" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

19 paź 09
poniedziałek

Wybloguj się

Napisał Przemysław Bociąga o kinie, o mediach

Nowy film Nory Ephron, Julie & Julia, ze zrozumiałych względów łatwy do pomylenia z „Diabłem, co to się sami wiecie gdzie ubiera”, zaskoczył mnie bardzo miło. Bardzomiłość zaskoczenia polegała głównie na tym, że przekonany, że idę dokarmić zagniewanego mzimu chodzenia na nie-zabijacko-napadalskie romkomy, trafiłem nań w sumie przypadkiem i przekonywałem się z minuty na minutę seansu. To ostatnio rzadkie, bo od kiedy odzwyczaiłem się chodzić do kina ot tak, chodzę głównie na filmy, o których mam nadzieję, że będą mi się podobać, a zatem grunt pod pozytywną recenzję jest przygotowany.

Julia_Child

(dalej…)

15 paź 09
czwartek

Przyzwyczajenie drugą naturą

Napisał Przemysław Bociąga o tzw. społeczeństwie

Dzisiejsza msza o siódmej w TVN CNBC Biznes porusza cholernie ciekawy temat: w obliczu ogólnej bryndzy w PZPN, którą już po kilkudziesięciu latach dostrzegły media, kibice podejmują bojkot Związku (to było grane wczoraj). W sumie news byłby ponuro nudny, gdyby nie to, że sponsorom naszych lig i reprezentacji zależy w gruncie rzeczy nie na dobrej opinii w oczach naszych dwudziestu może piłkarzy i stu czterdziestu dyrektorów, ale dziesięciu tysięcy kibiców, dzięki czemu przyłączyli się do ich protestu.

Co zrobią sponsorzy? Możliwe (oczywiście w Polsce wiele może się zdarzyć), że zabiorą kasę i poszukają sobie kogoś innego, kto potrzebuje tych pieniędzy i odwdzięczy się czymś więcej, niż tylko moralnym zwycięstwem i obietnicą poprawy – na przykład siatkarzy i siatkarek. Za sponsorami – znowu czysto teoretycznie – polecą dziennikarze, bo sponsor to jest to, co dziennikarz kocha najbardziej. Zastrzegam się (po raz trzeci), że daleko mi do głupich nadziei, ale jeśli ten mechanizm zadziała podręcznikowo (tak, jak życzą sobie pewni siebie wieszcze i fani historii alternatywnych), to może naprawdę ktoś zdetronizuje piłeczkę kopaną na stanowisku polskiego sportu narodowego. Cholernie jestem ciekaw, czy to w ogóle możliwe.

01 paź 09
czwartek

Czy podróże kształcą?

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o dalekich stronach, o mediach, w podróży

„…brzydkich wyrazów nie będę używał,
studia ze zdrowym rozsądkiem pogodzę…
Wiesz, mamo, studia też kształcą,
a podróże są drogie.”

- śpiewało się kiedyś piosenkę Poniedzielskiego przy ogniskach na wyjazdach, które niewątpliwie jakoś tam edukowały. Nauczyło mnie więc życie harcerskie, żeby zawsze mieć przy sobie apteczkę, w której zawsze brakuje dokładnie tego jednego leku na dolegliwość, która się przydarzy (bo kto by pomyślał o aviomarinie i kroplach do oczu, skoro ani choroby lokomocyjnej, ani wizyjnej, nigdy nie miałem?)

Nauczyło mnie też obozowe życie sobieradka, jak zbudować sobie pryczę – co jest mi teraz cholernie przydatne, kiedy półtora tysiąca kilometrów od domu nie potrafię uruchomić sieci bezprzewodowej na laptopie. Wiem za to, co do czego służy w świetnie zaopatrzonych norweskich sklepach turystycznych (bo Norwegowie nade wszystkie sporty lubią trekking z lekką składaną patelenką i turystycznym jajnikiem pełnym jajek, żeby sobie w plenerze zrobić sadzone – sic!).

W swojej nieszczęsnej karierze harcerskiej zdobyłem wiele różnych sprawności, które zasadniczo można podzielić na kompletnie nieprzydatne (milczek!!!) oraz te, które na rękawie powinno się wyszywać przy pomocy logo różnych firm: mam więc sprawność nokia (a obecnie raczej HTC) w zakresie komunikowania się z oddalonym zastępem. Świetnie radzę sobie z orientacją w terenie przy użyciu sprawności garmin – potrafię dzięki niej wyznaczyć nawet optymalną porę połowu ryb i godzinę wschodu księżyca w danej szerokości geograficznej. Sprawność obozowego grajka załatwia combo samsung-logitech (w stereo!) i tylko dobrze się zapowiadającej kariery milczka, ku chwale Ojczyzny, nie kontynuuję. Trudno jednak nazwać to wszystko wykształceniem wyniesionym z podróży – ostatecznie ludzie wyjeżdżają także na wczasy z prawem jazdy, a jakoś nieskorzy jesteśmy przyznać, że wycieczki do Łomży uczą prowadzić samochód. Prawdziwe pytanie brzmi: czy podróże kształcą przez jakieś oświecenie, czyli: czy sam fakt, że jest się w Innym Miejscu czyni nas mądrzejszymi.

(dalej…)