" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

10 lis 07
sobota

One november evening…

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o kinie

Piątek – tygodnia koniec… i początek. Tym hasłem obudziła mnie dzisiaj A. Wieczór uczciliśmy kinem i nocną (o północy) wizytą na obchodach roku katyńskiego, o których wszędzie trąbią. Niesamowite wrażenie robiła lista pomordowanych, odczytywana jak z książki telefonicznej. Właściwie lista pomordowanych jednego nazwiska – z uwagi na listopadowy nocny, zimny wiatr wytrzymaliśmy tylko Jakubowskich: Jakubowski Antoni syn Antoniego – Katyń, Jakubowski Henryk syn Alojzego – Charków, Jakubowski Henrk syn Piotra – Katyń… i tak przez kilka minut, samych Jakubowskich. Robi wrażenie, naprawdę.

Prawie przyćmiło film – Lwy za owce lub, dla fanów polskich tłumaczeń – ukryta strategia. Jeśli właśnie tyle tłumacz zrozumiał z tego filmu, to trochę mu współczuję, ale trochę i zazdroszczę wolności od mierzenia się z trudnymi tematami. Postawiłem kiedyś tezę, że, parafrazując, cała współczesna amerykańska kinematografia robiona jest przez terrorystów, dla terrorystów i o terrorystach. Trochę to nietrafiona parafraza, ale niech już jej będzie. Chodzi w skrócie o to, że współcześnie Amerykanie czy robią filmy o sadzeniu pomidorów, czy ekranizują Agathę Christie, zawsze będą one stawiały Ważne Pytania: jak daleko można się posunąć w wojnie z terroryzmem i czy Ojcowie Założyciele chcieliby, żeby ich potomstwo strzelało do Arabów.

Tym większą zasługą reżysera, którym jest Redford jest, że zamiast stawiać ważne pytania, stara się na nie odpowiedzieć, a zamiast stosować kostiumy, science-fiction czy historyczne – serwuje hic et nunc w wysokim stężeniu. Redford w mocnym, męskim filmie przypomina, że dla Amerykanina „ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek”. Wiecie, to w Polsce jeden z takich cytatów, którym sobie wielu gębę wyciera, ale Wajda prędzej zagłosuje na Kaczyńskiego, niż dopuści, żeby ktoś o tym zrobił film.

Wiele mam pod wpływem Lwów i owiec przemyśleń, wiele mam interpretacji. Jedna z nich jest jednak taka, że trzeba być dość wielkim człowiekiem, żeby tak umiejętnie dozować stronom rację. I żeby tak skutecznie pokazać, że po obu stronach wielkiego, światopoglądowego pęknięcia zdarzają się równie porządni, mocni w swoich przekonaniach i wewnętrznie uczciwi ludzie.

W co bardzo chciałbym wierzyć.

Podziel się ze światem:
  • Facebook
  • Print
  • Wykop
  • LinkedIn
  • Twitter
  • email
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • del.icio.us

2 komentarzy do wpisu 'One november evening…'.

Subskrybuj komentarze do wpisu 'One november evening…' przez RSS lub TrackBack .

  1. Kobe napisał
    pon | 12 lis 07 | 17:07

    w wyborczej fatalna recenzja. uznałem że nie idę. wnioskując z tego co piszesz wyborcza słusznie zadbała o to bym od jakich dysonansów nie cierpiał. za to ją lubię.

  2. Przemysław Bociąga napisał
    pon | 12 lis 07 | 18:29

    Ona Ciebie tez wlasnie za to, jak sadze.

    Dzieki za probe sprowokowania dyskusji na tym trupie bloga. Na pewno mu sie to przyda.


Zapraszam do komentowania

Przy wklejaniu długich linków uprasza się o korzystanie z tiny.pl