piątek
Rejtan nie-Pipidówa
Piątek. Ostatnia sesja rady gminy w miejscowości, której pseudonim na tym blogu budzi powszechne kontrowersje. Naczytałem się na swój temat (byłem osobiście tematem numeru w czterostronicowej gazetce typu „samizdat”, o której nawet nie wiedziałem), napatrzyłem się na radę. Kilka osób się uśmiechnęło z sympatią, parę skrzywiło. Powszechnym można nazwać zainteresowanie, z kim trzymamy.
Okazuje się, że opublikowałem z góry przeprosiny za coś, co oburzyło wicewójta. W omawianym artykule podpisał się nazwiskiem, zacytował co ciekawsze fragmenty najpoczytniejszego jak dotąd artykułu na tej stronie. Zapowiedział spotkanie w sądzie. Jeśli dobrze rozumiem, jego walka toczy się o dobre imię gminy, którą nazywam tu Pipidówem. Pipidów vice-wójta obraża. Oto zarzut.
- Nie martw się, – mówi mi wczoraj M., przyjaciel – specjalnie dla ciebie zająłem się bliżej prawem prasowym. Mam już nawet trzy wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na twoją korzyść.
Nawet nie wiem, czy się martwię. Ktoś podaje mnie do sądu o to, że nazywam jego miejscowość Pipidówem. O to, że grożę mu przegraną w wyborach samorządowych. Nie podając nazwisk ani nazw miejscowych. Jeśli dobrze rozumiem ten akapit – cytuję z pamięci – to na swoim prywatnym blogu pan Przemysław Bociąga ujawnia nam, jakie właściwie cele przyświecają Pulsowi. A co, Panie Vice, jeśli źle pan rozumie? Co, jeśli ja serio (serio serio!) nie dostałem nigdy wytycznych, z kim mam trzymać jako dziennikarz Pulsu? Ja cierpię – nazywają mnie dziwką, a nawet nie wiem, z kim mam się puszczać.
Mam codziennie kilka nowych odwiedzin z Gugla, wszystkie z miejscowości, której określanie przeze mnie tak Pana martwi. Za każdym razem zapytania do Gugla brzmią: „przemysław bociąga”, „bociąga blog”, „pipidowskie przepychanki”. Mam też więcej stałych czytelników, niż przed publikacją w Kuryerze. Mam nadzieję, że jest Pan wśród nich, czekając na moje kolejne „nieetyczne zachowania”, które można by rozdmuchać do skali kryminalnej. Proszę więc powiedzieć mi, Panie Vice,a może też Panie Wójcie, czy będziemy toczyć ten wielki bój, póki nie rozbrzmią trąby Sądu Ostatecznego? Kiedy już 12 listopada przyjdzie się przypadkiem pożegnać ze stanowiskiem, któż z pańskich kontrkandydatów opisze Pańskie heroiczne boje o honor nie-pipidówa, kiedy zda Pan władzę również w Kuryerze? Może Puls? W końcu, jesteśmy wam dłużni trzy strony za reklamę w październikowym wydaniu.
Jeśli więc potrzebuje Pan tej wielkiej satysfakcji (nie śmiem zasugerować, że potrzebuje jej pan w ciągu dwudziestu dni, jeszcze przed ciszą wyborczą), proszę przyjąć, że przeprosiny wymusił na mnie Pan. Jest to oczywiście nieprawda – są one sprzed kilku dni, a Pański „list otwarty” przeczytałem dzisiaj. Ale niech będzie, jeśli musi – to ja krzyknąłem „Kasjer dupa!”.
Tę właśnie piosenkę K. zupełnie słusznie nuci już od kilku dni.
gmail.com 
pon | 30 paź 06 | 21:55
Dorwalem dzis nowy numer „Kurieru Pipidowskiego”. Ale jaja. Trzymam kciuki za Ciebie, kupa smiechu patrzec jak te cwoki z RG sie zoladkuja na lamach swojego pisemka
rock on \m/
śr | 01 lis 06 | 21:01
Gdzie można dostać ów Kuryer? :)
czw | 02 lis 06 | 01:22
We gminie. Wyimki posiadamy.