środa
Reklama dźwignią nakładu
Stara mądrość branży PR głosi, że reklama, by być skuteczna, powinna wywoływać w odbiorcy szok:
Co czwartek w Gazecie Wyborczej czytamy papieża.
Teraz większa tubka. 25% wazeliny gratis.

(rroarra nie kumasz?)
" />
Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa
dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine
Stara mądrość branży PR głosi, że reklama, by być skuteczna, powinna wywoływać w odbiorcy szok:
Co czwartek w Gazecie Wyborczej czytamy papieża.
Teraz większa tubka. 25% wazeliny gratis.

(rroarra nie kumasz?)
Z cyklu: uroki prasy
W świetle źródeł historycznych, żyjący w latach 1431-1476 władca Wołoszczyzny Vlad III Tepes (Palownik) nie był wampirem (podkr. w oryginale), a praktykowane przez niego wbijanie opornych bojarów i tureckich jeńców na pal nie odbiegało od standardów epoki. Podano za serwisem internetowym świetnego wydawnictwa przewodnikowego Bezdroża.
Przypomina mi to zabawny żart z naszego podwórka: przegląd prasy w lokalnej gazetce klasy „powielacz”: Kiedy wybuchła druga wojna światowa, nie było mnie jeszcze na świecie – pisze redaktor naczelna Kuriera Wiadomego Maria O., rozwiewając tym samym wszelkie wątpliwości. Nazwiska starych wyjadaczek branży oraz nazwy miejscowe zostały utajnione.
Znowu musiałem się ostatnio tłumaczyć z przyczyn mojego szacunku inaczej wobec Owsiaka i jego powrzaskiwań. Zapomniałem zresztą kupić kilku gazet wczoraj, żeby sprawdzić, kto co i dlaczego wyłącznie dobrze pisze o moim drugim ulubionym lewackim jąkale. Szkoda. Ale w tym roku, kiedy Michnikowszczyzna już nie rządzi za to sprzedaje się w księgarniach, mam poszerzoną koncepcję.
O tym, jak dobrze być poetą, podobać się kobietom przekonał się niejednokrotnie kameruński uchodźca, poeta i obrońca praw człowieka Simon Mol. Dzisiejsza Rzeczpospolita podaje na A1: zarażał niebędące tego świadome (sic!) partnerki wirusem, stale rośnie liczba kobiet, które chcą wykonać anonimowy test. Tylko niektóre przyznają, że znały Kameruńczyka. Od piątku przynajmniej u kilku kobiet test wypadł pozytywnie: zostały zarażone HIV.
Wirus, którego nosicielem jest Simon Mol, dla Europejczyków jest wyjątkowo agresywny. (…) Kobiety, które dowiedziały się o zarażeniu, przeżywają szok. – Musieliśmy przerywać przesłuchanie jednej z nich, bo miała napady płaczu i histerycznego śmiechu – dodaje policjant [nadkom. Marek Siewert, zastępca komendanta żoliborskiej komendy, który nadzorował śledztwo]. Policja sprawdza informacje o 18 innych kobietach.
Podczas przesłuchań Mol nie przyznał się do winy. Był uśmiechnięty i odprężony. (…) Z ustaleń „Rz” wynika, że polskie władze od siedmiu lat wiedziały, że Mol jest nosicielem wirusa HIV. Ale prawo nie daje żadnych możliwości zmuszenia chorego do leczenia ani tym bardziej poinformowania o nosicielu wirusa ludzi, z którymi się styka.
Pytania do tekstu:
1. Jak kameruńscy poeci i bojownicy rozumieją Prawa Człowieka?
2. Czy chodzi o to, że czarni mają dłuższego, czy o stare prawo, że laski lecą na lewaków?
Cóż, jako publicysta blogowy, czuję się w obowiązku ostrzec społeczeństwo:
Przypomina się, że chodzenie do łóżka z czarnymi niepewnego pochodzenia może być przyczyną wielu groźnych chorób!
Mój ulubiony fragment z podania o przyznanie wizy do USA:
Czy ubiega się Pan/Pani o wjazd do Stanów Zjednoczonych, aby zajmować się działalnoscią wywrotową, terrorystyczną lub naruszajacą przepisy kontroli eksportu, bądź jakąkolwiek inną działalnoscią sprzeczną z prawem? Czy jest Pan/Pani członkiem lub przedstawicielem organizacji uznawanej obecnie przez Sekretarza Stanu USA za terrorystyczną? Czy kiedykolwiek uczestniczył/a Pan/Pani w prześladowaniach prowadzonych przez nazistowski rzad Niemiec; lub czy kiedykolwiek uczestniczył/a Pan/Pani w ludobojstwie?
[ ] TAK
[ ] NIE
Cóż by tu napisać o Marii Antoninie, żeby nie być banalnym? Skoro Dana Stevens słusznie już napisała, że to film o niczym prócz koronek i puddingu, że, zacytuję: Coppola goes an amazingly far way in nothing but setting a mood oraz że film jest oparty na biografii, która twierdzi, że Maria Antonina nigdy nikomu nie kazała jeść ciastek. Tylko jeśli cała postać pokazana jest tak, jakby to rzeczywiście było w jej stylu, to co to za różnica?
Zamiast tego koszmarnie nudna anegdota i wynikająca z niej refleksja o kinie.

gmail.com 