środa
Pan Cogito, rembrandtysta
Zupełnie niedawno pastowałem buty (pastowałem, to staromodne określenie tego, co robi się z nubukiem, ale nie bardzo to ważne) na średnio starym +Plus-minusie, czyli dodatku kulturalnym Rzepy. Chwilę potem dodatek ten wyrzuciłem, a chwilę wcześniej – przeczytałem. Był on streszczeniem chyba doktoratu (in spe) jakiejś pani (której nazwiska nie zapamiętałem) o poglądach śp. poety Herberta na śp. malarza van Rijn.
Swoją drogą jeśli doktorat jest o tekście Herberta (rozchodzi się o niepublikowany esej) o Rembrandcie, to kto właściwie jest autorem doktoratu, a kto jego tematem? Zresztą nieważne.
Ważne, że bardziej rzymski niż katolik pisze o malarzu w sposób, którego historycy sztuki powinni się uczyć. Z cytowanych fragmentów wynika, że „tekściarz Gintrowskiego” znacznie lepiej od nich przenikał do istoty sprawy, a sprawą w malarstwie, a raczej w Sztuce w ogólności jest co innego niż przyjęło się sądzić w socjecie. Strasznie dużo bowiem mówi się o wpływach, o szkołach, o zapożyczeniach, o Painting and patronage, o Social Critique of the Judgement of Taste, o kolekcjach, darach, wpływach, skandalach i trendach. Herbert, o ile dobrze zrozumiałem z fragmentów, czniał wszystko, z sobie właściwą gracją przenikając do istoty rzeczy. A istotą rzeczy był poruszający, czysty zachwyt nad Pięknem, nad metafizyką Światła, nad napięciem w obrazach i znaczeniem. Próba zracjonalizowania (przez zwerbalizowanie, nie przez bibliografię) estetycznego zachwytu.
Czego, rzecz jasna, nie przytoczę wam w cytatach, gdyż na Herbercie i Rembrandcie wypastowałem buty.

gmail.com 