wtorek
czarno na białym
Zupełnie nie wierzyłem, że uda mi się obejrzeć w kinie Good Night and Good Luck. A jednak, Luna postanowiła nie odstraszać mnie do końca najambitniejszym repertuarem Niezależnego Kina Bangladeszańskiego i po prostu wyemitowała go w ramach akcji: poniedziałek za piątaka. Będę odtąd dokładniej się jej przyglądał. I na pewno inaczej będę patrzył na media.

Drugi film Clooneya, znacznie lepiej niż debiut rozgrywający wątki, urzeka nie tylko czarno-białością przekazu. Jest dla mnie nieslychaną umiejętność, z jaką opowiada się o dzisiejszych sprawach za pomocą historii czy bezczasu. Nie mówię tu o papierowym świecie Sapkowskiego, ale o sprawach z krwi i kości. Doprawdy, talent prawie godzien Shakespeare’a. Zagrożenie wolności słowa w Ameryce zostało mi sprzedane tak, że zupełnie zawiesiłem moje uprzedzenia wobec takiego stawiania sprawy. W swoim eseju Anty-Antyrelatywizm Clifford Geertz odwoływał się do czasów nagonki McCarthy’ego. Pisał właśnie o tym: w okresie tej paranoi każdy, kto ośmielił się zwrócić uwagę na inne problemy poza komunistami, stawał się natychmiast komunistą. Nie chodzi o to, by być czerwonym. Chodzi o to, by nie być ślepym na inne kolory.
Trudno mi powiedzieć, jak ważne to przesłanie dla USA naszych czasów i nie zamierzam tego robić. Zwróciło moją uwagę co innego: tradycja krzyczenia w obronie wolności, danej naszym pradziadom, to tradycja wynaleziona, jak wiele innych. Każdy, kto obecne ograniczenia wolności wypowiedzi nazywa „bezprecedensowymi zagrożeniami dla demokracji”, ma tu jasno pokazane: one nie są bezprecedensowe, a zatem nie są aż takimi zagrożeniami. Hmmm… czy już mówiłem, że na codzień w ogóle nie wierzę w bulszity o zagrożeniach wolności słowa? Wielka jest moc perswazyjna filmu.
I jeszcze jedno: ten film jest o papierosach. Rzecz dzieje się w czasach, kiedy absoultnie nie wolno było być komunistą, ale palić można było wszędzie. Dziennikarze CBS chodzą ze szlugami po całej firmie, palą w studio, ba – Murrow, jak widać, pali nawet na wizji. Dziś, kiedy w dobrym tonie jest być lewakiem, dziennikarze palą na schodach przeciwpożarowych wieżowca albo w kawiarni w centrum handlowym opodal redakcji. I co? W jaki sposób tak naprawdę politycy zagrażają naszej wolności?
gmail.com 