sobota
One november evening…
Piątek – tygodnia koniec… i początek. Tym hasłem obudziła mnie dzisiaj A. Wieczór uczciliśmy kinem i nocną (o północy) wizytą na obchodach roku katyńskiego, o których wszędzie trąbią. Niesamowite wrażenie robiła lista pomordowanych, odczytywana jak z książki telefonicznej. Właściwie lista pomordowanych jednego nazwiska – z uwagi na listopadowy nocny, zimny wiatr wytrzymaliśmy tylko Jakubowskich: Jakubowski Antoni syn Antoniego – Katyń, Jakubowski Henryk syn Alojzego – Charków, Jakubowski Henrk syn Piotra – Katyń… i tak przez kilka minut, samych Jakubowskich. Robi wrażenie, naprawdę.
Prawie przyćmiło film – Lwy za owce lub, dla fanów polskich tłumaczeń – ukryta strategia. Jeśli właśnie tyle tłumacz zrozumiał z tego filmu, to trochę mu współczuję, ale trochę i zazdroszczę wolności od mierzenia się z trudnymi tematami. Postawiłem kiedyś tezę, że, parafrazując, cała współczesna amerykańska kinematografia robiona jest przez terrorystów, dla terrorystów i o terrorystach. Trochę to nietrafiona parafraza, ale niech już jej będzie. Chodzi w skrócie o to, że współcześnie Amerykanie czy robią filmy o sadzeniu pomidorów, czy ekranizują Agathę Christie, zawsze będą one stawiały Ważne Pytania: jak daleko można się posunąć w wojnie z terroryzmem i czy Ojcowie Założyciele chcieliby, żeby ich potomstwo strzelało do Arabów.
Tym większą zasługą reżysera, którym jest Redford jest, że zamiast stawiać ważne pytania, stara się na nie odpowiedzieć, a zamiast stosować kostiumy, science-fiction czy historyczne – serwuje hic et nunc w wysokim stężeniu. Redford w mocnym, męskim filmie przypomina, że dla Amerykanina „ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek”. Wiecie, to w Polsce jeden z takich cytatów, którym sobie wielu gębę wyciera, ale Wajda prędzej zagłosuje na Kaczyńskiego, niż dopuści, żeby ktoś o tym zrobił film.
Wiele mam pod wpływem Lwów i owiec przemyśleń, wiele mam interpretacji. Jedna z nich jest jednak taka, że trzeba być dość wielkim człowiekiem, żeby tak umiejętnie dozować stronom rację. I żeby tak skutecznie pokazać, że po obu stronach wielkiego, światopoglądowego pęknięcia zdarzają się równie porządni, mocni w swoich przekonaniach i wewnętrznie uczciwi ludzie.
W co bardzo chciałbym wierzyć.
gmail.com 
pon | 12 lis 07 | 17:07
w wyborczej fatalna recenzja. uznałem że nie idę. wnioskując z tego co piszesz wyborcza słusznie zadbała o to bym od jakich dysonansów nie cierpiał. za to ją lubię.
pon | 12 lis 07 | 18:29
Ona Ciebie tez wlasnie za to, jak sadze.
Dzieki za probe sprowokowania dyskusji na tym trupie bloga. Na pewno mu sie to przyda.