poniedziałek
Pancerne staniki, doklejone siusiaki i prawdziwa miłość
Nocna, zaległa prasówka: Rzeczpospolita, 27 listopada. Historyk sztuki Tadeusz Różewicz mówi w wywiadzie (!): „…sztuki piękne, które brzydną na naszych oczach.”
Zabawne. Uważam, że nauczyłem się czytać, rozumieć i nawet doceniać sztukę współczesną. Mój osobisty kontakt ze zmaganiami artystycznymi (możecie się śmiać) pozwolił mi dotknąć trochę tych problemów osobiście, przez co zaczynam jakby powoli chwytać, o co w tym wszystkim chodzi. Nie kocham kutasa na krzyżu (równoramiennym!) Nieznalskiej, ale dużo bardziej nie kocham tego pobłażliwego półuśmieszku ćwierćinteligentów, z jakim mówią o tym, co się dzieje w Zachęcie, a czego nawet przez ćwierć sekundy nie próbowali zrozumieć. I jeszcze sztandaru miłośników Luisa Royo, że „sztuka powinna się bronić sama”.
I nagle ten Różewicz. I nagle wszystko zmienia perspektywę: no bo jak? Kozyra z doklejonym fiutem contra Zaślubiny Arnolfinich?
Słabo sobie z tym radzę…
gmail.com 
pon | 11 gru 06 | 10:29
Chyba zbyt mocno przywiązałeś się, Przemku, do przekonania, że nie może być humbugiem i szalbierstwem coś, za czym stoją, po pierwsze, wielkie pieniądze, po drugie zaś – cały świat sztuki – historycy tejże, krytycy, kuratorzy wystaw, artyści, pisma.
Wszystko – tylko widzów brak. A jak pisał Junger – wątek konia Kaliguli, obdarzonego senatorską godnością, nieustannie pojawia się w historii ludzkości.
Zdziwiony jestem natomiast, że Twoim przekonaniem co do wartości tejże mógł poruszyć Różewicz. Już prędzej spodziewałbym się, że „nawrócenie” Kuspita na Starych Mistrzów może zrobić na Tobie wrażenie.
Chciałem ci zacytować Sandora Maraiego, który jest bez wątpienia jednym z największych intelektualistów i świadków dwudziestego wieku a przy tym – dla mnie – wzorem, jak powinno się pisać o sztuce, ale nie umiem znaleźć tego fragmentu w maraiowskim „Dzienniku” – mogę Cię więc tylko zapewnić, że Marai na niewątpliwą degenerację sztuki nie zareagował bynajmniej rechotem; raczej gorzką refleksją.
Zgadzam się z Tobą, że rechot jest irytujący, jak każdy rechot zresztą. Obawiam się jednak, że zachowuje on pewną zdrową, prostą intuicję na temat istotnej wartości kutasów na krzyżu, którą to intuicję bardzo łatwo utracić, a szkoda, bo jest ona pewnym narzędziem poznawczym.
Zgadzam się również, iż jest ten rechot, najczęściej, zwykłą reakcją stadną i jako taki, nie ma szczególnej wartości w dyskusji – nie mniej jednak, reakcją stadną jest również automatyczne posługiwanie się funkcjonalną definicją sztuki.
PS. Zgadzam się również, że Royo to bolesna pomyłka, co do Arnolfinich natomiast: czy zdajesz sobie sprawę, że obraz ten to tylko pretekst? Udowodnił to Aleksander Dugin, bodajże, twierdząc, że dziełko to jest jedynie proroctwem nadejścia Awatara, jakim jest Władimir Władimirowicz Putin. Wystarczy popatrzeć, aby ulec sile tego twierdzenia.
pon | 11 gru 06 | 14:04
Mistyczne zaślubiny Putina z mateczką Rosją? Dobre, podoba misie.
Co do wartości obserwacji Różewicza, to tylko był taki mały żwirek, który poruszył muchomo… ekhm, lawinę gorzkich obserwacji. Problem jednak polega na tym, że ja bynajmniej nie podzielam goryczy przekonania o kompletnym upadku sztuki. Sztukę dawną obserwujemy po filtracji: zostały najlepsze dzieła, reszta albo niezadbana uległa zniszczeniu, albo krytycy chronią nas przed nią. Natomiast sztukę współczesną oglądamy w procesie tworzenia – za pięćdziesiąt lat znowu odfiltrują się ciekawe rzeczy i będzie się na to przyjemnie i refleksyjnie patrzyło.
I jeszcze jedno: jeśli sztuka umarła, to kiedy? Ja osobiście, gdybym miał odpowiedzieć na postawione w ten sposób pytanie, podałbym datę: 1968. Śmierć Duchampa, to przede wszystkim. Najlepsze chwile pop-artu za nami. Na progu konceptualizmu i czegoś, co Zachęta, dość niezręcznie, określiła ostatnio jako performatywność, a co jest raczej „performance’owością”. I chyba jednocześnie – ale tego nie jestem pewien – początek końca czasów, kiedy popularne pisemka dla ludu – Vogue czy Harper’s Bazaar, były parnasem artystów ilustratorów, artystów fotografów, artystów typografów.
pon | 03 mar 08 | 13:17
ja też mam sisiaka !