" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

26 wrz 06
wtorek

Sztuka zapominania zwycięstw

Napisał Przemysław Bociąga o historii, o tzw. społeczeństwie

Paradoksem jest, że jedyne wygrane polskie powstanie jest zarazem najmniej pamiętane – obwieszcza Rzepa z zeszłej środy na stronie A2 (sygn. map). Wydaje mi się, że jest to nie tyle paradoks, ile oksymoron: pozorna sprzeczność, w istocie w wielu przypadkach – jak i w tym – dająca się, po namyśle, pogodzić.

Polonia.jpg

Moja nauczycielka historii z liceum (jedna z tych, że jeśli coś wiesz, to wiesz właśnie od nich) wspominała nam przy okazji Powstania Styczniowego o jednym z generałów tegoż. W liceum pasjonowały mnie trochę inne rzeczy, niż nauka, więc tylko strzelać mogę, że chodzi o Hauke-Bosaka – w każdym razie rzecz dotyczy jednego z funkcjonariuszy Powstania, który miał czelność nie dość, że nie zginąć, to jeszcze – o zgrozo! – świetnie prosperować, założywszy firmę produkującą damską bieliznę. Jakże to tak?

I w ogóle, co to za powstanie – wygrane? Zupełnie serio uważam, że Polacy, gdyby tak zrobić badania, odpowiedzieliby, że powstanie w definicji ma coś takiego przegranego w romantyczny zresztą sposób. Że powstanie do tego służy: do podtrzymywania romantycznych mitów, zapełniania rejestrów moralnych zwycięstw, utwierdzania się w przekonaniu o etycznej wyższości nad okrutnymi zaborcami. Stara przyśpiewka powstańcza głosi: Obok orła znak pogoni – poszli nasi w bój bez broni, więc jak tu się dziwić, że później „bard” śpiewać musi, że są ludy, co dojrzały do śmierci/ z rąk ludów niedojrzałych do życia…?

Może jestem banalny, ale zupełnie serio zastanawiam się, czy to nie jest najbardziej nasze na świecie, to urocze poczucie klęski. Nas przecież do unii nie przyjmą, a jak przyjmą, to unia i tak nie da. A jak da, to i tak rozkradną. A jak nie rozkradną, to może i zbudują, ale przecież i tak od razu runie. Więc po co mamy wywalczać tę niepodległość? Historia jak z sekatorem sąsiada – i vice versa, kawał o sekatorze sąsiada jest równie stary, jak polska historia. Może koresponduje to nawet trochę z moim ulubionym „My, Polacy”.

„My, Polacy” to ulubiony początek wypowiedzi wszelkiej maści polskich patriotów, którzy tak ten swój kraj kochają, że szczerze nienawidzą jego mieszkańców. Jest w tym pewna logika: codzienne obcowanie z Polakami musi być przeszkodą na drodze do sublimacji Polskości. Przykładowo, ktoś wyrzuca peta na ulicę. Podchodzi patriota:
- I dlaczego pan zaśmieca ten biedny, znękany kraj? Prpana, takie chamstwo, to tylko w Polsce jest możliwe! To tylko my, Polacy, tak niszczyć potrafimy swą biedną, umęczoną matkę-ojczyznę!
I dalej w tym tonie – scena jak z Koterskiego. Strasznie mnie to zawsze bawi, ale teraz myślę, że zgrubsza o to chodzi. Polska jest krajem tak pięknym, taką ziemią obiecaną, że my, Polacy, nigdy na nią nie zasłużymy, póki nie będziemy jako anioły. Cała logika tego – przepraszam za wyrażenie – dyskursu pojawia się dopiero na wyższym poziomie mesjanizmu spekulatywnego.

Albumowi Powstanie Wielkopolskie (Warszawa 2006) nie wróżę więc wielkiego sukcesu komercyjnego, choć oczywiście życzę jak najlepiej.

Ludzie, kto to słyszał tak wygrywać powstania?

Podziel się ze światem:
  • Facebook
  • Print
  • Wykop
  • LinkedIn
  • Twitter
  • email
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • del.icio.us

3 komentarzy do wpisu 'Sztuka zapominania zwycięstw'.

Subskrybuj komentarze do wpisu 'Sztuka zapominania zwycięstw' przez RSS lub TrackBack .

  1. hal9001 napisał
    wt | 03 paź 06 | 19:44

    Nie jedyne. Było jeszcze powstanie sejneńskie, ale tego już się w ogóle nie wspomina, bo nie jest PC. I nie, nie chodzi mi o to co wszystkim czyli o Porozumienie Centrum.

  2. Przemysław Bociąga napisał
    wt | 03 paź 06 | 20:01

    A czy gen. Zeligauskas nie zrobił czasem udanego powstania Litwy Środkowej?

  3. hal9001 napisał
    wt | 24 paź 06 | 09:03

    No, to akurat trudno nazwać powstaniem. Ofiar po obu stronach było zdaje się 12, z czego 10 to samobójstwa oficerów, a 2 – wypadki przy pracy. Sejneńskie z resztą też było cokolwiek mało krwawe. Pamiętam z jednego z pamiętników opis „bitwy” w okolicach miejscowości Augustavas. Litwini otworzyli ogień do naszych, nasi wywiesili białą flagę i się zatrzymali. Do linii litewskich podjechał na białym koniu francuski oficer, zwrócił im uwagę że linia Focha, na której powinni się okopać, jest kilometr dalej. Więc Litwini przeprosili – i cofnęli się gdzie trzeba. Ofiary – jedna złamana ręka.


Zapraszam do komentowania

Przy wklejaniu długich linków uprasza się o korzystanie z tiny.pl