poniedziałek
United after 9/11
Z początku miałem napisać tylko tyle: Pragnę uspokoić wszystkich fanów pojednania z islamem na jego warunkach i orędowników tezy, że to religia miłości, a nie terroryzmu. Niech śpią spokojnie, bo „United 93″ Greengrassa pokazuje islam zgodnie z prawdą, jako religię popaprańców, dążących do mordu wszystkiego, co żyje i sprzeciwia się ich wierze, dążących do opanowania świata przez ich chore „ideały”. A zatem – w zasadzie zainteresowanych bezinteresownym mordem. Resztę impresji po tym filmie napisała już śp. wściekła i dumna Oriana Falacci, zapewne nawet go nie widząc.
Miałem poprzestać na takiej notce, ale jednak się nie powstrzymam.

Pięć lat po tym, co spotkało USA, a także nas wszystkich (któż zaprzeczy?), w zasadzie każdy patos jestem w stanie usprawiedliwić. Należy im się. Należy się pomnik strażakom, odbudowany wieżowiec, współczucie dla rodzin ofiar, last but not least, modlitwa za duszę tych ostatnich (chrześcijańska modlitwa za zmarłych to doskonała odpowiedź na islamską modlitwę o zmarłych). Ale film Greengrassa nie jest patetyczny amerykańskim patosem łopoczących flag. Jak mi się zdaje, reżyser-scenarzysta kocha USA tą samą miłością obcokrajowca, którą zadeklarowała Falacci we Wściekłości i dumie. Miłością wynikającą z podziwu dla rzeczy wielkich, tak wielkich, że trudno pojąć je jako dzieło ludzkie. Film jest próbą ukazania wszystkich aspektów życia Stanów, które mogą stanowić tło historii. Stara się wytłumaczyć wszystko i świetnie mu idzie. Ludzie na lotnisku, rozmawiający w różnych językach, z różnymi akcentami. Zawsze mili dla siebie – wiele osób wskazuje to jako cechę amerykanów. Gotowi podjąć zbiorowy wysiłek, żeby zrobić coś dla – to już będzie na pewno patetyczne – społeczeństwa.
Nie jest to zupełnie film o tym, co się na pewno na pokładzie zdarzyło, czyli o buncie przeciw terrorystom i próbie przejęcia samolotu. Wbrew temu, jak go zapowiadano, ten zbiorowy fizyczny wysiłek odwagi i solidarności nie gra tam głównej roli, jak to ma miejsce w innych, podobnych obrazach. Za to bardzo, bardzo pomaga zrozumieć wszystko, co się zdarzyło jedenastego września w Ameryce. Do tego stopnia, że slogan innego filmu, „World Trade Center”, staje się zrozumiały: „Dzień, kiedy poznaliśmy strach”.
Nie zepsuję chyba nikomu zakończenia; każdy, kto dziś już umie czytać, pamięta jeszcze tę historię: United 93 nie doleciał do celu, ale nie wylądował szczęśliwie. Przed wizytą w kinie polecam przypomnieć sobie ostatnie akapity książki Burgessa Rok 1985. Oczywiście polecam całą książkę, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Czasem żałuję, że życie musi być ceną za piękną śmierć. Ale to chyba uczciwa zapłata.
gmail.com 
czw | 22 paź 09 | 12:22
chory jestes na nienawisc do islamu
czw | 22 paź 09 | 16:41
Powiedziałbym, że jest zdrowy na nienawiść do Islamu.