" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

29 wrz 08
poniedziałek

Śmierć na winietce

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o mediach

Noc sprzyja jakoś dziwnie rozmyślaniom o śmierci i mimo, że pierwotnie planowałem wrzucić na blog równie poważny, ale nie śmiertelnie poważny temat, po stoczeniu bitwy z myślami uznałem, że „lepszy wróbel w garści…”, czyli, w naszym przypadku, bardziej błaha myśl w głowie własnej, niż choćby złota – w cudzej. Pamiętacie red. Milewicza?

Znany korespondent wojenny TVP zginął w aucie, ostrzelanym w 2004 roku w Iraku. Prawdopodobnym zabójcą jest Salah Chabbas, którego wikipedia potrafi zaliczyć tylko do kategorii „Irakijczycy” i „Urodzeni w 1968″. Ale, że rzecz ma być na poważnie, porzućmy wikipedię i zajmijmy się sprawami wartymi uwagi.

Wart uwagi był 8 maja 2004, dzień po zabójstwie dziennikarza i jego montażysty. Przypomnę, chociaż pewnie nie trzeba, że w jednej gazecie – „Super Expressie”, mogliśmy zobaczyć na okładce trupa dziennikarza. Dosłownie – trupa, nie „zwłoki”, portret pośmiertny ani nic z tych rzeczy. Bezwładne ciało, osunięte na samochodowej kanapie w sposób, który na myśl przywodził głównie zaśnięcie, czy to w kontekście zaśnięcia NMPanny, czy zaśnięcia przed telewizorem, jak tam kto woli. Sprawa była głośna, bo i głośne były okrzyki oburzenia, które wydawał w zasadzie każdy, kto – przynajmniej we własnej opinii – miał sumienie i duszę czującą.

Nie krzyczałem wtedy, za to siedziałem sobie z B. w jego kawiarni, wówczas jeszcze świecącej przez większość czasu pustkami i rozważaliśmy różne aspekty sytuacji. B. był do sprawy szczególnie przywiązany, gdyż jego Thatcherowska przeszłość wyniosła go kiedyś do zaszczytu głównego księgowego w „Super Expressie”, skąd podobno wywalono go po tym, jak swoim głównoksięgowym podpisem parafował cudzy finansowy imbecylizm. Z „Superakiem” był związany i trochę się to w jego głosie czuło, a nawet można było poznać po stosowanych zaimkach dzierżawczych.

Nasze rozważania nie wyszły wtedy poza banał, chociaż na tle ogólnonarodowej żałoby po korespondencie wojennym oraz drugiej – po kręgosłupie moralnym dziennikarzy tego typu banały ujść by mogły za wysokiej próby Mądrość. Jednym z nich była obserwacja następującej treści: w odpowiedzi na publikację „SE” (nie pamiętam następstwa dziennego tych wydarzeń, ogólnie jakoś tam się do siebie miały, więc może był to nie ósmy, a dziewiąty), dość, że w odpowiedzi na publikację „SE” oburzenie swoje wyklarowała, a właściwie wylała na łamy, m.in. „Wyborcza”. Napisano w niej, i to chyba na pierwszej stronie, że ludzka tragedia, że śmierć, że żerować, epatować i co tam jeszcze się wyszczekuje z wokabularza piętnującego przez etykietowanie. A pod spodem, w tym samym numerze „Wyborczej”: dziś gratis – śpiewnik piosenek Jacka Kaczmarskiego. Kaczmarski zmarł miesiąc wcześniej, 10 kwietnia 2004, swoim zgonem walnie i pozytywnie wpływając na sprzedaż wszystkiego, co pod jego nazwiskiem było do kupienia, czyli głównie płyt i książek. I gazet. Wyborczych.

To był bardzo dziwny dzień: wszystkie media kazały mi, już chyba nawet drugi dzień z rzędu, rzygać z obrzydzenia na… media. I rzygałem, tylko chyba na niewłaściwą gazetę. Jak w tym kawale o znaczkach z Bierutem, które ludzie reklamowali, bo się nie chciały kleić. (Jeśli nie pamiętacie i tego: okazało się, że znaczki się kleiły, tylko ludzie pluli na nie ze złej strony).

Dzisiaj, właśnie teraz, w środku nocy, kiedy najlepiej myśli się o śmierci, wpadło mi do głowy jeszcze co innego: nawet wtedy, kiedy z B. omawialiśmy skomplikowane maszynerie dziennikarskich mózgów, dla których fotka jest żerowaniem na tragedii, a publikacja zbioru wierszy – tylko insertem do zwiększenia nakładu, natura ludzka była dla nas daną, a nie szukaną. Wiedzieliśmy po prostu, że cyniczni dziennikarze „SE” (bo dziennikarze po prostu byli dla nas wtedy cyniczni) dali na czołówkę trupa Milewicza, a cyniczni dziennikarze z „GW” zastąpili go tomikiem wierszy trupa Kaczmarskiego. Było to dla nas tak pewne, jak to, że kiedyś umrze Jan Paweł II i że czołówka na tę okazję we wszystkich redakcjach świata jest już od dawna złożona gdzieś na osobnym dysku. (Oba te przekonania okazać się miały prorocze, ale nasze prorokowanie uszło wtedy uwagi społeczeństwa w obliczu faktów.)

Pytaniem, którego wtedy jakoś chyba nie mieliśmy ochoty zadawać, a może po prostu nie pamiętam, jak się z nim mierzyliśmy, było pytanie-klucz: czy publikacja zdjęcia trupa Milewicza była Dobra, czy Zła (w którym to przypadku ganienie publikacji było Dobre). Chciałbym wiedzieć, co miałem wtedy do powiedzenia na ten temat. Ale, co wie każdy, kto kiedykolwiek umierał, czasu cofnąć się nie da i muszę sam, teraz, dać odpowiedź za tego żałosnego dupka, którym zapewne byłem 8 czy 9 maja 2004.

Fajną obserwację poczynił kiedyś Ziemkiewicz: w jednym, z felietonów zwrócił uwagę na tzw. „kwestionariusz Prousta” (nawiasem mówiąc zwany tak tylko dlatego, że podobno Proust odpowiadał nań więcej, niż raz; o ile mi wiadomo zresztą, Proustowi było z luźmi raczej nie po drodze i nazywanie zabawy towarzyskiej jego akurat nazwiskiem to efekt nie najlepszego marketingu). Kwestionariusz taki publikuje, a w każdym razie publikowała jako stały dział „GW” w swoim dodatku dla nie wiadomo kogo pt. Wysokie obcasy. W kwestionariuszu tym pada kretyńskie pytanie: jak chciałbyś umrzeć? Obserwacją Ziemkiewicza było to, że 100% odpowiedzi ankietowanych przez dzielne red. feministki, brzmiała: bezboleśnie, cicho, najlepiej – nie zauważywszy tego. Tak jakby nasza śmierć miała być czymś w rodzaju kradzieży samochodu, który do tego nie specjalnie lubiliśmy, a tak w ogóle to był wysoko ubezpieczony. Taki błogi stan podrywanej mężatki: oddalać tę myśl od siebie, aż w końcu będzie za późno i trzeba będzie ulec, ale przecież kto mógł przypuszczać? Tak właśnie chcemy myśleć o śmierci: wcale.

A tak się nie da z jednego prostego powodu: bo „wcale” to jedyna odpowiedź na pytanie „jak chciałbyś umrzeć”, która z pewnością i na 100% nigdy się nie spełni. Może to mocne słowa dziś, kiedy znany z gry Civilization „wielki projekt” Długowieczność jest już – podobno – bliższy niż dalszy spełnienia: to jedna z tych rzeczy, w które nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Bo szczerze mówiąc trochę mam nadzieję, że jeśli nasza wolna wola zajdzie tak daleko, to Bóg zauważy wreszcie, że pora zamykać sklepik. Ale serio mniejsza o to: nie warto mieć nadziei, że ze śmiercią „jakoś się ułoży”. Że „nie będzie nas epatować”. Dlatego dzisiaj nie mogę spać, bo po głowie chodzi mi tylko, że pismaki z „Superaka” odwaliły kawał dobrej roboty. Może przypadkiem, po prostu wrzucając fotkę na kolumnę, po przedyskutowaniu sprawy na kolegium redakcyjnym, a potem z zarządem. Może cała „ideologia”, na którą później powoływali się w tłumaczeniach jest bzdurą. Ale jedno jest ważne: gazeta – było nie było – dla mas (i obojętne, czy to znaczy „brukowiec”, czy „gazeta popularna”), wrzasnęła: MEMENTO MORI! Nie znasz dnia ani godziny, kiedy staniesz się podpunktem boskiego planu stworzenia, „Super Expressie”. Zabawne, no nie?

Śmiertelnie zabawne.

Podziel się ze światem:
  • Facebook
  • Print
  • Wykop
  • LinkedIn
  • Twitter
  • email
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • del.icio.us

9 komentarzy do wpisu 'Śmierć na winietce'.

Subskrybuj komentarze do wpisu 'Śmierć na winietce' przez RSS lub TrackBack .

  1. Piotr Smolański napisał
    śr | 08 paź 08 | 13:53

    Bodaj tego samego dnia w którym trwała ta awantura, albo gdzieś w tych okolicach, TVP nadawała pełen zachwytu reportaż z World Press Photo. Przez parę sekund wyświetlali jedno zdjęcie – czarna kobieta, naga, ujęta od pasa w górę na jakimś łózku szpitalnym, z całkowitym szokiem w twarzy, schlapana krwią od czoła po pępek.

    Jestem całkowicie pewien, że nikt nie pytał ją o zgodę na zrobienie zdjęcia. Że nikt nie pytał ją o zgodę na pokazanie jej piekła na wystawie. Że nikt nie zapytał ją o zgodę na pokazanie tego w telewizji polskiej. Że nikomu, żadnemu dziennikarzowi albo reporterowi wojennemu nie przyszło do głowy zastanowić się przy tym nad etyką i moralnością.

    Dłuższy czas po tym na onecie pojawiło się zdjęcie jakiegoś ludzkiego szkieletu w afryce. Szkielet siedział również na łóżku szpitalnym, a na pierwszym planie, idealnie ostre, leżało na tym łóżku jabłko. Piękne, czerwone jabłko, jak z reklamy firmy sadowniczej. To, że jabłko położył tam reporter, żeby mieć lepszą kompozycję nie mogło być bardziej oczywiste, zauważyli to nawet komentatorzy onetu.

    Mam dla dziennikarzy tyle szacunku, co dla przeciętnej hieny cmentarnej. Dla reporterów wojennych znacznie mniej. Dlatego ową awanturę oglądałem trochę jak człowiek mógłby oglądać właśnie hieny gryzące się w klatce.

  2. Halibutt napisał
    czw | 09 paź 08 | 11:36

    @ Pszemau: Alternatywą jest wprowadzenie zapisu cenzorskiego na wszystkich niedawno zmarłych. Etyczniej byłoby na przykład nie wydawać poezji JPII przez trzy lata od jego śmierci. Przecież to ewidentne nabijanie kabzy.
    @ Piotr Smolański: No tak, dziennikarze to hieny. O ileż lepiej byłoby nie wiedzieć co się dzieje dookoła. Nie być wystawianym na przykre widoki, nie dowiadywać się o trudnych i smutnych wydarzeniach.

  3. F. napisał
    czw | 09 paź 08 | 19:16

    @Hal: wydaje mi się, że Nurgliczowi chodziło jednak o coś innego, niż docieranie przez dziennikarzy do prawdy. Czy nawet Prawdy.

  4. Halibutt napisał
    śr | 15 paź 08 | 09:48

    @F.: Nie wiem co autor miał na myśli. Wiem co napisał. I do tego się odniosłem. A zwłaszcza do ostatnich słów o braku szacunku.

  5. Piotr Smolański napisał
    śr | 15 paź 08 | 18:35

    @Halibutt:
    Świetnie Ci idzie dyskutowanie z samym sobą. Wymyślasz sobie argumenty przeciwnika, obalasz je, jest elegancko i pięknie. Mogę się wtrącić?
    Z faktu braku szacunku dla kogoś lub czegoś nie wynika wydumany przez Ciebie postulat zlikwidowania tego kogoś, czegoś. Na swoim blogassssku regularnie jeździsz po różnych grupach społecznych – czy to znaczy, że posłałbyś je wszystkie na gałąź?

    Jasne, że dziennikarze mają swoją rolę. Podobnie jak babcie klozetowe, jak zbieracze gówna, jak płatni „ochotnicy” w eksperymentach medycznych, jak kapusie Skarbówki. To są nawet role pożyteczne, co w żadnym razie nie implikuje konieczności szanowania takiego zawodu.

    A co do owego dowiadywania się o trudnych i smutnych wydarzeniach, owego szlachetnego niesienia Prawdy i Informacji narodowi – daruj sobie, nie rozmawiasz z jedenastolatkami. Dziennikarze mają prawdę i informację dokładnie tam, gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować. Dziennikarze zainteresowani są sensacją i wynikami sprzedaży. Czysta prawda, nieskażona sensacją i/lub skandalizmem, jest, jako się rzekło, niemedialna i sprzedaje się strasznie kiepsko, więc jest też jedną z ostatnich rzeczy, jakie znajdują się w sferze zainteresowań prasy.

  6. Przemysław Bociąga napisał
    czw | 16 paź 08 | 22:32

    O jeden most za daleko: sensacja czy plotki robią sprzedaż gazet, a bez afer nie ma dziennikarstwa śledczego, bo nie opublikujesz tekstu „sprawdziliśmy konta polityków, ale były czyste”. Stąd też moralność dziennikarska – „kurka, jak nic tu nie znajdę, to cała robota pójdzie się kochać” ale informacje (nieskażone sensacją – zbiórka śmieci w okolicy, czy inne rzeczy, z których nijak nie wyciągniesz sensacji, choćbyś się spinał), mają swoje miejsce w gazetach, rzecz jasna na dalszych stronach. Uściślam, żeby odwieść tę słuszną skądinąd tezę od zarzutów ekstremizmu – bo w zarysie z tym przekonaniem się zgadzam.
    Także z tym, że komcio Halibutta dyskutuje być może z całym światem, ale w najmniejszym stopniu z tym, co napisałem. Cóż…

  7. Halibutt napisał
    pt | 17 paź 08 | 22:22

    @ Pszemau: Ależ bezpośrednio odnoszę się do Twoich rozważań na temat moralności, etyki i śmierci, wybacz lapidarność na granicy patosu. Nie polemizuję ani z Tobą ani z całym światem, po prostu zastanawiam się jaka byłaby alternatywa.
    @ Piotr Smolański: Tyle że dziennikarz to nieco szersza kategoria niż babcia klozetowa. Ja naprawdę nie wiem, choć wysilam moją łepetynę z całych sił, w jaki sposób możesz wrzucać do jednego wora wszystkich, od paparazzich Faktu, przez Wańkowicza, Arnetta i Kapuścińskiego po twórców notek informacyjnych PAPu, felietonistów i publicystów tygodników opinii. Spróbuj znaleźć ślady pogoni za sensacją we wszystkich tych kategoriach dziennikarstwa… będzie wesoło.

  8. Przemysław Bociąga napisał
    czw | 23 paź 08 | 20:52

    Ślady pogoni za sensacją u Kapuścińskiego? Wymiękam.

  9. Marta napisał
    śr | 18 mar 09 | 06:29

    :D


Zapraszam do komentowania

Przy wklejaniu długich linków uprasza się o korzystanie z tiny.pl