" />

z sufitu

Obawiam się adwokatów i ich echa – dziennika,
będącego tylko słowem,
którego brzmienie trwa dwadzieścia cztery godziny:
oto tyrani zagrażający nam dzisiaj.
- Astolphe de Coustine

09 sie 06
środa

Prawie jak społeczeństwo

Napisał Przemysław Bociąga o tzw. społeczeństwie

O ostatniej powodzi na moim podwórku donosił nawet Onet – stamtąd się zresztą dowiedziałem, siedząc wygodnie, bezpieczny, na ósmym piętrze krakowskiego bloku. Gwoli ścisłości – z Onetu można wyczytać, że mój dom znalazł się mniej więcej pod wodą za każdym razem, kiedy serwis donosi: „Intensywne opady deszczu w Warszawie” – sprawa jest pewna i przesądzona.

rain_cloud.gif

Dziś znowu pada, a ja jestem na miejscu i gorzko myślę o współobywatelach. Socjologia to w ogóle taka dziedzina życia, którą najskuteczniej uprawia się machając łopatą, biegając z wiadrem, czy coś w tym stylu (tak, jak etnologię Europy najlepiej uprawia się przy samogonie). Wtedy rozważania o społeczeństwie, jego wartości, poprawności zachowań i całokształcie kultury pożycia nabierają nowego wymiaru. Taki zbiorowy trud jest soczewką do obserwacji współczesnej kultury życia społecznego w jednym z jej najważniejszych wymiarów, tak przynajmniej sądzę: chodzi o wymiar sąsiedzki.

Nie jest tajemnicą, że na tzw. Zachodzie nie robi się wyborów samorządowych przy okazji prezydenckich, ale odwrotnie – to do wyboru szefa państwa zachęca przekaz: „skreśl krzyżyk przy okazji głosowania na wójta, co ci szkodzi”. Nie można tego oczywiście przyjmować za dobrą monetę w całej rozciągłości – oznaczałoby bowiem, że MPO jest ważniejszą instytucją czyszczącą ze śmieci, niż IPN – a to nieprawda. Faktem natomiast jest, że prawdziwe życie nowoczesnego państwa (używam słowa „nowoczesny” niezwyczajnie, w pozytywnym znaczeniu), to właśnie stosunki między sąsiadami. Moi ten egzamin oblali.

Z hektolitrowej kałuży na ulicy woda spływa przez szczeliny w bramie na podwórko, skąd wędruje, gdzie się da, zalewając piwnice. Na to nic nie poradzimy – ilekroć chmura obrywa się (słowami Gałczyńskiego)/No i co dalej? — Potop! Taki układ terenu, praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb. Fajnie by natomiast było, jeśli by samochody jeżdżące ulicą dochodziły do słusznych wniosków i podejmowały objazd. Zamiast tego dziś miły sześdziesięciolatek ze swoją… czcigodną (by uniknąć inwektyw) wjechał w środek uznając, że macham przywołując go, a nie zachęcając do którejś z sąsiednich, kanalizowanych i asfaltowych ulic. Wywiązał się dialog:

- A może by pan tak pojechał sąsiednią ulicą G. i przy okazji nie zalewał nam podwórka i piwnic?
- Ale ja w prawo skręcam, nie w lewo…

Że co? Główne przesłanie o powodzi na naszym podwórku (nietrudnej do zauważenia, gdyż brodziłem po łydki w wodzie), najwyraźniej nie dotarło. Wzamian za to retoryczny trick „nieistotnego uściślenia” (przecznica po prawej też jest lepsza) i rżnięcie głupa, że „co pan!?”. Smutne, ale jest w tym nauczka na przyszłość, co do życia społecznego w „młodym, polskim społeczeństwie obywatelskim”:

Następnym razem krzycz „SPIERDALAJ!” i rzucaj w auto żwir ze szpadla. Może zrozumie. Na tym żwirze zbuduję społeczność lokalną, ducha współpracy i przyjaźni.

Podziel się ze światem:
  • Facebook
  • Print
  • Wykop
  • LinkedIn
  • Twitter
  • email
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • del.icio.us

Zapraszam do komentowania

Przy wklejaniu długich linków uprasza się o korzystanie z tiny.pl