" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

21 lut 07
środa

Lwów, luty 2007

Napisał Przemysław Bociąga Zdjęcia robię też, w podróży

Moja, jeśli wyliczenia są dokładne, jedenasta wizyta w Raju Utraconym.

Na Wschodzie zmiany niewielkie: Moja dawna obserwacja, że najbardziej ugruntowaną tezą Lenina jest, że „w komunizmie kucharka powinna rządzić państwem”, dalej znajduje potwierdzenie w moim codziennym doświadczeniu. Ale ultrawylansowane (zgodnie z zasadą, że na Wschodzie bieguny są takie same, tylko większa pustka między nimi; tym dobitniej widać i nędzę, i przepych) sushi-bary przy Prospekcie Svobody (pol. Wały Hetmańskie) wymagają baczniejszej uwagi następnym razem. Chociaż pewnie snobizm wschodni jeszcze nie dorósł do serwowania pierogów w takich miejscach, a bez varenykiv we Lwowie trudno mi ostatnio żyć.

Potwierdza się moja wersja, że „jadaj tam, gdzie tubylcy” oznacza zawsze McDonalda. Na ukrainie ta franczyzowa demokracja serwowała właśnie włoskie menu z McCiabattą (z plasteliny, autentycznie), ale za to herbatę można wybrać spośród: czarnej, cytrynowej, mięty i greya. I co, czy to nie mówi o Ukrainie równie dobitnie, jak czeburiek i setka wódki z ulicznej budy?

I jeszcze zdanie o tym, kogo zaskoczyła zima: we Lwowie studenci i licealiści jeżdżą do szkoły na biegówkach.

A teraz foty.

image001.jpg

image004.jpg

image005.jpg

image025.jpg

image024.jpg

image022.jpg

image026.jpg

image013.jpg

image015.jpg

image009.jpg

Podziel się ze światem:
  • Facebook
  • Print
  • Wykop
  • LinkedIn
  • Twitter
  • email
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • del.icio.us

5 komentarzy do wpisu 'Lwów, luty 2007'.

Subskrybuj komentarze do wpisu 'Lwów, luty 2007' przez RSS lub TrackBack .

  1. Krzyś napisał
    czw | 22 lut 07 | 11:47

    Prawdziwy raj. Nie dość że warienki, herbaty wszelakie (tylko osełedec psuje statystykę ;) ), to jeszcze biegówki. Zazdroszczę… Przemku, co to za jasny kościół na ostatnim zdjęciu?
    Pozdrawiam z mojego małego śląskiego raju,
    Krzyś

    P.S. Moda Ukrainek jak zawsze poraza… Zaraz pokażę Basi. A przy okazji – widziałeś te plakaty „Przeklinanie robi z ciebie Moskala” itp.? W dzisiejszej Rzepie piszą o tym.

  2. Przemysław Bociąga napisał
    czw | 22 lut 07 | 12:44

    Plakatów nie widziałem, ale widziałem liczne tiszerty z napisami „Diakuju Tobi, Boże, szczo ja ne Moskal” albo z wizerunkiem Tarasu Szewczenki i cytatem zeń: „Kochajties’, cziornobriwi, ta ne z Moskalami”. Ale dzisiejszą Rzepę mam (dzień jak codzień), więc się przyjrzę.

    Ten jasny kościół na ostatnim zdjęciu to wnętrze św. Elżbiety, arch. Teodor Talowski (Wiedeń – Kraków – Lwów), chyba około 1911, czyli dość późny. Z zewnątrz wyraźnie negotycki (http://tiny.pl/c75d), widoczny podczas pieszego spaceru z centrum w kierunku dworca, jak również podczas wyjeżdżania autobusem w kierunku Szegini/Medyki. Do środka udało się wejść, chociaż z zewnątrz wygląda na zabezpieczoną przed zrujnowaniem ruinę. A w środku – taka jasność.

  3. Krzyś napisał
    czw | 01 mar 07 | 16:51

    O „czarnobrewach” też czytałem, nie wiem czy nie w rzeczonej RZ. Ale swego czasu widziałem fajną koszulkę z „buźką” z osełedcem (nie o śledzia mi chodzi… ;) ) i napisaem „don’t worry – be Ukrainian”.

    A kościół św Elżbiety kojarzę. Ja natomiast w czasie oststniego pobytu miałem okazję przechodzić koło kościoła św Piotra i Pawła (to już chyba na Łyczakowie). NIestety, za każdym razem trwało tam nabożeństwo, i nie chcieliśmy zaglądać.
    Teraz mi się szykuje wyjazd z pracy – na Kamieniec i Chcoim, ale jeszcze nie wiem, czy partycypował w nim będę. Choć fajnie byłoby to znów zobaczyć.
    Pozdrawiam serdecznie!
    Krzys

    P.S. Basia mi napisała, że ponoć na naszą „exhibition” zamiarujesz zdążyć. Bedzie nam bardzo miło, a może uda się i oprowadzić tak zacnego gościa.

  4. kk napisał
    nie | 23 gru 07 | 21:54

    twoja teza co do jedzenie tam gdzie tybylcy w tym przypadku MC Donald nie jest prawda tubylcy sie tam stoluja w bardzo malych ilosciach widze ze nie znasz lwowa i malych knajpek w calym miescie a nie tylko kolo rynku!!

  5. Przemysław Bociąga napisał
    czw | 03 sty 08 | 21:05

    Racja. Pisałem notkę na postawie wikipedii, zdjęcia pożyczyłem od kumpla, a główną tezą tekstu było „wszyscy Ukraińcy jadają w McDonaldzie”. Życzę dalszego błogiego samopoczucia.

    pozdrawiam
    autor


Zapraszam do komentowania

Przy wklejaniu długich linków uprasza się o korzystanie z tiny.pl