ostrzelanym w 2004 roku w Iraku. Prawdopodobnym zabójcą jest Salah Chabbas, którego <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Salah_Chabbas" target="_blank">wikipedia</a> potrafi zaliczyć tylko do kategorii &#8222;Irakijczycy&#8221; i &#8222;Urodzeni w 1968&#8243;. Ale, że rzecz ma być na poważnie, porzućmy wikipedię i zajmijmy się sprawami wartymi uwagi.</p>
<p>Wart uwagi był 8 maja 2004, dzień po zabójstwie dziennikarza i jego montażysty. Przypomnę, chociaż pewnie nie trzeba, że w jednej gazecie &#8211; &#8222;Super Expressie&#8221;, mogliśmy zobaczyć na okładce <a href="http://www.szpila.net/strony/dziennikarz/milewicz3.htm" target="_self">trupa dziennikarza</a>. Dosłownie &#8211; trupa, nie &#8222;zwłoki&#8221;, portret pośmiertny ani nic z tych rzeczy. Bezwładne ciało, osunięte na samochodowej kanapie w sposób, który na myśl przywodził głównie zaśnięcie, czy to w kontekście zaśnięcia NMPanny, czy zaśnięcia przed telewizorem, jak tam kto woli. Sprawa była głośna, bo i głośne były okrzyki oburzenia, które wydawał w zasadzie każdy, kto &#8211; przynajmniej we własnej opinii &#8211; miał sumienie i duszę czującą.</p>
<p>Nie krzyczałem wtedy, za to siedziałem sobie z B. w jego kawiarni, wówczas jeszcze świecącej przez większość czasu pustkami i rozważaliśmy różne aspekty sytuacji. B. był do sprawy szczególnie przywiązany, gdyż jego Thatcherowska przeszłość wyniosła go kiedyś do zaszczytu głównego księgowego w &#8222;Super Expressie&#8221;, skąd podobno wywalono go po tym, jak swoim głównoksięgowym podpisem parafował cudzy finansowy imbecylizm. Z &#8222;Superakiem&#8221; był związany i trochę się to w jego głosie czuło, a nawet można było poznać po stosowanych zaimkach dzierżawczych.</p>
<p>Nasze rozważania nie wyszły wtedy poza banał, chociaż na tle ogólnonarodowej żałoby po korespondencie wojennym oraz drugiej &#8211; po kręgosłupie moralnym dziennikarzy tego typu banały ujść by mogły za wysokiej próby Mądrość. Jednym z nich była obserwacja następującej treści: w odpowiedzi na publikację &#8222;SE&#8221; (nie pamiętam następstwa dziennego tych wydarzeń, ogólnie jakoś tam się do siebie miały, więc może był to nie ósmy, a dziewiąty), dość, że w odpowiedzi na publikację &#8222;SE&#8221; oburzenie swoje wyklarowała, a właściwie wylała na łamy, m.in. &#8222;Wyborcza&#8221;. Napisano w niej, i to chyba na pierwszej stronie, że ludzka tragedia, że śmierć, że żerować, epatować i co tam jeszcze się wyszczekuje z wokabularza piętnującego przez etykietowanie. A pod spodem, w tym samym numerze &#8222;Wyborczej&#8221;: dziś gratis &#8211; śpiewnik piosenek Jacka Kaczmarskiego. Kaczmarski zmarł miesiąc wcześniej, 10 kwietnia 2004, swoim zgonem walnie i pozytywnie wpływając na sprzedaż wszystkiego, co pod jego nazwiskiem było do kupienia, czyli głównie płyt i książek. I gazet. Wyborczych.</p>
<p>To był bardzo dziwny dzień: wszystkie media kazały mi, już chyba nawet drugi dzień z rzędu, rzygać z obrzydzenia na&#8230; media. I rzygałem, tylko chyba na niewłaściwą gazetę. Jak w tym kawale o znaczkach z Bierutem, które ludzie reklamowali, bo się nie chciały kleić. (Jeśli nie pamiętacie i tego: okazało się, że znaczki się kleiły, tylko ludzie pluli na nie ze złej strony).</p>
<p>Dzisiaj, właśnie teraz, w środku nocy, kiedy najlepiej myśli się o śmierci, wpadło mi do głowy jeszcze co innego: nawet wtedy, kiedy z B. omawialiśmy skomplikowane maszynerie dziennikarskich mózgów, dla których fotka jest żerowaniem na tragedii, a publikacja zbioru wierszy &#8211; tylko insertem do zwiększenia nakładu, natura ludzka była dla nas daną, a nie szukaną. Wiedzieliśmy po prostu, że cyniczni dziennikarze &#8222;SE&#8221; (bo dziennikarze po prostu byli dla nas wtedy cyniczni) dali na czołówkę trupa Milewicza, a cyniczni dziennikarze z &#8222;GW&#8221; zastąpili go tomikiem wierszy trupa Kaczmarskiego. Było to dla nas tak pewne, jak to, że kiedyś umrze Jan Paweł II i że czołówka na tę okazję we wszystkich redakcjach świata jest już od dawna złożona gdzieś na osobnym dysku. (Oba te przekonania okazać się miały prorocze, ale nasze prorokowanie uszło wtedy uwagi społeczeństwa w obliczu faktów.)</p>
<p>Pytaniem, którego wtedy jakoś chyba nie mieliśmy ochoty zadawać, a może po prostu nie pamiętam, jak się z nim mierzyliśmy, było pytanie-klucz: czy publikacja zdjęcia trupa Milewicza była Dobra, czy Zła (w którym to przypadku ganienie publikacji było Dobre). Chciałbym wiedzieć, co miałem wtedy do powiedzenia na ten temat. Ale, co wie każdy, kto kiedykolwiek umierał, czasu cofnąć się nie da i muszę sam, teraz, dać odpowiedź za tego żałosnego dupka, którym zapewne byłem 8 czy 9 maja 2004.</p>
<p>Fajną obserwację poczynił kiedyś Ziemkiewicz: w jednym, z felietonów zwrócił uwagę na tzw. &#8222;kwestionariusz Prousta&#8221; (nawiasem mówiąc zwany tak tylko dlatego, że podobno Proust odpowiadał nań więcej, niż raz; o ile mi wiadomo zresztą, Proustowi było z luźmi raczej nie po drodze i nazywanie zabawy towarzyskiej jego akurat nazwiskiem to efekt nie najlepszego marketingu). Kwestionariusz taki publikuje, a w każdym razie publikowała jako stały dział &#8222;GW&#8221; w swoim dodatku dla nie wiadomo kogo pt. Wysokie obcasy. W kwestionariuszu tym pada kretyńskie pytanie: jak chciałbyś umrzeć? Obserwacją Ziemkiewicza było to, że 100% odpowiedzi ankietowanych przez dzielne red. feministki, brzmiała: bezboleśnie, cicho, najlepiej &#8211; nie zauważywszy tego. Tak jakby nasza śmierć miała być czymś w rodzaju kradzieży samochodu, który do tego nie specjalnie lubiliśmy, a tak w ogóle to był wysoko ubezpieczony. Taki błogi stan podrywanej mężatki: oddalać tę myśl od siebie, aż w końcu będzie za późno i trzeba będzie ulec, ale przecież kto mógł przypuszczać? Tak właśnie chcemy myśleć o śmierci: wcale.</p>
<p>A tak się nie da z jednego prostego powodu: bo &#8222;wcale&#8221; to jedyna odpowiedź na pytanie &#8222;jak chciałbyś umrzeć&#8221;, która z pewnością i na 100% nigdy się nie spełni. Może to mocne słowa dziś, kiedy znany z gry Civilization &#8222;wielki projekt&#8221; Długowieczność jest już &#8211; podobno &#8211; bliższy niż dalszy spełnienia: to jedna z tych rzeczy, w które nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Bo szczerze mówiąc trochę mam nadzieję, że jeśli nasza wolna wola zajdzie tak daleko, to Bóg zauważy wreszcie, że pora zamykać sklepik. Ale serio mniejsza o to: nie warto mieć nadziei, że ze śmiercią &#8222;jakoś się ułoży&#8221;. Że &#8222;nie będzie nas epatować&#8221;. Dlatego dzisiaj nie mogę spać, bo po głowie chodzi mi tylko, że pismaki z &#8222;Superaka&#8221; odwaliły kawał dobrej roboty. Może przypadkiem, po prostu wrzucając fotkę na kolumnę, po przedyskutowaniu sprawy na kolegium redakcyjnym, a potem z zarządem. Może cała &#8222;ideologia&#8221;, na którą później powoływali się w tłumaczeniach jest bzdurą. Ale jedno jest ważne: gazeta &#8211; było nie było &#8211; dla mas (i obojętne, czy to znaczy &#8222;brukowiec&#8221;, czy &#8222;gazeta popularna&#8221;), wrzasnęła: MEMENTO MORI! Nie znasz dnia ani godziny, kiedy staniesz się podpunktem boskiego planu stworzenia, &#8222;Super Expressie&#8221;. Zabawne, no nie?</p>
<p>Śmiertelnie zabawne.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2008/09/29/milewicz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podwójne zaprzeczenie</title>
		<link>http://pszemau.com/2008/09/20/podwojne-zaprzeczenie/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2008/09/20/podwojne-zaprzeczenie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Sep 2008 07:26:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[aforystycznie/ epigramatycznie]]></category>
		<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[aforyzm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/?p=189</guid>
		<description><![CDATA[Nienawidzę twoich poglądów, ale nie oddam życia, żebyś nie mógł ich głosić.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nienawidzę twoich poglądów, ale nie oddam życia, żebyś nie mógł ich głosić.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2008/09/20/podwojne-zaprzeczenie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak się moderna tradycją stała&#8230;</title>
		<link>http://pszemau.com/2008/07/02/jak-sie-moderna-tradycja-stala/</link>
		<comments>http://pszemau.com/2008/07/02/jak-sie-moderna-tradycja-stala/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Jul 2008 13:12:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Bociąga</dc:creator>
				<category><![CDATA[o Człowieku]]></category>
		<category><![CDATA[o historii]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Msza Święta]]></category>
		<category><![CDATA[sondaże]]></category>
		<category><![CDATA[tradycja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pszemau.com/blog/?p=185</guid>
		<description><![CDATA[Znalazłem quiz na Onet.pl: Czy chciałbyś chodzić do Kościoła na msze po łacinie? Tak - 2552 - 16% Nie &#8211; wolę tradycyjne msze po polsku &#8211; 8042 &#8211; 50% Nie wiem &#8211; 469 &#8211; 3% W ogóle nie chodzę do Kościoła &#8211; 5013 &#8211; 31% Tradycyjne msze po polsku. Tradycyjne, ale po polsku. I ci [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Znalazłem quiz na Onet.pl:</p>
<blockquote><p><strong>Czy chciałbyś chodzić do Kościoła na msze po łacinie?</strong><br />
Tak -	2552	- 16%<br />
Nie &#8211; wolę tradycyjne msze po polsku &#8211; 8042 &#8211; 50%<br />
Nie wiem &#8211; 469 &#8211; 3%<br />
W ogóle nie chodzę do Kościoła &#8211; 5013 &#8211; 31%</p></blockquote>
<p>Tradycyjne msze po polsku. Tradycyjne, ale po polsku. I ci walnięci nowatorzy, którzy tylko by coś udziwniali.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pszemau.com/2008/07/02/jak-sie-moderna-tradycja-stala/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
