" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

23 lut 07
piątek

Niezły skansen!

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku, o mediach

Jeszcze tylko przez chwilę u Ewy Drzyzgi w TVN można zobaczyć autentycznych ludzi, którzy czekali z seksem do ślubu! Takich mirabiliów nie było w telewizyjnym cyrku od czasu kobiety z wąsami, dwumetrowca i karłów-bliźniaków!

21 lut 07
środa

Lwów, luty 2007

Napisał Przemysław Bociąga w podróży, Zdjęcia robię też

Moja, jeśli wyliczenia są dokładne, jedenasta wizyta w Raju Utraconym.

Na Wschodzie zmiany niewielkie: Moja dawna obserwacja, że najbardziej ugruntowaną tezą Lenina jest, że „w komunizmie kucharka powinna rządzić państwem”, dalej znajduje potwierdzenie w moim codziennym doświadczeniu. Ale ultrawylansowane (zgodnie z zasadą, że na Wschodzie bieguny są takie same, tylko większa pustka między nimi; tym dobitniej widać i nędzę, i przepych) sushi-bary przy Prospekcie Svobody (pol. Wały Hetmańskie) wymagają baczniejszej uwagi następnym razem. Chociaż pewnie snobizm wschodni jeszcze nie dorósł do serwowania pierogów w takich miejscach, a bez varenykiv we Lwowie trudno mi ostatnio żyć.

Potwierdza się moja wersja, że „jadaj tam, gdzie tubylcy” oznacza zawsze McDonalda. Na ukrainie ta franczyzowa demokracja serwowała właśnie włoskie menu z McCiabattą (z plasteliny, autentycznie), ale za to herbatę można wybrać spośród: czarnej, cytrynowej, mięty i greya. I co, czy to nie mówi o Ukrainie równie dobitnie, jak czeburiek i setka wódki z ulicznej budy?

I jeszcze zdanie o tym, kogo zaskoczyła zima: we Lwowie studenci i licealiści jeżdżą do szkoły na biegówkach.

A teraz foty.

image001.jpg

(dalej…)

14 lut 07
środa

Sztuka i inne pierdoły…

Napisał Przemysław Bociąga o sztuce

Wczorajsza Rzepa, 2. strona, wywiad z Joanną Rajkowską, „artystką” (istotę cudzysłowu wyjaśnię zaraz), autorką palmy na rondzie de Gaulle’a w Warszawie.

Palmę znają wszyscy. Zrosła się z pejzażem miejskim stanowiąc bardzo przyjemną szczyptę absurdu w miejscu, którego sam klimat wywołuje w człowieku chęć przyspieszenia kroku i zrobienia Czegoś Ważnego oraz wywołania wrażenia Człowieka Zapracowanego. Takie przynajmniej, być może, były założenia.

(dalej…)

06 lut 07
wtorek

Myśli przeczesane

Napisał Przemysław Bociąga o Człowieku

Sekularyzacja: kiedy hagiografia staje się wariografią.

06 lut 07
wtorek

Lewe oczko misia-Rysia…

Napisał Przemysław Bociąga o Autorytetach, o kinie, o mediach

W moim parafialnym multipleksie, gdzie dziś wreszcie obejrzałem fenomenalną „Królowę” Frearsa, zostałem zaproszony (drogą plakatu) na pokaz przedpremierowy kultowego filmu Ryś Stanisława Tyma. Pamiętacie scenę z reglamentacją czekolady w Roku 1984? Racje czekolady obniżono pewnego dnia bodaj z 19 do 16 g. Następnego dnia teleekrany podały, że oto wspaniałomyślna Oceania podwyższa racje czekolady… z 14 do 16 g. A Winston Smith stał pośrodku tego wszystkiego i patrzył, czy ktokolwiek z przechodniów choć zauważy ten fakt. Jak to się robi, żeby film był kultowy, zanim pokaże się go publicznie? Czy też, że przeformułuję pytanie, kto go tym kultem otacza, skoro nie publiczność?
Wróciłem do domu i odebrałem pocztę. Zaproszenie na maraton filmowy: noc misia i Rysia. Supergwiazdą z okładki Filmu jest siedemdziesięcioletni, łysy i krzaczastobrwisty wzór centrolewego intelektualisty. Rzepa „krótkiem” na pierwszej stronie anonsowała ostatnio, że Tym z Kayah… nagrali piosenkę do filmu.

Masakra – rzekłem do Agnieszki. – Masz pojęcie, ile oni wydali na promocję tego filmu? Ale zaraz poprawiłem się: – obawiam się, że mniej niż na to wygląda.

Moim skromnym zdaniem na tym filmie nie zawiodą się tylko dwie grupy osób: kompletnie bezmyślni i ci, którzy nie wierzą weń od początku. Z wyżej wymienionych dwóch grup należę przynajmniej do jednej.

tym.jpg