poniedziałek
Dzień z życia miasta
Sobota, 14 kwietnia. Miasto.
1.

Widziałem w życiu kilka bitew i z zewnątrz, jako widzowi, wszystkie wydają się równie głupie. Kwestia publiczności, którą nieodmiennie bawi fizjologia i pokazywanie dupy przeciwnikom. Ale wierzcie mi, kiedy ten autentyczny Rosjanin z rosyjskiego reenactmentu zaczął przez mikrofon wykrzykiwać do polskich powstańców „Poliaki! U was niet szans!” (czy jakoś tam), odczułem coś nowego przy obserwacji imprez historycznych. Konkretnie miałem ochotę opuścić trybunę dla prasy i wywalić mu z nikona w zęby.
„Jedna z wielkich zalet brytyjskiego reenactmentu jest taka, że możesz strzelać do prawdziwych Szkotów” – jak to powiedział, emigrując, N.
2.

- No więc: kto i dlaczego? – zapytałem pana Macieja, stawiającego to odważne pytanie pod pałacem prezydenckim d. namiestnikowskim.
- Ziobro. Seryjny morderca – odpowiedział wprost.
Wielu przechodniów badawczo obserwowało pikietę dwóch panów w centrum stolicy. Ciekawe, czy znaleźli dziesięć różnic między nami dwoma.
3.

- Who’s fault was that? – zapytała właścicielka ręki, którą uważni dostrzegą na tym zdjęciu między autem a asfaltem. A ja znowu pomyślałem sobie, że dawanie babom praw jazdy to objaw zdecydowanie za dużej uległości wobec sufrażystek.
Kiedy tylko usłyszałem huk, odwróciłem się i zobaczyłem lecący na burtę samochód. – Rzucać się na pomoc, czy robić zdjęcie? – pomyślałem. W porę jednak przypomniałem sobie, że na udzielenie pierwszej pomocy mam cztery i pół minuty. Zdążę.
Tyle na temat etyki dziennikarskiej. Na szczęście pierwsza pomoc okazała się niepotrzebna.
gmail.com 